Sprawa dotyczyła pasażerów, którzy wykupili loty z irańskiego Shirazu przez Dohę do Frankfurtu nad Menem w linii lotniczej z siedzibą w Katarze – pisze niemiecki portal branży turystycznej LTO. W dniu wylotu dowiedzieli się, że ich rejs został anulowany już pięć dni wcześniej. Opóźnienie w otrzymaniu informacji było bezsporne – jak ustalił sąd, ograniczenie dostępu do internetu w Iranie uniemożliwiło wcześniejsze zapoznanie się z wiadomością e-mailową.
Treść korespondencji od przewoźnika była jednak niejednoznaczna. Z jednej strony nie zawierała jasnych informacji o dalszym postępowaniu, z drugiej wyraźnie zachęcała pasażerów do kontaktu z linią lotniczą w razie pytań. W obliczu pilnej potrzeby powrotu do Niemiec jeden z podróżnych poprosił znajomego w Niemczech o kontakt z call center tego przewoźnika.
Czytaj więcej
Sąd gospodarczy w Brukseli wydał wyrok dotyczący modelu sprzedaży Ryanaira. Potwierdził pełną zgo...
Jak relacjonował świadek, pracownica infolinii poinformowała go, że linia nie zorganizowała żadnych lotów zastępczych i dlatego pasażerowie muszą samodzielnie zadbać o powrót. Kierując się tą informacją, podróżni szybko kupili nowe bilety, ponosząc koszt około 15 tysięcy euro.
Linia lotnicza odmówiła później zwrócenia im pieniędzy, twierdząc, że zapewniła lot zastępczy na kolejny dzień i nie było potrzeby samodzielnego kupowania biletów. Argument ten nie przekonał ani sądu pierwszej instancji, ani Wyższego Sądu Krajowego we Frankfurcie nad Menem.