Rząd federalny Niemiec przyjął projekt obniżki podatku od transportu lotniczego (Luftverkehrsteuer). To realizacja zapisów umowy koalicyjnej i jednocześnie odwrócenie podwyżki wprowadzonej przez poprzedni rząd. Nowe stawki mają wejść w życie w lipcu, o ile zgodę wyrazi parlament – pisze dziennik „Die Zeit” w elektronicznym wydaniu.
Czytaj więcej
Niemiecki minister transportu Volker Wissing przyznaje, że branża lotnicza ponosi zbyt wysokie koszty w porównaniu z przewoźnikami z innych krajów....
Z punktu widzenia branży lotniczej to wyraźny sygnał polityczny: Berlin chce ponownie uczynić swój rynek atrakcyjnym dla przewoźników. Dla pasażerów sprawa jest jednak mniej oczywista – niższy podatek nie musi bowiem oznaczać tańszych biletów.
Powrót do stawek opłat za pasażera sprzed podwyżki
Podatek lotniczy w Niemczech to opłata ponoszona przez linie lotnicze za każdy sprzedany bilet. Jej wysokość zależy od długości trasy, liczonej od lotniska we Frankfurcie do głównego portu lotniczego w kraju docelowym.
Po zmianach stawki spadną do poziomu zbliżonego z 2024 roku. W wypadku lotów do 2,5 tysięcy kilometrów z 15,53 euro do 13,03 euro, od 2,5 tysięcy do 6 tysięcy kilometrów z 39,34 euro do 33,01 euro, a lotów długodystansowych z 70,83 euro do 59,43 euro.
Jak ocenia gazeta, decyzja oznacza więc „realne zmniejszenie kosztów” ponoszonych przez linie lotnicze, ale wpływ na końcowe ceny pozostaje niewiadoma.
Tańsze bilety lotnicze? Niekoniecznie
Ministerstwo Finansów deklaruje, że oczekuje przeniesienia korzyści na pasażerów. Jednak politycy odpowiedzialni za transport studzą te oczekiwania. Minister transportu jasno wskazywał wcześniej, że celem nie jest obniżenie cen końcowych, lecz poprawa konkurencyjności niemieckiego rynku lotniczego.
W praktyce rząd nie ma narzędzi, by zmusić linie lotnicze do obniżenia cen biletów. Tym bardziej że koszty działalności przewoźników pozostają wysokie i rosną. Jednym z kluczowych czynników mających na nie wpływ jest cena paliwa. A ta w ostatnim czasie rośnie, między innymi w związku z konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie.
Część linii zabezpiecza się przed wahaniami cen. Przykładowo Ryanair informuje, że zakontraktował paliwo na najbliższe 12 miesięcy po cenie około 67 dolarów za baryłkę (po wybuchu wojny z Iranem cena wzrosła, często przewyższa 100 dolarów). Z kolei United Airlines już ogranicza część połączeń w reakcji na rosnące koszty operacyjne.
Branża lotnicza: decyzja spóźniona, ale potrzebna
Środowisko biznesowe przyjęło decyzję rządu z wyraźnym zadowoleniem. Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa wskazuje, że obniżka podatku była „od dawna oczekiwana”, bo słabość niemieckiego rynku lotniczego zaczyna ciążyć całej gospodarce.
Podobnie oceniają ją przedstawiciele branży lotniczej, którzy podkreślają, że bez działań naprawczych Niemcy tracą wobec bardziej konkurencyjnych rynków europejskich, gdzie koszty operacyjne są niższe.
Kto zapłaci za ulgi dla linii lotniczych?
Obniżka podatku oznacza jednak konkretne koszty dla budżetu państwa. W 2026 roku mają one wynieść około 185 milionów euro, a do 2030 roku wzrosnąć do 355 milionów euro rocznie.
Czytaj więcej
Planowana przez rząd Niemiec obniżka podatku od transportu lotniczego wywołuje gorącą dyskusję w tym kraju. Unia domaga się niższych cen biletów, Z...
Rząd planuje zrekompensować ubytek dochodów poprzez oszczędności w budżecie resortu transportu – jednak szczegóły tych cięć nie są jeszcze znane. To rodzi obawy, że rząd może szukać oszczędności w innych segmentach infrastruktury, zwłaszcza zmniejszając wydatki na inwestycje kolejowe i rozwiązania niskoemisyjne.
Decyzja niemieckiego rządu wpisuje się w szerszą debatę o przyszłości transportu w Europie. Z jednej strony państwa chcą wspierać konkurencyjność swoich rynków lotniczych, z drugiej – pozostają pod presją celów klimatycznych i konieczności rozwoju bardziej zrównoważonych środków transportu.
Obniżka podatku lotniczego pokazuje, że w obecnych realiach gospodarczych priorytetem Berlina staje się odbudowa pozycji rynku lotniczego. Czy jednak uda się pogodzić ten cel z ambicjami klimatycznymi – i czy pasażerowie rzeczywiście odczują zmianę w portfelach – pozostaje pytaniem otwartym – kończy „Die Zeit”.