Przed wybuchem pandemii podróżni spędzali na lotnisku przed odlotem średnio półtorej godziny, mówił w czasie konferencji Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) jego wiceprezes Conrad Clifford. W pierwszej połowie roku w okresie największego wzmożenia ruchu czas ten wydłużył się do trzech godzin, a ruch wrócił dopiero do 30 procent tego notowanego przed covidem - relacjonuje Niemiecka Agencja Prasowa dpa.

Czas oczekiwania na lot może się dalej wydłużać wraz ze zwiększaniem się liczby pasażerów. - Z naszych modeli analitycznych wynika, że przy ruchu wielkości 75 procent notowanego przed pandemią czas oczekiwania na lot może dojść do 5,5 godziny, jeśli odprawa pasażerska nie zostanie usprawniona - mówi Clifford. Przy całkowitym powrocie do normalności będzie to już nawet osiem godzin. Problemem są zarówno kontrola dokumentów zdrowia, jak i dłuższe kolejki do kontroli paszportowej po przylocie.

Rozwiązaniem problemu byłoby wdrożenie cyfrowego paszportu podróży stworzonego przez IATA. Chodzi o to, żeby pasażerowie mogli załatwić formalności i przejść kontrolę przez aplikację zanim jeszcze pojawią się na lotnisku. Na razie procedurę tę przetestowało 76 linii lotniczych na 286 trasach. Każdy z przewoźników musi sam podjąć decyzję o przystąpieniu do programu.

Czytaj więcej

Eurocontrol: Procedury covidowe opóźniają starty samolotów

Konferencja w Bostonie, na której spotkali się szefowie linii lotniczych należących do IATA, była poświęcona też sprawom ochrony środowiska. Stowarzyszenie postawiło sobie za cel, by do 2050 roku branża stała się neutralna dla klimatu.

Choć na razie przewoźnicy notują straty, a ruch oscyluje wokół 20 procent wartości sprzed pandemii, perspektywy rozwoju są dobre. W tym roku z usług linii lotniczych skorzysta około 2 miliardy osób, w 2030 roku będzie to już 5,6 miliarda, a w 2050 roku ponad 10 miliardów. Jak mówi Sebastian Mikosz z IATA, branża musi wyrównać 1,8 gigaton CO2, żeby osiągnąć neutralność klimatyczną. Rozwiązaniem krótkoterminowym jest korzystanie z ekologicznego paliwa, ale jego zasoby są niewielkie - prezes Grupy Lufthansa Carsten Spohr podkreśla, że teraz wystarczyłoby na zaledwie pięć dni latania, a szef Emirates Tim Clark przypomina, że kosztuje ono dwa-, a nawet trzykrotnie więcej niż obecnie wykorzystywane.

Tu z pomocą mają przyjść rządy. Na przykład Stany Zjednoczone planują do 2050 roku wyprodukować tyle paliwa, by wystarczyło dla wszystkich amerykańskich przewoźników. Pojawiają się jednak inne problemy, na przykład prezes United Scott Kirby zapowiedział, że linia nie będzie latać na paliwie pozyskanym z produktów spożywczych takich jak soja czy zboża.

Czytaj więcej

Lufthansa: Przed pandemią bilety były za tanie. To się skończy

Żeby branża lotnicza mogła zrealizować cele klimatyczne, potrzebne są olbrzymie inwestycje. IATA wyliczyła, że z powodu kryzysu straty przewoźników sięgną 200 miliardów dolarów. To dużo, ale brak jakichkolwiek działań, może okazać się jeszcze droższy – ostrzega Robin Hayes z zarządu IATA.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM