Ponad miliard osób miesięcznie korzysta z narzędzi tłumaczeniowych, aby porozumieć się w obcym języku – pisze w informacji prasowej Uniwersytet Łódzki. Na przykład tłumacz Google’a obsługuje już prawie 250 języków i przekłada około biliona słów każdego miesiąca.

Tłumacz zawsze pod ręką

Jeszcze niedawno porozumienie się w małej zagranicznej miejscowości bywało wyzwaniem. Dziś wystarczy smartfon – turysta mówi po polsku, aplikacja tłumaczy na inny język, a odpowiedź słychać niemal natychmiast.

– Wyobraźmy sobie aptekę w małym greckim miasteczku. Kiedyś rozmowa o leku na ból gardła oznaczała pantomimę godną teatru. Dziś wystarczy telefon: mówimy po polsku, aplikacja tłumaczy na grecki, farmaceuta odpowiada, a my słyszymy tłumaczenie na żywo. To już nie jest gadżet z filmów science fiction – mówi Dominik Skowroński z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego, cytowany w komunikacie.

Czytaj więcej

Rywalizacja w turystyce coraz ostrzejsza. Przewagę nad konkurencją dają nowe technologie

Planowanie w kilka sekund

Coraz więcej podróżnych sięga też po inteligentnych asystentów do planowania wyjazdów. Wystarczy kilka wskazówek, by otrzymać gotowy plan zwiedzania dopasowany do indywidualnych upodobań i czasu. To, co kiedyś wymagało godzin przygotowań, dziś zajmuje chwilę.

– Załóżmy, że mamy jeden dzień w Lizbonie. Wpisujemy do asystenta głosowego: „Ułóż plan zwiedzania na osiem godzin, lubię historię i dobrą kawę, nie chcę tłumów”. W kilka sekund dostajemy trasę, godziny otwarcia i propozycje przerw. To, co kiedyś zajmowało wieczór z przewodnikiem i mapą, dziś dzieje się w czasie oczekiwania na kawę – mówi Dominik Skowroński.

Nic dziwnego, że popularność tych narzędzi rośnie lawinowo. Co ciekawe, badania pokazują też lukę między świadomością a praktyką: choć niemal wszyscy wiedzą, że AI potrafi zaplanować wyjazd, realnie próbowała tego mniej niż połowa. Ale kto raz spróbuje, ten zwykle zostaje. Aż 96 procent osób korzystających z AI deklaruje, że skorzysta ponownie.

Kiedy AI się myli

Wakacje 2026 wyglądają więc inaczej niż lata temu: zamiast papierowego przewodnika i rozmówek turysta ma w kieszeni tłumacza, planistę i doradcę w jednym.

To ogromne ułatwienia, ale nie pozbawione wad. Tłumaczenia maszynowe wciąż mają problem z kontekstem, ironią czy lokalnymi idiomami.

– To trochę jak jazda na rowerze z dodatkowym silnikiem, a więc dojedziemy dalej i szybciej, ale nadal musimy trzymać kierownicę – komentuje Dominik Skowroński.

Czytaj więcej

Personalizacja ofert, szybkość obsługi, nowoczesny marketing i AI kluczem do sukcesu w turystyce

Problem pojawia się też, gdy technologia zaczyna „zmyślać”. Zdarza się, że AI poleca turystom atrakcje, które nie istnieją, wysyła do restauracji zamkniętych od lat, podaje rozkłady autobusów, które już nie kursują. To tak zwane halucynacje AI – sytuacje, w których model generuje błędne, ale brzmiące wiarygodnie informacje. Nie kłamie złośliwie, po prostu nie odróżnia faktu od zmyślenia. Nadmierne poleganie na AI może prowadzić do zmarnowanego czasu, pieniędzy i frustracji.

Nic więc dziwnego, że tylko niewielki odsetek użytkowników ufa sztucznej inteligencji bez zastrzeżeń. Wedle badania platformy Klook, przeprowadzonego wśród 11 tysięcy podróżnych, tylko 7 procent z nich wierzy, że AI jest dokładna za każdym razem.

– I słusznie, bo tu leży sedno napięcia między wygodą a samodzielnością: im chętniej oddajemy planowanie maszynie, tym łatwiej tracimy nawyk sprawdzania. A w podróży cena takiego zaufania potrafi być znacząca – zmarnowany dzień, zamknięte drzwi, a do tego stracone pieniądze – zwraca uwagę Dominik Skowroński.

Ukryty koszt wygody

Planując urlop, turyści często „karmią” aplikacje bardzo szczegółowymi informacjami: kiedy nie ma ich w domu, dokąd jadą, gdzie przebywają, jak wyglądają ich dokumenty. Dane te mogą być wykorzystywane przez dostawców usług, szczególnie w wypadku korzystania z darmowych narzędzi.

– Darmowe narzędzia często zarabiają właśnie na danych, a w roamingu, na hotelowym wi-fi i przy włączonej lokalizacji, zostawiamy po sobie wyjątkowo szczegółowy ślad – wskazuje Dominik Skowroński.

– Zasady rozsądku są proste. Nie wgrywajmy do asystentów skanów paszportu ani danych karty, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Sprawdźmy, czy narzędzie nie wykorzystuje naszych treści do trenowania modeli. Wyłączmy lokalizację, gdy z aplikacji nie korzystamy. To cyfrowa wersja starej zasady podróżnika: nie zostawiaj portfela na widoku – radzi ekspert.

Czytaj więcej

Wakacje z AI. Coraz więcej Polaków powierza swoją podróż sztucznej inteligencji

Kompas zamiast autopilota

Najzdrowsze podejście do AI w podróży to traktowanie jej jak kompasu, a nie autopilota.

– Kompas wskazuje kierunek, ale to my decydujemy, którą ścieżką pójść i kiedy zboczyć, bo za rogiem widać coś ciekawszego. Sztuczna inteligencja świetnie zdejmuje z nas nudną część podróżowania, między innymi wyszukiwanie, tłumaczenie, układanie logistyki. Zostawia człowiekowi to, co w podróży najcenniejsze: ciekawość, spontaniczność i rozmowę z drugim człowiekiem, której żaden model nie zastąpi. Umiejętność korzystania z AI z głową, także na wakacjach, staje się dziś jedną z wartościowych kompetencji. Nie chodzi o to, żeby wybierać między technologią a samodzielnością. Chodzi o to, żeby jedno wzmacniało drugie – mówi Dominik Skowroński.

Dominik Skowroński jest ekspertem w zakresie praktycznego wykorzystania sztucznej inteligencji w biznesie i edukacji, członkiem Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją i Cyberkomunikacją Uniwersytetu Łódzkiego, wykładowcą tej uczelni, a także University of RheinMain w Wiesbaden.