Niebo nad Lizboną

Fotorzepa

Kiedy chcę naprawdę odpocząć, nie wybieram kurortu, nie udaję się na wyspę. Wolę chodzić po małych wąskich uliczkach, romantycznych zaułkach, niż leżeć plackiem na plaży.

A na wakacje chciałbym zaproponować Lizbonę. I wcale nie ze względu na żółte tramwaje, które są sławne z filmu Wima Wendersa, ale ze względu na dzielnicę Alfama. Jest w niej bardzo dużo malutkich knajpek prowadzonych przez rodziny. I w każdej knajpce śpiewana jest melancholijna pieśń fado. Zazwyczaj wygląda to tak, że przychodzi się do knajpki, zamawia kolacyjkę i nagle kelnerka zaczyna śpiewać fado. Potem z kuchni wychodzi kucharka i też zaczyna śpiewać. Tworzy się takie rodzinne śpiewanie.

W ogóle uważam, że Lizbona ma taki rodzinny, swojski klimat. To nie jest miasto, które się pręży, jak Paryż czy Londyn, ale jest przystępne, swojskie i normalne. I dlatego właśnie lubię tam wracać.

W Lizbonie jest plac Praça do Comércio nazywany po prostu placem Handlowym, jeden z najważniejszych placów Lizbony, gdzie odbywały się najważniejsze wydarzenia w historii Portugalii. Pierzeje budynków zamykających go są usłane knajpkami i tarasami. Ma też wyjście nad morze, co w skwarnej Lizbonie jest czymś niezwykle miłym. Na placu czuje się wyraźnie wiatr od morza. Głównym elementem placu jest pomnik Józefa I oraz Łuk Triumfalny, a także potężne zabudowania budynków otaczające plac, w których mieszczą się obecnie m.in. Ministerstwo Sprawiedliwości, a także najstarsza kawiarnia/restauracja w Lizbonie – Cafe Martinho da Arcada – z 1782 roku. Była ulubionym miejscem słynnego portugalskiego poety Fernando Pessoa.

Jest jeszcze inna dzielnica, gdzie są bardzo wąskie uliczki, nazywa się Bairro Alto, czyli Wysoka Dzielnica, nazwę zawdzięcza swemu położeniu na szczycie wzgórza, skąd rozciąga się piękny widok na Lizbonę. Tam właśnie jeżdżą żółte tramwaje. I tam na szczyt wjeżdża słynna winda. Uliczki są wąskie i prawie puste. Są tam sklepiki, które mają ponad 200 lat. Prowadzone są przez rzemieślników i jest też trochę knajpek. Wchodząc do nich, ma się niesamowite wrażenie, bo czuje się, że przebywa się w mieście nieskażonym dzisiejszą cywilizacją.

Są oczywiście klasztory, zamki, muzea, ale to jest wszędzie. Fenomenem Lizbony jest to, że człowiek przyjeżdża tam z obcego kraju, z obcej kultury i nagle czuje się jak u siebie.

not. Jan Bończa-Szabłowski

Mogą Ci się również spodobać

Minister sportu i turystyki zaprasza na targi TT Warsaw

Ta impreza to jedno z najważniejszych wydarzeń turystycznych, na które co roku przybywają setki ...

IATA: Terroryzm mniej straszny niż Donald Trump

Zapowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych, że chce rozszerzyć restrykcje w podróżowaniu do USA na kraje ...

Grecja traci przez wyższy podatek turystyczny

Podniesienie VAT-u na wyspach greckich nie przełożyło się na większe wpływy do państwowej kasy ...

Sześciu rannych w gonitwie z bykami w Pampelunie

Sześć osób zostało rannych w szóstej gonitwie z bykami w Pampelunie, na północy Hiszpanii, ...

Jest umowa na dłuższy pas startowy w Radomiu

Dzisiaj Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze” (PPL) zarządzające portem lotniczym w Radomiu podpisało z firmą ...

Szefowa Cooka: Możliwe jest reaktywowanie Neckermanna

Stefanie Berk, prezes niemieckiego Thomasa Cooka, widzi szansę na przywrócenie działalności biur podróży należących ...