Egipt wciąż czeka na turystów

Branża turystyczna liczy, że wybory prezydenckie pozwolą jej wydobyć się z najgorszej od 30 lat zapaści

Publikacja: 22.05.2012 09:32

Egipt wciąż czeka na turystów

Foto: AFP

Do czasu rewolucji, która w ubiegłym roku obaliła reżim prezydenta Hosniego Mubaraka, turystyka była głównym źródłem dochodu dla kraju faraonów. W pewnym momencie stanowiła 10 proc. PKB.

Hisham Zazou, wiceminister ds. turystyki, opisuje wybrzeże Morza Czerwonego tak, jakby to był inny kraj. To tam uciekł prezydent Mubarak, gdy protesty w Kairze się nasiliły. – Demonstracje w Kairze to dla nas jedno z głównych wyzwań, ponieważ media nagłaśniają tego typu wydarzenia, co negatywnie wpływa na wizerunek Egiptu – mówi Zazou.

Bolesne załamanie

Upadek egipskiej turystyki ma daleko idące konsekwencje. Thomas Cook Group, drugi pod względem wielkości touroperator w Europie, boleśnie odczuł załamanie w Afryce Północnej, szczególnie w Egipcie. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Egipcie spadły w roku obrachunkowym kończącym się w czerwcu 2011 roku do 2,2 mld dol. z 13,2 mld w 2008 r.

Największy rywal Thomasa Cooka, TUI Travel, twierdzi, że widzi ożywienie w kurortach nad Morzem Czerwonym. – W Kairze nadal jednak idzie słabo – mówi rzecznik TUI. Obie spółki obsługują kurorty nad Morzem Czerwonym i oferują rejsy po Nilu oraz wycieczki do zabytkowych miejsc.

Nahid Samir, wiceprezes ds. operacyjnych w Sonesta Middle East, luksusowej sieci hoteli, zapowiada, że wycieczkowce sieci wezmą udział w nowej inicjatywie rządu, która we wrześniu ma ożywić ruch na Nilu. Wtedy będzie już dawno po wyborach prezydenckich (mają się odbyć jeszcze w maju) i branża ma nadzieję, że pozwoli jej to ponownie rozkwitnąć.

Wycieczkowce, które krążyły po Nilu, wioząc turystów do zabytkowych miast, stoją w większości zacumowane. Turyści omijają region Nilu, kierując się do modnych kurortów nad Morzem Czerwonym, na egipskim fragmencie półwyspu Synaj.

Jeden luksusowy statek może wziąć na pokład średnio 53 osoby, które płacą od 300 do 450 dol. za noc. – W dobrym roku każdy z nich może przynieść 2,5 mln dolarów przychodów – mówi pani Samir. Jednak w ostatnich 18 miesiącach firma musiała ograniczyć flotę z pięciu do czterech jednostek, a i tak obłożenie tych czterech nie przekraczało 35 proc.

Niektóre wycieczkowce wciąż przepływają przez Kair, ale firmy zaczęły dowozić klientów bezpośrednio do Luksoru lub Asuanu, by uniknąć kłopotów.

Turystyczna susza na Nilu jest szczególnie bolesna dla wielu pracowników w regionie, których życie zależy wyłącznie od dolarów turystów. Mahmoud Saeed należy do rodziny, która od czterech pokoleń pracuje w branży turystycznej w regionie Wielkich Piramid, zaledwie 10 mil od centrum Kairu. Od czasu obalenia Mubaraka jego dochody spadły gwałtownie. – Przed rewolucją przyjeżdżali ludzie z Japonii, Ukrainy, Ameryki, Anglii, Szwecji, zewsząd – mówi Saeed. – Teraz nie ma nikogo. Ludzie jadą od razu nad Morze Czerwone.

Początek odrodzenia?

Przewodnik turystyczny z tej samej wioski, Mohamed Afifi mówi, że trzeba będzie poczekać, zanim biznes turystyczny wróci do stanu sprzed rewolucji. Kolejne ambasady ostrzegają swoich obywateli przed wyprawami do Egiptu nim sytuacja polityczna się nie ustabilizuje.

Przed rewolucją piramidy przyciągały codziennie 25 tysięcy turystów, którzy wydawali przynajmniej 100 funtów egipskich (16,55 dol.) na bilet i średnio kilkaset funtów na przewodnika. Dziś w dobrym dniu jest tysiąc turystów.

Na razie nie ma wielu dowodów, że inicjatywy egipskiego rządu, by ożywić turystykę w tradycyjnych regionach, przynosiły konkretne efekty. Ritz Carlton ogłosił plan otwarcia pierwszego hotelu w Kairze w lipcu ubiegłego roku, dzięki modernizacji Nile Hilton nad brzegiem słynnej rzeki. Rok później plany pozostają jednak na papierze, a większość kairskich hoteli po zachodzie słońca spowija mrok.

Egipski minister turystyki Mounir Fakhry Abd Elnour mówi, że odrodzenie już trwa. Na początku maja ogłosił, że w tym roku liczba odwiedzających powinna osiągnąć poziom z 2010 r., co oznacza wzrost o 32 proc., licząc rok do roku w pierwszym kwartale. Większość z nich jednak udaje się wprost do kurortów nad Morzem Czerwonym.

Do czasu rewolucji, która w ubiegłym roku obaliła reżim prezydenta Hosniego Mubaraka, turystyka była głównym źródłem dochodu dla kraju faraonów. W pewnym momencie stanowiła 10 proc. PKB.

Hisham Zazou, wiceminister ds. turystyki, opisuje wybrzeże Morza Czerwonego tak, jakby to był inny kraj. To tam uciekł prezydent Mubarak, gdy protesty w Kairze się nasiliły. – Demonstracje w Kairze to dla nas jedno z głównych wyzwań, ponieważ media nagłaśniają tego typu wydarzenia, co negatywnie wpływa na wizerunek Egiptu – mówi Zazou.

Pozostało 87% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Lotniska
Tadeusz Syryjczyk: Rozbudowa lotniska w Radomiu to wyrzucanie pieniędzy