Problemem jest brak personelu. Wystarcza go do obsadzenia jednej trzeciej stanowisk odprawy paszportowej, ponadto powtarzającym się problemem są awarie skanerów.

Szef British Airways i Iberii, Willie Walsh zarzucił wiceministrowi spraw wewnętrznych, że kłamał mówiąc w Izbie Gmin, że dwugodzinne kolejki przed stanowiskami kontroli paszportowej to plotki.

- Nawet jeśli pasażerowie czekali nieco dłużej, to z powodu natłoku przymusowych lądowań w związku ze złą pogodą - mówił odpowiedzialny za służbę imigracyjną minister Damian Green.

- Rząd próbuje nam wmówić, że nie ma żadnego kryzysu - powiedział we wtorek Walsh. - Minister twierdził, że najdłuższa kolejka czekała półtorej godziny, a my wiemy, że dwie i pół i są na to dowody z kamer telewizji przemysłowej - dodał.

Właściciel Heathrow, BAA próbował rozdawać w hali odpraw ulotki z wyjaśnieniem sytuacji i adresem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w którym należy składać zażalenia. Ale szef policji granicznej na Heathrow zakazał rozdawania tych ulotek i straszył dyrekcję lotniska, że poskarży się rządowi, jeśli będą rozdawane nadal w sali bagażowej, nie leżącej w jego jurysdykcji.

Do sporu włączył się burmistrz Londynu Boris Johnson. Napisał on do ministra spraw wewnętrznych Theresy May, że przed i podczas olimpiady takie powitanie sprawi "okropne wrażenie" na przybyszach.