Wakacyjne podróże pokazują to, czego często nie widać w reklamach elektromobilności: europejska infrastruktura ładowania pozostaje bardzo nierówna, a podróż "elektrykiem" nie wszędzie jest prosta i przewidywalna.

Wypożyczalnie samochodów nie lubią „elektryków”

Jeszcze niedawno Hertz, Sixt czy Europcar prześcigały się w zapowiedziach elektryfikacji flot. Szybko okazało się jednak, że za atrakcyjną wizerunkowo strategią nie zawsze stoi przekonujący model biznesowy.

Największym problemem stała się utrata wartości rezydualnej. Obniżki cen nowych elektryków, rosnąca konkurencja i szybki postęp technologiczny sprawiły, że starsze modele tracą na wartości szybciej, niż zakładano. W połowie 2024 roku ceny używanych EV w Niemczech były o około 25 procent niższe niż przed pandemią, a w Wielkiej Brytanii spadek sięgał 30 procent – informował Reuters.

Czytaj więcej

Brakuje wody na popularnej wyspie. Turyści mają kąpać się w Bałtyku zamiast pod prysznicem

Hertz pozbył się wtedy około 20 tysięcy „elektryków”, czyli mniej więcej jednej trzeciej swojej floty EV. Przyznał, że chodzi o wysokie koszty napraw, słabszy popyt i gwałtowny spadek wartości. Także Avis Budget Group informował o rosnących kosztach amortyzacji i stratach przy sprzedaży tych samochodów.

Drugim problemem są naprawy. Uszkodzenie samochodu elektrycznego, zwłaszcza podwozia lub akumulatora, często wymaga specjalistycznej diagnostyki i dodatkowych procedur bezpieczeństwa. Nawet drobna kolizja może więc oznaczać dłuższy pobyt w serwisie i wyższy rachunek. Dla wypożyczalni to podwójny koszt: samochód nie zarabia, a naprawa obniża rentowność całej floty.

Podróż na południe Europy – wyzwanie dla kierowcy samochodu na prąd

Przekonałem się o tym podczas wakacyjnej podróży w okolice Neapolu. Kampania i południe Włoch należą do najatrakcyjniejszych turystycznie regionów Europy, ale pod względem dostępu do szybkich ładowarek wyraźnie odstają od Holandii, Belgii czy części Niemiec. Wynajęty wóz elektryczny miał zapewnić wygodną podróż. W praktyce plan podróży szybko zaczął zależeć od dostępności punktów ładowania.

Szybkich stacji było niewiele, a część z nich była zajęta. Alternatywą pozostawały wolniejsze ładowarki, przy których uzupełnianie energii trwało znacznie dłużej. Na urlopie oznacza to układanie dnia pod samochód zamiast pod zwiedzanie.

Dobrym przykładem jest parking Zeus przy wejściu do wykopalisk w Pompejach, wyposażony w ładowarki Tesli. Korzystanie z nich nie zwalniało z opłaty za parkowanie – kierowca płacił jednocześnie za energię i za postój. Ekologiczna mobilność stawała się w tych warunkach usługą premium.

Europa dopiero się zbroi w infrastrukturę do aut elektrycznych

Moje doświadczenie odzwierciedla szerszy problem. Europejska sieć ładowania rozwija się szybko, ale bardzo nierównomiernie. Holandia ma jedną z najgęstszych infrastruktur, podczas gdy w części Europy Południowej i Środkowo-Wschodniej punktów – zwłaszcza szybkich – nadal jest za mało.

Europa nie stworzyła też jeszcze w pełni jednolitego systemu płatności. Kierowca przemierzający kilka państw często musi korzystać z aplikacji różnych operatorów, zakładać kolejne konta i sprawdzać, czy roaming zadziała. Roaming istnieje, ale nie zawsze jest najtańszym rozwiązaniem.

Czytaj więcej

Polacy przodują w podróżowaniu. Szybko awansowali do europejskiej czołówki

Problem jest też, gdy turysta korzystający z wypożyczalni dostaje samochód bez pełnej informacji o realnym zasięgu, warunkach ładowania i specyfice regionu.

Unijne rozporządzenie AFIR przewiduje stopniowe rozbudowywanie infrastruktury wzdłuż sieci TEN-T, między innymi poprzez tworzenie stref szybkiego ładowania w odstępach nieprzekraczających 60 kilometrów. Efekty tych regulacji będą jednak pojawiały się stopniowo.

Dopóki Europa Południowa nie nadrobi zaległości, obietnica cichych, nowoczesnych i tańszych wakacji pozostanie spełniona tylko w części kontynentu. Na dłuższych i bardziej spontanicznie wybieranych trasach najbardziej przewidywalnym kompromisem wciąż pozostaje hybryda, lub klasyczne auto spalinowe.