Lipiec był dla Rodos trudnym okresem, bo przez 11 dni służby walczyły z szalejącymi tam pożarami. Teraz sytuacja się unormowała, turyści mogą normalnie wypoczywać w niemal wszystkich hotelach, ale z tych trudnych doświadczeń powinno się wyciągnąć wnioski.
To właśnie dlatego Sebastian Ebel, prezes Grupy TUI, apeluje o stosowne regulacje dla wszystkich usługodawców turystycznych. Chodzi o nałożenie obowiązku zapewnienia powrotu turystom w sytuacji wystąpienia katastrofy naturalnej także na platformy internetowe, pisze niemiecki portal branży turystycznej Reise vor-9.
- Dla bezpieczeństwa podróżnych potrzebna byłaby regulacja na poziomie unijnym - mówi Ebel w rozmowie z gazetą „Bild am Sonntag”, na którą powołuje się portal. 50-60 procent wyjeżdżających nie posiada dziś takiego zabezpieczenia - platformy sprzedające zakwaterowanie i bilety lotnicze w sytuacji kryzysowej nie muszą się martwić o klientów tak jak touroperatorzy.
Czytaj więcej
Pracownicy biur podróży - rezydenci i koordynatorzy - odegrali podczas pożaru na Rodos kluczową rolę w akcji ewakuowania turystów. Nie spali po kil...
TUI przewiózł z Rodos w ramach swoich lotów ewakuacyjnych setki pasażerów, którzy na wyspę przylecieli indywidualnie, a nie w ramach wycieczek zorganizowanych. Turyści za te rejsy nie płacili.
Prezes dodaje, że w związku z pożarami hotele opuścić musiało 8 tysięcy gości TUI, połowa została zakwaterowana w innych hotelach lub obiektach noclegowych, pozostali wrócili do domów lotami regularnymi i specjalnymi.
W sumie na Rodos znajdowało się 16 tysięcy gości TUI. Niemcy stanowili jedną trzecią tej liczby, dwie trzecie pochodziło z innych krajów.
TUI już wyciągnął wnioski z wydarzeń na Rodos. Kiedy wybuchły pożary, firma wiedziała, gdzie znajdowało się 80 procent jej gości i mogła się z nimi skontaktować. W wypadku pozostałych 20 procent nie było to do końca jasne, dlatego zamierza w przyszłym roku zaoferować swoim podróżnym bezpłatne śledzenie danych z telefonów komórkowych, które będzie można aktywować w sytuacjach awaryjnych.
Tymczasem prezes zachęca, by latać na Rodos, bo, jak podkreśla, turystyka odpowiada za ponad 90 procent przychodów wyspy. Jeśli zabraknie podróżnych, szkody będą dużo większe niż te wynikające z pożarów. Bez pieniędzy pozyskanych z turystyki trudno będzie odbudować się ze zniszczeń.