Wypracowany w czasie polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej ds. transportu kompromis związany ze zmianą rozporządzenia o prawach pasażerów zakłada, że minimalne odszkodowanie w kwocie 300 euro byłoby wypłacane za opóźnienia wynoszące co najmniej cztery godziny przy lotach wewnątrz UE i na trasach krótszych niż 3,5 tys. km (obecnie jest to 250 euro za opóźnienia powyżej trzech godzin). W przypadku lotów dłuższych próg opóźnienia miałby wzrosnąć z trzech do sześciu godzin, przy jednoczesnym obniżeniu odszkodowania z 600 do 500 euro.
– Komisja Europejska przedstawiła propozycję, która zamiast chronić pasażerów, tak naprawdę wspiera linie lotnicze, bez konsultacji z Parlamentem Europejskim. Byliśmy oburzeni i w Komisji Transportu 99 proc. eurodeputowanych opowiedziało się za wzmocnieniem praw pasażerów w lotnictwie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria posłanka do Parlamentu Europejskiego Elżbieta Łukacijewska z Koalicji Obywatelskiej.
Jak dodaje, KE chciała również zmienić katalog wyłączeń odpowiedzialności linii lotniczych za opóźnienia. Dotychczas takimi sytuacjami były m.in. wojna, konflikty zbrojne i katastrofy naturalne, Komisja dodała do tego również m.in. strajki załogi czy usterki samolotu.
– Przecież usterki czy strajki to jest immanentna część działania każdego podmiotu gospodarczego i nie widzimy powodu, dla którego pasażer miałby za to odpowiadać. Europosłowie, ja również, składaliśmy poprawki. Wracamy do tego, aby odszkodowanie było za trzy godziny opóźnienia lotu, żeby to była bardzo szybka ścieżka i żeby jedynymi sytuacjami, kiedy to odszkodowanie się nie należy, były konflikty zbrojne czy katastrofy klimatyczne i nic więcej – wymienia eurodeputowana.
Czytaj więcej
Irlandzka linia lotnicza, Ryanair, największa w Europie, planowała całkowicie zrezygnować z papie...