Z powodu braku personelu i nieobecności części pracowników londyńskie lotnisko Heathrow utrzyma do niemal końca października ograniczenia w liczbie obsługiwanych podróżnych, donosi gazeta „The Telegraph” w swoim elektronicznym wydaniu. Port poinformował już o tym linie lotnicze. To oznacza, że należy liczyć się z dalszymi zmianami w rozkładach lotów także w okresie jesiennym.

Heathrow ostrzega przewoźników, że jeśli ci nie zgodzą się ograniczyć swojej siatki połączeń, wystąpi przeciwko nim na drogę prawną w ramach swojego obowiązku utrzymania bezpieczeństwa lotów.

W zeszłym tygodniu lotnisko ogłosiło, że z Heathrow odprawianych będzie maksymalnie 100 tysięcy pasażerów dziennie.

Branża turystyczna obawia się, że ta decyzja negatywnie wpłynie na sprzedaż wyjazdów. Prezes biura agencyjnego PC Agency Paul Charles mówi, że dalsze ograniczenia będą rodzić pytania klientów, dlaczego Heathrow nie jest w stanie przed październikiem poradzić sobie z problemami kadrowymi. To z kolei spowoduje, że nie będą zbyt chętnie rezerwować wyjazdów na okres jesiennej przerwy szkolnej.

Czytaj więcej

Ograniczenie liczby lotów na Heathrow. Emirates się buntują

Z listu, do którego dotarł „The Telegraph”, wynika, że od 11 lipca do 31 sierpnia dziennie obsługiwanych będzie 1100 operacji lotniczych, we wrześniu liczba ta wzrośnie do 1150, a od 1 do 29 października realizowanych będzie 1200 lotów i przylotów. Przed pandemią wskaźnik ten wynosił 1350 na dzień. W piśmie zaznaczono, że lotnisko podjęło już działania, by ograniczyć tłumy, które mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa podróżnych. Obecnie na lotnisku pracuje tylko 70 procent obsługi naziemnej w porównaniu do czasu przed pandemią.

Dodatkowym problemem będzie kolejny strajk. Od przyszłego czwartku do soboty od stanowisk pracy odejść mają pracownicy firmy zaopatrującej samoloty w paliwo. Chodzi o obsługę takich linii jak Emirates, Virgin Atlantic, Delta i KLM. Unite, związki zawodowe reprezentujące tę grupę zawodową, odrzuciły propozycję podniesienia płac o 10 procent, twierdząc, że to przełożyłoby się na obniżenie realnego wynagrodzenia.

Szef EasyJet Johan Lundgren stwierdził, że nie może zagwarantować, że tego lata nie będzie dochodzić do dalszych zakłóceń lotów. Przewoźnik wdrożył szereg rozwiązań, by zapobiec chaosowi, jaki pojawił się na początku sezonu w okresie obchodów jubileuszu królowej Elżbiety II i Wielkanocy, kiedy odwołanych zostało tysiące lotów. Redukcje w siatce połączeń mogą pomóc, ale istnieją czynniki zewnętrzne, na które przewoźnicy nie mają wpływu, a które mogą negatywnie odbić się na bieżącej sytuacji.