Według analizy rynku touroperatorów prowadzonej co roku przez magazyn branżowy „FVW” DER Touristik od trzech lat systematycznie traci udziały w rynku. Skumulowane przychody touroperatorów należących do Grupy DER Touristik, które w 2015 roku wyniosły 2,91 miliarda euro, w 2018 roku spadły do 2,652 miliarda euro. TUI twierdzi, że wyprzedził Dertoura specjalizującego się w wyjazdach do dalekich krajów, a FTI przegonił go w tak ważnych kierunkach jak Turcja i Egipt.

Sytuacja ma się zmienić wraz z objęciem stanowiska prezesa segmentu touroperatorskiego w grupie na Europę środkową (Niemcy, Austria, Szwajcaria) przez nowego szefa – został nim Ingo Burmester, doświadczony menedżer, który wcześniej związany był z TUI i Thomasem Cookiem. Jego pomysł na odzyskanie straconej pozycji to rozbudowa kanału dystrybucji łączącego sprzedaż w biurach stacjonarnych i internetowych, powrót do wyższych przychodów i wykreowanie marek wakacyjnych.

Prezes Grupy DER Touristik Sören Hartmann mówił w grudniu w rozmowie z „FVW”, że firma musi osiągnąć wyższe zyski w Niemczech. W zeszłym roku pracę straciło tam 240 osób, a zadania menedżerów produktu i sprzedaży zostały połączone.

Zobacz także: „DER Touristik zwalnia ludzi. Bo sezon był słaby”.

Burmester chce między innymi poprawić synergię działań między poszczególnymi działami. Z powodów historycznych ich siedziby nadal znajdują się w dwóch miastach – w Kolonii i we Frankfurcie. – Chcę mocniej połączyć różne części łańcucha dostaw, czyli touroperatorów, sieć sprzedaży, nasze agencje incomingowe i hotele. TUI i Thomas Cook mają to już za sobą – wyjaśnia.

Czasem chodzi o pozornie niewielkie zmiany – na przykład sieci hotelowe Calimera, LTI, Primasol i Cooee nie wykorzystują logo DER Touristik – czerwonej walizki. Co więcej, często są dostępne także u innych touroperatorów. Z kolei touroperatorzy Dertour, ITS, Jahn Reisen, Meier’s Weltreisen, ADAC Reisen i Travelix są bardzo odmienni i w niektórych obszarach mają słabą pozycję. – Musimy się zastanowić, czy nadal potrzebujemy sześciu marek – mówi Burmester.

Czytaj też: „DER Touristik stawia na dalekie kraje”.

Jednym z priorytetów jest też połączenie sprzedaży stacjonarnej z internetową. DER Touristik ma w Niemczech największą własną sieć agencyjną, która przynosi rocznie zyski w milionach euro liczone dwucyfrowo. W sumie składa się na nią 500 salonów, punktów franczyzowych i partnerskich. Obecnie komunikacja z klientem nie jest prowadzona wspólnie – w przyszłości, z wykorzystaniem popularność sieci, wiedzy i doświadczenia doradców, ma się to zmienić.