Utworzony ustawą zwaną tarczą dla turystyki Turystyczny Fundusz Zwrotów wspomaga touroperatorów w zaspokajaniu roszczeń ich klientów, których wycieczki nie odbyły się w ostatnich miesiącach z powodu pandemii.

CZYTAJ TEŻ: Za kilka dni ruszy Turystyczny Fundusz Zwrotów. Na pieniądze czekać może nawet 100 tysięcy klientów

Do tej pory z Turystycznego Funduszu Zwrotów (TFZ) skorzystało 80 tysięcy klientów biur podróży, przy czym mowa tutaj tylko o liczbie osób, które podpisały umowy z touroperatorami. Zwykle za każdą z tych umów kryje się bowiem dwóch lub więcej turystów, którzy mieli razem jechać na wakacje.

TFZ wypłacił im dotąd 146 milionów złotych. To dopiero nieco ponad połowa sumy, na jaką opiewają wnioski (270 mln złotych), które składają zainteresowani. Przypomnijmy, że żeby TFZ przelał pieniądze, potrzebne są deklaracje dwóch stron – organizatora wyjazdu i niedoszłego uczestnika. Dopiero kiedy te dwa podmioty złożą jednobrzmiące wnioski (muszą się zgadzać w każdym szczególe i nie chodzi tu tylko o nazwiska i adresy, ale także o sumy i daty przelewów), działający przy Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym Turystyczny Fundusz Zwrotów może wysłać pieniądze.

Jak mówi członek zarządu UFG Marek Niechciał, codziennie TFZ przelewa klientom biur podróży średnio kilka milionów złotych.

Mimo że 31 grudnia zakończy się termin zbierania nowych wniosków, nadal będą rozpatrywane te złożone do końca roku, nawet jeśli będą wymagały poprawienia. Jest ich jeszcze dużo, niektóre zawierają błędy, ale UFG ma czas do końca kwietnia na wyjaśnianie trudniejszych przypadków.

Niemniej istnieje groźba, że touroperatorzy nie wykorzystają części pieniędzy, jakie skarb państwa przeznaczył na TFZ. Jak wyjaśnia Niechciał, jest pewna pula wniosków, których nie można zrealizować z powodu niezgodności danych dotyczących przelewów. Touroperatorzy powinni zweryfikować i skorygować podane informacje, inaczej system nie dopuści do przelania pieniędzy ich klientom. UFG powiadomił ich o tym już dwa tygodnie temu, ale nie wszyscy odpowiedzieli na ten sygnał i rozwiązali problem.

– Szkoda, bo zależy nam, żeby jak największa liczba touroperatorów skorzystała z pomocy, jaką oferuje Turystyczny Fundusz Zwrotów. Wprawdzie TFZ to forma pożyczki, ale pożyczki na bardzo dobrych warunkach – nisko oprocentowanej i rozłożonej na sześć lat. Szkoda byłoby, gdyby biura podróży tych pieniędzy nie wykorzystały. Przecież w ich trudnej sytuacji liczy się każda złotówka – wskazuje Niechciał.

Jak szacuje UFG, w ten sposób może nie trafić do klientów biur podróży nawet 40 milionów złotych z puli 300 milionów złotych zarezerwowanych przez skarb państwa na TFZ. Te pieniądze touroperatorzy będą i tak musieli wypłacić klientom, ale już wtedy z własnych środków, mimo że wcześniej planowali zrobić to z pomocą Funduszu.