Nie mamy drobnych - nowe sztuczki Ryanaira

„Udawajcie, że nie macie reszty do wydania” - taką instrukcję dostali w okólniku pracownicy pokładowi linii Ryanair

Publikacja: 11.08.2013 13:57

Nie mamy drobnych - nowe sztuczki Ryanaira

Foto: Bloomberg

To kolejne posunięcie niskokosztowej irlandzkiej linii lotniczej w celu zwiększenia wpływów. Stewardesy i stewardzi mają udawać, że wydali wszystkie drobne i namawiać pasażerów do dokupienia czegokolwiek za pozostałe euro - na przykład kuponu loterii zdrapki. Resztę mają wydawać tylko najbardziej opornym i upartym.

Największe zyski linia notuje wcale nie na sprzedaży biletów, ale z opłat za usługi dodatkowe: możliwość wybrania przez pasażera miejsca w samolocie, nadanie bagażu, wydrukowanie kart pokładowych, czy też skorzystania z możliwości pierwszeństwa wejścia na pokład, bo wtedy można wybrać sobie miejsce w którym się usiądzie.

Kup pan zdrapkę

Ogółem wpływy z tego tytułu w II kwartale wzrosły o 25 procent w porównaniu z tym samym okresem 2012 r. Ostatnio linia podniosła opłatę za nadawany bagaż. Prezes Michael O'Leary zapowiedział, że będzie ją podnosił dopóty, dopóki wszyscy pasażerowie nie ograniczą się wyłącznie do bagażu podręcznego.

Nowe wskazówki dla personelu pokładowego dotyczące wydawania reszty zawarte są w okólniku zatytułowanym „Ryanair Sales Tips" i przygotowane zostały na zlecenie przewoźnika przez firmę Retail in Motion, która reklamuje się jako ekspert sprzedaży pokładowej. Z jej usług korzysta wiele linii lotniczych, także w zakresie układania menu.

W podręczniku przygotowanym dla Ryanaira pod tytułem: "Czy próbowałeś już tego?" czytamy: „Jeśli masz komuś wydać 2 euro powiedz, że nie masz akurat drobnych i możesz przynieść pieniądze dopiero pod koniec rejsu. Bądź też zapytaj, czy nie chcieliby zamiast tych pieniędzy, kupić zdrapki, albo cokolwiek innego, co kosztuje 2 euro". Warto dodać, że w cenniku Ryanaira produktów za 2 euro prawie nie ma. Najmniejsza, półlitrowa butelka wody mineralnej kosztuje 3 euro. Na koniec tej porady zdanie dla uspkojenia w razie ewentualnego niepowodzenia: „Jeśli ci się nie udało, nie ma problemu. Przecież próbowałeś".

Przewoźnik: to nie my

Ryanair wyjaśnia, że jest to instrukcja sprzedaży przygotowana przez stronę trzecią. Zapewnia, że wskazówki zostały już poprawione, a rzecznik linii informuje, że załogi otrzymały polecenie, aby wydawały natychmiast resztę z zakupów. „Jeśli rzeczywiście sprzedający nie ma drobnych, to stewardesy notują numer fotela i wartość reszty, która zawsze jest oddawana przed lądowaniem samolotu" - odpowiedział Ryanair.

Odezwał się również przedstawiciel Retail in Motion, który przeprosił za dobór słów użytych w instrukcji i poinformował, że dokument został wycofany.

Nie zmienia to faktu, że Ryanar postanowił jeszcze bardziej oszczędzać. Piloci otrzymali nakaz latania z szybokością maksymalną 600 mil na godzinę (965 kilometrów). To posunięcie ma ograniczyć zużycie paliwa nawet o 15 procent. Ale piloci Ryanaira zaczynają  się buntować i twierdzą, że niektóre przepisy linii, w tym te ograniczające ilość paliwa rezerwowego, stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Ryanair miał już przypadki w 2010 roku w Hiszpanii, kiedy pilot odmawiał dalszego krążenia nad lotniskiem i wymuszał zgodę na lądowanie, bo w zbiornikach miał zbyt mało paliwa.

Związek Pilotów Ryanaira (RPG) protestował na portalach społecznościowych. Ryanair określił te protesty jako prowokacje, kłamstwa i wprowadzanie w błąd opinii publicznej, a na Facebooku zamknął stronę RPG. Rzecznik Ryanaira Robin Kiely tłumaczył, że  niekorzystne dla przewoźnika opinie były rozpowszechniane przez konkurencję. RPG natychmiast odpowiedział otwarciem nowej strony na Facebooku www.facebookcom/ryanairpilotgroup.

Paliwo kosztuje

Nie zmienia to faktu, że  Ryanair chce i będzie oszczędzał. Wyniki przewoźnika za II kwartał nie zachwyciły. Wprawdzie odnotował on wzrost przychodów o 5 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2012 r., ale zysk netto spadł  mniejszy o 21 proc. i wyniósł 78 mln euro. Głównym powodem gorszych wyników był wzrost kosztów paliwa, które w tej chwili mają już 47 procentowy udział w  wydatkach linii, najwyższy z notowanych w liniach lotniczych.

Prezes linii Michael O'Leary tłumaczy gorsze wyniki także strajkami we Francji i wczesną Wielkanocą, która wypadła w I kwartale. Jego zdaniem zawiniła również pogoda, bo  czerwiec był w Irlandii i Wlk. Brytanii słoneczny i gorący.

Nie zmienia to jednak tegorocznych prognoz wyników zakładających zysk na poziomie 500 - 600 mln euro, czyli mają być porównywalne, bądź nieco lepsze od zeszłorocznych.

O'Leary uważa, że gorsze wyniki finansowe wynikają również z recesji w niektórych krajach UE, cięć w wydatkach oraz z powodu wysokich kosztów paliwa i podatków od podróży lotniczych (ostatnio wprowadziła je Belgia).

Przy tym strategia linii na sezon zimowy nie jest szczególnie ekspansywna. Irlandczycy zamierzają uziemić 60 z 302 boeingów 737-800. Wiadomo na przykład, że tylko w Danii linia zamierza zamknąć 17 z 27 połączeń. I, jak jest to w zwyczaju, wysłać załogi tych samolotów na trzymiesięczny bezpłatny urlop.

To kolejne posunięcie niskokosztowej irlandzkiej linii lotniczej w celu zwiększenia wpływów. Stewardesy i stewardzi mają udawać, że wydali wszystkie drobne i namawiać pasażerów do dokupienia czegokolwiek za pozostałe euro - na przykład kuponu loterii zdrapki. Resztę mają wydawać tylko najbardziej opornym i upartym.

Największe zyski linia notuje wcale nie na sprzedaży biletów, ale z opłat za usługi dodatkowe: możliwość wybrania przez pasażera miejsca w samolocie, nadanie bagażu, wydrukowanie kart pokładowych, czy też skorzystania z możliwości pierwszeństwa wejścia na pokład, bo wtedy można wybrać sobie miejsce w którym się usiądzie.

Pozostało 86% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek