Mandat - pamiątka z dalekiej podróży

Co zrobić, jeśli za wykroczenie na drodze w kraju Unii Europejskiej policja wlepi nam mandat? Lepiej go zapłacić na miejscu gotówką. Inaczej za drugim razem będzie gorzej

Publikacja: 08.07.2012 15:08

Mandat - pamiątka z dalekiej podróży

Foto: archiwum prywatne, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz

Jeśli komukolwiek się wydaje, że mandaty w Polsce są wysokie, to jest w błędzie. U nas za przekroczenie prędkości można zapłacić maksimum 500 zł (ok. 120 euro). W Niemczech za to samo wykroczenie na terenie niezabudowanym trzeba się liczyć z karą od 10 do 375 euro. Warto o tym pamiętać, wybierając się na wakacyjne wojaże.

Kara, jaka spotka niezdyscyplinowanego kierowcę, zależy od tego, jak namierzy go policja. Inaczej będzie wyglądała procedura ukarania za wykroczenie, gdy ujawni je stacjonarny fotoradar, a inaczej, gdy przyłapie go drogówka. W pierwszym wypadku kierowca ma szansę, że mandatu nie zapłaci, w drugim  już nie może na to liczyć.

Gdy namierzy fotoradar

W Niemczech, we Francji, na Słowacji czy we Włoszech odpowiedzialność za przekroczenie prędkości ponosi kierujący. Namierzenie sprawcy jednak jest bardzo trudne. Na przykład w Austrii policja występuje do polskiej Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, z zapytaniem o właściciela samochodu o danych numerach rejestracyjnych. Pod otrzymany adres wysyła zaoczny mandat.

Dalej procedura jest mało skomplikowana – właściciel albo płaci sam, albo wskazuje kierowcę, który auto prowadził. Jeśli nie wskaże i sam nie zapłaci, dużo zależy od policji. Najczęściej, ze względu na spore koszty poszukiwań w stosunku do wysokości mandatu, rezygnuje ona z postępowania.

Również w takich krajach jak Węgry czy Belgia karany za wykroczenie jest właściciel pojazdu. Ustalenie jego danych nie jest większym problemem. Właściciel otrzymuje zaoczny mandat, który może opłacić lub wskazać kierowcę, który prowadził auto w momencie zarejestrowania przez fotoradar.

Jeżeli właściciel samochodu nie uiści mandatu ani nie wskaże sprawcy, musi się liczyć z tym, że podczas kolejnej podróży, jeśli zostanie zatrzymany przez drogówkę, będzie musiał zapłacić zaległy mandat z odsetkami. Większość unijnych służb przyjmuje bowiem zasadę: nie wypuścić z kraju bez wyegzekwowania mandatu.

Dużo gorzej jest, gdy policja przyłapie na złamaniu przepisów. Przez lata niewielu kierowców przejmowało się unijnymi fotoradarami. Teraz coraz częściej po powrocie z zagranicznych wojaży czeka ich niemiła niespodzianka.

Nie zawsze chcą szukać

Liczba ściganych piratów drogowych z Polski z roku na rok rośnie. Potwierdzają to dane MSW, za pośrednictwem którego policje innych państw mogą się zwracać o ustalenie danych właściciela auta złapanego np. przez fotoradar.

Polskie służby są zobowiązane do udostępniania danych swoich obywateli. Najwięcej zapytań przychodzi z Austrii. W 2011 r. było ich 2,5 tys. (w 2010 r. – 2,2 tys.). Sporo zapytań przychodzi również z Niemiec, Holandii i Włoch. Łącznie w ubiegłym roku było ich aż 14 tysięcy.

To, czy będziemy płacić, zależy od zachowania zagranicznej policji. – Część europejskich policji stosuje zasadę oportunizmu i zanim zacznie szukać kierowcy, zastanawia się, czy poszukiwanie jej się opłaci – mówi policjant Andrzej Niemczycki. Niekiedy bowiem ustalenie kierowcy jest na tyle czasochłonne, że poszukiwań się nie rozpoczyna.

– Nawet jeśli uda się ustalić dane właściciela, to dopiero połowa sukcesu. W wielu krajach, aby ukarać, trzeba znaleźć winnego, czyli kierowcę, którym wcale nie musi być właściciel auta – mówi Adam Jasiński z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.

Pieniądze albo depozyt

Wkrótce uniknięcie mandatu może być trudne. Parlament Europejski zakończył prace nad dyrektywą, która ma ułatwić ściganie takich przestępstw – zasady w całej UE będą jednakowe. Państwa muszą ją przyjąć do końca przyszłego roku.

Czasem policjanci pobierają od pirata depozyt (np. aparat fotograficzny, kamerę), czasem kaucję, która ma być gwarancją uregulowania mandatowego długu. Na Słowacji np. zasadą jest mandat kredytowy z dwutygodniowym terminem uiszczenia. Niemcy zaś najczęściej stosują depozyty. W wielu państwach mandat można zapłacić za pośrednictwem terminalu w radiowozie kartą płatniczą.

Nie zawsze przyjęcie mandatu na drodze jest proste. Trudności sprawiać może sama rozmowa i porozumienie się z funkcjonariuszem. Policjant proponuje mandat, my nie rozumiemy, co mówi.

Jeśli jesteśmy przekonani o swojej niewinności, możemy odmówić przyjęcia mandatu. Taka decyzja oznacza obowiązkowe postępowanie przed sądem. Dlatego zastanówmy się dobrze, zanim coś postanowimy, i rozważmy wszystkie za i przeciw. Jeśli nie przyjmiemy mandatu, na końcu możemy zapłacić więcej. Po pierwsze, samochód może zostać zabezpieczony na poczet kary. Po drugie, będziemy musieli wynająć prawnika do prowadzenia sprawy. Po trzecie, sąd może wymierzyć wyższą karę niż pierwotnie wystawiony mandat.

Jeśli komukolwiek się wydaje, że mandaty w Polsce są wysokie, to jest w błędzie. U nas za przekroczenie prędkości można zapłacić maksimum 500 zł (ok. 120 euro). W Niemczech za to samo wykroczenie na terenie niezabudowanym trzeba się liczyć z karą od 10 do 375 euro. Warto o tym pamiętać, wybierając się na wakacyjne wojaże.

Kara, jaka spotka niezdyscyplinowanego kierowcę, zależy od tego, jak namierzy go policja. Inaczej będzie wyglądała procedura ukarania za wykroczenie, gdy ujawni je stacjonarny fotoradar, a inaczej, gdy przyłapie go drogówka. W pierwszym wypadku kierowca ma szansę, że mandatu nie zapłaci, w drugim  już nie może na to liczyć.

Pozostało 85% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Lotniska
Tadeusz Syryjczyk: Rozbudowa lotniska w Radomiu to wyrzucanie pieniędzy