Szukamy bogatego inwestora

Między Warszawą a Lizboną mamy pełne samoloty – mówi szef portugalskich linii TAP Fernando Pinto

Publikacja: 03.07.2012 10:16

Fernando Pinto, prezes TAP

Fernando Pinto, prezes TAP

Foto: IATA

Danuta Walewska: Jest pan w TAP od 11 lat. To długo jak na tę branżę w Europie. Co zmienił pan w tej linii, że z tracącej pieniądze zaczęła je zarabiać?

Fernando Pinto, prezes TAP

: Żaden z moich poprzedników nie przepracował w TAP  roku. Linia traciła rynek i pieniądze. Proces prywatyzacyjny niby się zaczynał, ale rząd ani linia nie miały pieniędzy, aby doprowadzić go do końca. Na rynku mówiło się nawet, że nasza linia będzie uziemiona na dobre.

Zaczęliśmy od przywrócenia rentowności TAP i skoncentrowaliśmy się na przetrwaniu, a nie prywatyzacji. I mimo kłopotów branży wywołanych zamachami na WTC w Nowym Jorku oraz kryzysem finansowym w roku 2008 udało nam się osiągnąć cele, które sobie wyznaczyliśmy. Rozwinęliśmy połączenia na nasze tradycyjne rynki – do Afryki i Brazylii, i to był strzał w dziesiątkę.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat nasza linia pod względem tak liczby przewiezionych pasażerów, jak i liczby samolotów zwiększyła się dwukrotnie. W takim samym stopniu wzrosła nasza efektywność. Udało nam się również zdecydowanie zmniejszyć koszty. I w każdym roku poza najtrudniejszym 2008 wypracowywaliśmy zyski. Od kilku lat nasze zyski rosną o około 7 procent rocznie.

Czy kryzys finansowy w Portugalii zaszkodził TAP?

Niespecjalnie. Wiadomo, że w czasie trudności gospodarczych liczba podróży lotniczych maleje. Ale kiedy w Europie, a zwłaszcza w Portugalii, kryzys zaczął być odczuwalny, my zintensyfikowaliśmy ofertę poza Europą. Nie ucierpiały również inwestycje na lizbońskim lotnisku, mimo że był to dla państwa ogromny wysiłek. Zbudowano nowe rękawy prowadzące do samolotów, a to ułatwiło nam poprawienie komfortu podróży interkontynentalnych. Zmniejszyły się opóźnienia, w efekcie także i koszty. Udało nam się ułożyć współpracę z lotniskiem, dla którego jesteśmy największym klientem – 65 proc. operacji lotniczych z Lizbony to loty TAP. Dlatego pracujemy z zarządem lotniska jak jeden zespół, a nie usługodawca i klient.

Moglibyśmy rozwijać się jeszcze szybciej, gdyby nie zbyt mała liczba tzw. slotów (okienek czasowych na starty i lądowania samolotów). Bo musimy więcej latać. Mam nadzieję, że uda się ten problem rozwiązać.

Nasza siatka w Ameryce Łacińskiej, która okazała się superniszą rynkową, może jeszcze zdecydowanie się zwiększyć. Strzałem w dziesiątkę było otwarcie połączeń do Warszawy i Wiednia. Samoloty na tych trasach mamy pełne. A koszty otwarcia Warszawy zwróciły się w ciągu trzech miesięcy. To niespotykane, bo zazwyczaj na taki wynik trzeba czekać około roku. Polacy wyraźnie polubili Portugalię, ale ruch jest w obydwie strony.

Jaki inwestor byłby dla TAP najbardziej odpowiedni?

Bogaty. Niekoniecznie musi być to linia lotnicza. I musi rozumieć nasz model biznesowy.

TAP-em zainteresowana jest Lufthansa – prezes Christopher Franz mówił o tym otwarcie. Oprócz tego British Airways i Air France. Czy ma pan wśród tych potencjalnych przyszłych właścicieli swojego faworyta?

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Jestem w grupie negocjującej i przygotowującej TAP do prywatyzacji, jestem więc zobowiązany do zachowania tajemnicy. Nad prywatyzacją pracuję wspólnie z przedstawicielami rządu. W najbliższym czasie wybierzemy banki inwestycyjne, potem przeanalizujemy oferty.

Wiadomo tylko tyle, że istotnie jest na rynku zainteresowanie przejęciem TAP, a cała prywatyzacja zakończy się do grudnia, bo tak zostało uzgodnione z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. I nie widzę przeszkód, aby rzeczywiście tak się stało.

Nie obawia się pan utraty posady po prywatyzacji?

Nie, bo dawno nie byłem na urlopie. Praktycznie od dziesięciu lat. Bo zawsze było coś ważniejszego.

Nie sądzi pan, że w samej Portugalii, gdzie TAP jest narodowym przewoźnikiem, mogą się pojawić protesty, że zostanie on sprzedany obcemu inwestorowi?

TAP jako marka zawsze będzie należał do Portugalii, tak jak zapewne Polskie Linie Lotnicze do Polski czy szwajcarski Swiss do Szwajcarii, mimo że jego właścicielem jest linia niemiecka, Lufthansa. KLM też po połączeniu z Air France nie stał się francuski. Nic takiego nam nie grozi. Prywatyzacja to tylko zmiana właściciela. To wszystko.

Fernando Pinto

jest Brazylijczykiem, ma 62 lata. Zanim został szefem TAP, był prezesem brazylijskich linii Varig (1996 – 2000). Jest inżynierem mechanikiem, skończył Uniwersytet w Rio de Janeiro. Tam też zrobił MBA. Sam pilotuje samoloty i ma w Brazylii fabrykę lekkich maszyn. Prezes Europejskiego Stowarzyszenia Linii Lotniczych.

Danuta Walewska: Jest pan w TAP od 11 lat. To długo jak na tę branżę w Europie. Co zmienił pan w tej linii, że z tracącej pieniądze zaczęła je zarabiać?

Fernando Pinto, prezes TAP

Pozostało 95% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek