Jej zdaniem "nie ma nic niepokojącego" w sytuacji na Korfu. - Mieliśmy tam ewakuację kilku domów, ale to nie przypominało tego, co wydarzyło się na Rodos – mówiła Kefalogianni.
Jak podkreśliła, sama Rodos jest cały czas dostępna, bo działa tam bez problemu lotnisko. Prostowała też informacje, jakoby pożar trawił połowę Rodos, w rzeczywistości żywioł dotknął nie więcej niż 10 - 20 procent jej powierzchni.
Czytaj więcej
Na Rodos, gdzie szalejące od kilkunastu dni pożary zagroziły strefie turystycznej na południowo-wschodnim skraju wyspy, swoich klientów ewakuowało...
- Rozumiem dyskomfort turystów związany z ewakuacją, ale bezpieczeństwo jest priorytetem - dodała.
To była największa ewakuacja, jaka kiedykolwiek miała miejsce w Grecji przeprowadzona w ciągu zaledwie kilku godzin. Najważniejsze, że wszyscy są bezpieczni – podsumowała.
Minister podkreśliła, że Grecja przechodziła w ostatnich latach wiele kryzysowych sytuacji i umie sobie z nimi radzić. Głównym celem rządu podczas pożaru było podjęcie skoordynowanych działań i środków ochronnych, aby ani jedno ludzkie życie nie było zagrożone. Zwróciła uwagę na "wzruszającą" solidarność zarówno mieszkańców Rodos, jak i wolontariuszy, co znalazło odzwierciedlenie w tym, że ewakuowani turyści od pierwszej chwili mieli niezbędne udogodnienia i zaznali gościnności w miejscach publicznych, dzięki czemu czuli się bezpiecznie, mimo niespodziewanego kryzysu.
W Grecji od kilku dni wybuchają pożary wywołane wysoką temperaturą, ponad 40 stopni Celsjusza. Największy i najgroźniejszy zagroził w sobotę i niedzielę południowo-wschodniej części, Rodos. Stoją tam domy mieszkalne i hotele. Trzeba było lądem i morzem ewakuować kilkanaście tysięcy (a według niektórych źródeł nawet 30 tysięcy) mieszkańców i turystów.
Chwilowo zakwaterowano ich w szkołach, obiektach sportowych i konferencyjnych, a także w hotelach, w których znalazły się jeszcze miejsca. Częśc już wróciła do domów, a część kontynuuje wypoczynek w hotelach w północnej części wyspy, niezagrożonej pożarami.
W poniedziałek strażacy zostali wezwani do kolejnych ognisk żywiołu - na Korfu, Eubei, Peloponezie i pod Atenami. Tam jednak jego rozmiary są o wiele mniejsze.