Niemiecki sąd wydał wyrok na korzyść Airbnb w sporze z miastem Monachium, które żądało od firmy danych osób wynajmujących za jej pośrednictwem swoje mieszkania – pisze dziennik „Süddeutsche Zeitung” w swoim elektronicznym wydaniu. Departament ds. socjalnych urzędu miasta chciał w ten sposób ustalić, kto oferuje lokale przez okres dłuższy niż przepisowe osiem tygodni w roku. Domagał się pełnych nazwisk i adresów wynajmujących.

CZYTAJ TEŻ: Airbnb pożera Londyn. Hotele i mieszkańcy mają dość

W 2018 roku sąd pierwszej instancji wydał decyzję na korzyść Monachium, ale sąd administracyjny dla Bawarii skasował ten wyrok. W uzasadnieniu podał, że ratusz żąda dostępu do danych tylko dlatego, że przypuszcza, że mogło dojść do wykroczenia. To, jego zdaniem, nie daje jednak podstaw do wydania generalnego zezwolenia na przekazywanie danych – jest to jednak możliwe w pojedynczych przypadkach.

Ratusz jest rozczarowany decyzją sądu, a cytowana przez dziennik Dorothee Schiwy z departamentu ds. społecznych mówi, że trzeba będzie się przyjrzeć uzasadnieniu i sprawdzić, czy można zastosować tu inne środki prawne, natomiast władze landu muszą wydać jednoznaczne rekomendacje.

Europejska siedziba Airbnb znajduje się w Dublinie, a to oznacza, że firma musi działać według przepisów irlandzkich, a nie bawarskich. Również to krytykuje Monachium. Departament ds. społecznych żąda też wprowadzenia obowiązku rejestrowania mieszkań i wydawania licencji na wynajem bez względu na to, czy są udostępniane w całości, czy tylko w części. Lokale powinny być wystawiane na wynajem pod pełnym i prawdziwym nazwiskiem, musi istnieć też możliwość przeprowadzenia eksmisji. Za te przepisy odpowiada jednak nie miasto, ale land Bawaria.

ZOBACZ TAKŻE: W Berlinie posypały się kary za nielegalny wynajem mieszkań

Nie tylko Monachium walczy z problemem najmu krótkoterminowego. Pół roku temu włodarze tak zwanych miast anty-Airbnb z całej Europy spotkali się, by porozmawiać o problemie. Na razie nie udało się osiągnąć żadnych wspólnych celów.