Choć brzmi to rewolucyjnie, nie jest efektem nagłej decyzji. Już w 2024 roku mieszkańców zapytano w referendum, czy chcą pozbycia się mieszkań z turystami. Frekwencja w głosowaniu była wprawdzie umiarkowana, ale większość opowiedziała się za zakazaniem najmu krótkoterminowego. Pod koniec 2025 roku Sąd Najwyższy potwierdził, że wynik jest prawnie wiążący, co otworzyło drogę do formalnego wprowadzenia ograniczenia – pisze portal Tourism Review.

Czytaj więcej

Mieszkańcy Amsterdamu rozżaleni. Odstraszanie turystów nic nie dało

Dzielnica na skraju wytrzymałości

Trudno dziwić się narastającej frustracji mieszkańców. W samym centrum około 8 procent wszystkich mieszkań przeznaczonych jest na krótkoterminowy najem – to odsetek wyjątkowo wysoki na tle innych europejskich miast. Czynsze wzrosły tam w ciągu jednego roku o ponad 10 procent, wypierając z rynku nauczycieli, pielęgniarki czy młodych pracowników biurowych.

Mieszkańcy mają dość nieustannego stukotu walizek na kółkach toczonych chodnikami o każdej porze dnia i nocy, hucznie obchodzonych przez obcokrajowców wieczorów kawalerskich i poczucia, że ich społeczność się rozpada. Jak podkreślił burmistrz dzielnicy, władze wolą stawiać na ludzi, którzy tu naprawdę mieszkają – a nie na tych, którzy śpią tu tylko kilka nocy.

Mniej turystów to mniej pieniędzy, ale spokój jest cenniejszy

Paradoksalnie to właśnie rząd centralny stworzył warunki do wprowadzenia tak surowego rozwiązania. Podniesiono podatki dla najmu krótkoterminowego, a poszczególnym dzielnicom nadano prawo do wprowadzania własnych ograniczeń. Lokalne władze przyznają, że stracą znaczną część wpływów z podatków – szacunkowo około 750 tysięcy euro rocznie – ale postrzegają to jako akceptowalny koszt, jeśli w zamian rodziny znów będą mogły znaleźć mieszkania.

Reakcje na decyzję są wyjątkowo zróżnicowane. Mieszkańcy świętują – lokalne grupy w mediach społecznościowych zamieniły się w festiwal emotikonów z szampanem zamiast dotychczasowych skarg na hałas.

Trudniej mają inni. Emeryci dorabiający wynajmem wolnych pokojów i drobni inwestorzy, którzy kupili mieszkania jako zabezpieczenie emerytalne. Ci znaleźli się w trudnej sytuacji.

Krytycy określają zakaz jako „antyrynkowe szaleństwo” i argumentują, że lepiej sprawdziłyby się ograniczenia, a nie całkowite eliminowanie najmu krótkoterminowego.

Czytaj więcej

Paryż chce mniej turystów. "Tego wymaga interes mieszkańców"

Eksperyment, który obserwuje cała Europa

Budapeszt dołącza w ten sposób do coraz szerszego europejskiego trendu. Barcelona, Ateny czy Amsterdam już wprowadziły surowe ograniczenia, próbując powstrzymać zamienianie historycznych centrów w „parki tematyczne dla turystów”.

Teraz oczy całej branży skierowane są na VI dzielnicę Budapesztu. Czy czynsze spadną, a mieszkańcy odzyskają spokój? A może turyści po prostu przeniosą się kilka ulic dalej? Wkrótce się przekonamy.

Jedno jest pewne – w Nowy Rok tysiące ogłoszeń dotyczących noclegów w VI dzielnicy zniknie niemal natychmiast z popularnych platform pośredniczących w szukaniu i wynajmowaniu apartamentów turystom. Trudno przewidzieć, czy przywróci to spokój i dawną atmosferę jednemu z najpiękniejszych kwartałów europejskich miast, czy tylko przesunie falę walizek na kółkach nieco dalej.