Harry Theoharis odniósł się do wstępnych danych za zeszły rok – przychody z turystyki wzrosły o 12-15 procent wobec 2018 roku, kiedy to wyniosły 16 miliardów euro. Przyjezdnych było o 4-5 procent więcej (w 2018 roku do Grecji przyjechało około 33 milionów gości). Dzięki turystyce pracę miało 20 procent zatrudnionych.

CZYTAJ TEŻ: Grecja: setki milionów euro na projekty turystyczne

Dla wyników branży nie bez znaczenia był upadek Thomasa Cooka, który zbankrutował we wrześniu zeszłego roku. Ponieważ touroperator zgodnie z umowami z hotelarzami płacił za pobyt swoich klientów dopiero kilka tygodni po ich powrocie z wakacji, wielu przedsiębiorców nie dostało zapłaty. Szacunki mówią, że straty z tym związane wyniosą około 500 milionów euro. Na szczęście udało się sprzedać miejsca w hotelach innym organizatorom, a sloty na lotniskach – przewoźnikom.

– Mimo wzlotów i upadków 2019 roku przyniósł nam pozytywne wyniki – mówi minister. – Szacujemy, że 2020 rok będzie lepszy niż 2019 rok. W tym roku do Grecji przyjedzie więcej klientów, którzy zostawią tam jeszcze więcej pieniędzy. Co prawda polityk nie podaje konkretnych liczb, zapewnia jednak, że ten pierwszy wskaźnik wzrośnie jedno-, a ten drugi dwucyfrowo.

ZOBACZ TEŻ: Greckie hotele docenione za jakość

Zapewnia, że ministerstwo stale pracuje nad zwiększeniem atrakcyjności Grecji jako kierunku turystycznego i podejmuje szereg inicjatyw, jak uregulowanie wynajmu krótkoterminowego, czy otwarcie branży na turystykę morską – chodzi o uruchomienie miejsc do nurkowania, które dziś są zamknięte, ponieważ pod wodą znajduje się wiele stacji archeologicznych.

Theoharis przyznaje, że turystyka jest narażona na skutki wydarzeń niezależnych od rządu, jak recesja w Europie, czy zawirowania na Bliskim Wschodzie, a w perspektywie długoterminowej pracuje nad uchronieniem się przed skutkami zmian klimatycznych.