Najnowszy, cotygodniowy raport opisujący sytuację pandemiczną w Europie i na świecie prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata Andrzej Betlej zaczyna, jak często w ostatnich tygodniach, od skrytykowania rządu. Jak pisze, korzysta on z ekspertów, którzy „skłaniają się do rozumowania analogowego, zamiast korzystać z zaawansowanych modeli cyfrowych, doskonalonych przez sztuczną inteligencję”. W efekcie mamy w Polsce bardzo dynamiczna trzecią falę zakażeń.

Betlej wylicza trzy błędy, które zdecydowały, że „jesteśmy tu gdzie jesteśmy”.

Pierwszy to przyjęcie przez rząd „najprawdopodobniej złych modeli rozwoju sytuacji epidemicznej”. Przez to między innymi nie doceniono siły trzeciej fali zakażeń, mierzonej np. dzienną liczbą nowych zakażeń. „Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska jeszcze niedawno określał jej szczyt na 18000 przypadków dziennie, później mówiono o ponad 20 tysiącach, później o 25 tysiącach, a obecnie nawet o ponad 30 tysiącach. Jest to bardzo ważne, gdyż przy tych wielkościach każdy dodatkowy tysiąc bardzo przybliża nas do granic wydolności polskiego systemu ochrony zdrowia”.

CZYTAJ TEŻ: Betlej: Wraz z cofaniem się wirusa, zacznie się walka o turystów

Drugi błąd to niewłaściwie dobrani doradcy – wywodzący się jedynie ze środowiska „medycyny, a przede wszystkim z dziedziny wirusologii i epidemiologii”. Siłą rzeczy nie mogą oni widzieć szeroko wszystkich aspektów sytuacji.

Pokazał to przykład Czech, w których jednym z kluczowych czynników niepozwalających ograniczyć radykalnie zakażeń okazało się „ukrywanie [przez ludzi] choroby z powodów czysto ekonomicznych”. Tam po prostu pracownikowi na chorobowym należy się jedynie 60 procent wynagrodzenia.

„Tak jak wojna jest zbyt poważną sprawą, aby można jej prowadzenie powierzać wyłącznie wojskowym – cytuje premiera Francji z pierwszej wojny światowej, George’a Clemenceau – tak epidemiczne gremia medyczne powinny być bardziej otwarte na obecność specjalistów z innych dziedzin przydatnych w tej kwestii”.

Jako trzeci błąd wymienia on zbyt ostrożne i niekonsekwentne nakładanie ograniczeń i ich egzekwowanie.

„Wydaje się, że lepszy efekt od niektórych denerwujących społeczeństwo decyzji obostrzeniowych, które i tak są w dużej mierze nieprzestrzegane, dałoby rygorystyczne przestrzeganie podstawowych obowiązków, np. powszechne noszenie maseczek”.

Zdaniem prezesa Traveldaty to właśnie leży u podstaw sukcesu Portugalii i Wielkiej Brytanii, które „odniosły ostatnio błyskotliwe sukcesy w radykalnym ograniczeniu zasięgu epidemii”, bo „stopień wystraszenia tamtejszych społeczeństw spowodował bardzo wysoki wzrost społecznej dyscypliny w stosowaniu kluczowych ograniczeń”.

W dodatku rząd poluzował obostrzenia 13 lutego co, „zgodnie z typowymi modelami implikuje szczyt spowodowanej takim luzowaniem fali epidemicznej po 7-9 tygodniach, czyli akurat w Wielkanocne Święta lub bezpośrednio po nich”.

Krótko mówiąc, „władza zafundowała społeczeństwu trzecią falę na Wielkanoc”.

Pozostaje więc – pisze ekspert – żywić nadzieję, że po przykrych doświadczeniach z drugiej i trzeciej fali rząd wyciągnie wnioski. „Bardzo byłyby one przydatne w zarządzaniu epidemią podczas potencjalnej czwartej jesienno-zimowej fali, której prawdopodobieństwo wydaje się niestety większe niż się to dzisiaj zakłada”.

Polska traci na tle sąsiadów

Betlej przechodzi teraz do sytuacji epidemicznej Polski na tel unijnych krajów bezpośrednio lub pośrednio graniczących z Polską. Polska w ostatnich tygodniach traci nad nimi przewagę, niektóre już ją wyprzedziły poprawiając swoje wyniki lub ich nie pogarszając.

""

turystyka.rp.pl

Sąsiedzi trzeci raz z rzędu mają ogółem nieco lepszą sytuację epidemiczną niż Polska.

Mniej korzystna sytuacja pod względem wskaźnika zachorowań występuje obecnie jedynie w Czechach, które są europejskim liderem w tempie rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Jak zwraca uwagę Betlej, teraz, gdy ponownie wskaźniki epidemiczne w Niemczech zaczęły zmieniać się na niekorzystne, termin zakończenia lockdownu w tym kraju prawdopodobnie będzie odroczony. „Ta sytuacja i utrzymanie nieprzerwanych restrykcji w innych otaczających nas krajach (z wyjątkiem Litwy) jeszcze raz pokazują, jak bardzo pospieszył się polski rząd w rozluźnieniem ograniczeń i obostrzeń”.

ZOBACZ TEŻ: Niemcy wpisują Polskę na czarną listę covidową

Z kolei Czechy przeszły na pozycję epidemicznego wicelidera Europy, bo wyprzedziła je Estonia. Autor szczegółowo przypomina historię walki z koronawirusem w tym kraju, aż dochodzi do chwili obecnej.

Od początku marca – pisze – postanowiono w Czechach jeszcze bardziej zaostrzyć i tak restrykcyjny i trwający od trzech miesięcy lockdown. Zaostrzono między innymi zasady poruszania się między powiatami, a nawet częściowo między gminami. Nad przestrzeganiem tych zasad czuwa 30 tysięcy policjantów i żołnierzy rozmieszczonych w stałych 500 punktach kontrolnych, ale prowadzone są również kontrole doraźne. Czeskie władze oświadczyły, że mimo pewnej poprawy sytuacji epidemicznej ograniczenia i restrykcje nie będą na razie rozluźniane.

Bułgaria i Holandia – wybory zaszkodziły

Kontynuując ten przegląd różnych sytuacji w krajach Europy autor opisuje, co się dzieje w Bułgarii i Holandii, w których rozluźniono antyepidemiczne restrykcje w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych. „W obu z nich chodziło zapewne o zaskarbienie sobie przychylności społeczeństwa i uzyskanie tym samym lepszego wyniku w zbliżających się starciu wyborczym (Bułgaria 4 kwietnia, Holandia 17 marca)”.

Ten pierwszy kraj zanotował drastyczny wzrost zakażeń, co spowodowało, że już niecałe trzy tygodnie później, przy tygodniowym wskaźniku nowych zakażeń na poziomie około 3400, bułgarskie władze znowu przywróciły wszystkie wycofane ograniczenia. Niemniej pierwotne poluzowanie będzie kosztowało kraj wiele zgonów.

W Holandii władze postępowały znacznie rozważniej i w rezultacie osiągnęły cel znacznie mniejszym kosztem. Zamiast całkowitego zastosowano tylko częściowe otwarcie szkół i gospodarki usług.

Autor powraca też do przykładu Portugalii, która „(prawie) poradziła sobie z epidemią”, a jej
sukces „świadczy, że twardy i powszechnie przestrzegany przez zdyscyplinowane społeczeństwo lockdown, jest na razie najbardziej efektywną metodą walki z epidemią”.

Jeszcze bardziej godna podkreślenia jest sytuacja, w której portugalski rząd wcale nie upaja się osiągniętymi sukcesami. W zeszły czwartek premier przedstawił ostrożny plan rozluźnienia restrykcji, który m.in. przewiduje otworzenie gimnazjów, małych sklepów, muzeów i galerii dopiero od 5 kwietnia, a liceów, uniwersytetów, kin, restauracji i kawiarni, z zachowaniem ścisłego reżimu sanitarnego z ograniczoną liczbą klientów i godzin otwarcia, dopiero od 19 kwietnia.

Przykład Izraela wcale nie taki krzepiący

Dużo miejsca poświęca prezes Traveldaty historii walki z epidemią w Szwecji i Izraelu. Te kraje zasłynęły bardzo różnym podejściem do zagrożenia. Szwecja postawiła początkowo na naturalne nabycie przez społeczeństwo odporności, co kosztowało życie wielu tysięcy ludzi ponad „pandemiczną” normę. Z kolei Izrael od początku stawił na restrykcyjne ograniczenia. Podczas gdy Szwecja wciąż nie może się wydobyć ze złej sytuacji, Izrael świeci przykładem jako kraj, który poradził sobie z koronawirusem prawie najlepiej na świecie.

„Sytuacja epidemiczna Szwecji jest nadal niekorzystna, gdyż jest ona nadal na siódmym, najbardziej infekującym się krajem Europy, wyprzedzanym jedynie przez Estonię (7388), Czechy (7266), Węgry (5203), Maltę (4360), Polskę (2956) i Cypr (2783)”.

A jeśli przyjrzeć się jej na tle krajów skandynawskich wypada prawie 2,8-krotnie gorzej od Norwegii i 3,1-krotnie gorzej od Finlandii.

W Izraelu z kolei po zaszczepieniu 60 procent społeczeństwa sytuacja epidemiczna „wyszła z fazy stagnacji”.

Wskaźnik nowych zakażeń w ostatnich tygodniach obniżał się do 5003, 4989, 3809, 2789, 2801, ponownie 2801 i do 1845 przypadków na milion mieszkańców.

Mimo to jego poziom pozostaje nadal dość wysoki i przewyższa zarówno średni wskaźnik dla zachodnioeuropejskich krajów źródłowych (1370), jak i dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej (1731). Jest to również poziom, który w Europie dawałby Izraelowi piętnastą pozycję pod względem wskaźnika liczby zakażeń wśród wszystkich monitorowanych europejskich krajów źródłowych i docelowych (ogółem 34 kraje).

Izrael zaszczepił już jedną dawką prawie 65 procent społeczeństwa (prawie 6 mln ludzi), a dwoma około 48 procent, czyli 4,4 mln osób (niektóre źródła podają, że liczba zaszczepionych dwoma dawkami przekroczyła już 50 procent).

Sytuacja epidemiczna w Izraelu nasuwa jednak pesymistyczne wnioski dla Polski i dla jej turystyki wyjazdowej. „Pewien niepokój może wzbudzać, że stosunkowo długo trzeba było czekać na pozytywne przełożenie szeroko zakrojonej akcji szczepienia izraelskiego społeczeństwa na poprawę całościowego stanu epidemicznego kraju”.

Przeliczając bowiem izraelską akcję szczepienną na warunki polskie oznaczałoby to prawie 43 miliony dawek. Zakładając nawet dwukrotnie większą niż obecnie dostępność szczepionek i robienia nawet około 1,25 miliona szczepień tygodniowo, oznaczałoby to, że podobny wskaźnik zaszczepienia naszego społeczeństwa, jaki już osiągnięto w Izraelu, można by uzyskać dopiero w końcu października, czyli już po sezonie letnim i podczas potencjalnej czwartej jesienno–zimowej fali epidemii. Przy założeniu wzrostu liczby szczepionych do około 1,5 mln tygodniowo termin ten uległby przesunięciu do okolic początku września – wylicza Betlej.

Pesymistyczne jest też to, że jak pokazują dane z Izraela, nawet proporcja 40-50 procent zaszczepionej części ludności wcale nie gwarantuje wyraźnej poprawy sytuacji epidemicznej bez równoległego utrzymywania ograniczeń i obostrzeń (tak jak było to w Izraelu), co będzie nadal utrudniało swobodny rozwój ruchu turystycznego – podkreśla autor.

Przegląd sytuacji epidemicznej

Drugą część raportu poświęca prezes Traveldaty odnotowaniu sytuacji „w zakresie rozwoju infekcji koronawirusem w poszczególnych krajach podzielonych na rynki źródłowe i docelowe”.

""

turystyka.rp.pl

„W porównaniu z Polską największą zmianę za korzyść, czyli dalszy zdecydowany spadek wskaźnika odnotowano zwłaszcza w tych krajach, które nie eksperymentują zanadto lub wcale z ustawicznymi modyfikacjami obostrzeń i ograniczeń, ale stabilnie utrzymują wprowadzone lockdowny i odnoszą dodatkowe korzyści ze znacznej dyscypliny społecznej w ich przestrzeganiu. Należą do nich zwłaszcza Wielka Brytania (spadek wskaźnika z 24,3 do14,9) oraz Niemcy (z 22 do 17) i Dania (z 3,1 do 2,07).

Warto zauważyć, że zdecydowanie bardziej korzystne zmiany sytuacji epidemicznej dotyczą krajów zachodniej części kontynentu, gdzie od pewnego czasu władze postanowiły bardziej poważnie traktować utrzymujące się zagrożenie rozprzestrzenianiem koronawirusa”.

""

turystyka.rp.pl

""

turystyka.rp.pl

Na wykresie wyraźnie widać cofanie się wskaźnika nowych zakażeń w zarażanej już w dużym stopniu nową odmianą wirusa Wielkiej Brytanii.

""

turystyka.rp.pl

Od sześciu tygodni – komentuje Betlej dane z mapy – najwyższe współczynniki zakażeń w krajach źródłowych zachodniej Europy nie występują już w tych krajach, do których najwcześniej dotarła nowa i zdecydowanie bardziej zaraźliwa odmiana koronawirusa, czyli w Wielkiej Brytanii (kolejny spadek z 616 do 587) i w Irlandii (spadek z 740 do 718), ale we Francji (wzrost z 2270 do 2565). Sytuacja taka wydaje się rezultatem bezkompromisowych lockdownów wprowadzonych w pierwszych dwóch krajach, a w Wielkiej Brytanii dodatkowo ujawnia się już korzystny wpływ zaszczepienia dużej części tamtejszego społeczeństwa.

Najniższe wskaźniki (obok Wielkiej Brytanii) mają obecnie Szwajcaria (645), Niemcy (837) i Dania (969), a więc w kraje, które dość wcześnie wprowadziły daleko posunięte lockdowny i w których ich przestrzeganie przez społeczeństwo jest znaczne.

We Francji nadal silny jest pogląd, że mimo niekorzystnej sytuacji epidemicznej należy unikać trzeciego lockdownu i jednak zaakceptować dość swobodne rozprzestrzenianie się nowej odmiany koronawirusa. Sytuacja taka w prostej linii prowadzi do poważnego zaostrzenia sytuacji epidemicznej.

Efektem jest (na razie) ponad 6-krotnie większy tygodniowy wskaźnik nowych zachorowań niż w Wielkiej Brytanii, która nadal przestrzega restrykcyjnego lockdownu.

W minionym tygodniu Francja wyprzedziła też pod tym względem wielomiesięcznego lidera wśród źródłowych krajów Europy zachodniej, czyli Słowenię (2236).

W Europie Środkowo-Wschodniej niekorzystna zmiana sytuacji epidemicznej nastąpiła w ostatnim tygodniu przede wszystkim w Polsce, w Rumunii, na Węgrzech i na Ukrainie, a pozytywnie wyróżniły się kraje nadbałtyckie, Białoruś, Czechy i Słowacja.

""

turystyka.rp.pl

W tak zwanych krajach docelowych (przyjmujących najwięcej turystów) pogorszenie wskaźniki zakażeń rosły głównie w Hiszpanii (z 672 do 741), we Włoszech (z 2354 do 2576), w Grecji (z 1286 do 1470) i w Bułgarii (z 1923 do 2645).

W okresie ostatniego tygodnia odnotowano dalsze, ale już nieduże spadki tygodniowego wskaźnika liczby nowych zakażeń w wielu ważnych turystycznie regionach Hiszpanii. Dotyczy to zwłaszcza Katalonii (z 797 do 686), Walencji z Alicante (z 236 do 170) i Balearów (z 222 do 188). Odwrócił się natomiast trend epidemiczny w aglomeracji Madrytu, gdzie odnotowano wzrost wskaźnika z (1068 do 1094). Dalsze pogorszenie sytuacji epidemicznej odnotowano na Wyspach Kanaryjskich, gdzie wskaźnik nowych zakażeń kolejny raz podniósł się z 566 do 670 (przed trzema tygodniami wynosił jeszcze 511). W mniej niż umiarkowanym stopniu zwiększył się wskaźnik nowych zakażeń w Hiszpanii jako całości, czyli z 672 do 741 przypadków na milion mieszkańców – wylicza Betlej.

Obok wymienionych już Hiszpanii, Włoch, Grecji i Bułgarii wzrost liczby zakażeń odnotowano jeszcze w Chorwacji (z 887 do 1082) i w Maroku (z 69,4 do 74,7). Z krajów docelowych o znacznej liczbie ludności nieduży spadek wskaźnika odnotowano w Turcji (z 1089 do 1015), a pozostałe obniżki wskaźnika odnotowano w krajach mniejszych jak Portugalia, Tunezja, Albania, Malta i Cypr.

Po czterech wzrostach z rzędu spadł i tak zdecydowanie najniższy w tej grupie kierunków wskaźnik nowych infekcji w Egipcie do 37,5 przypadków na milion mieszkańców (przed tygodniem 44,5).

""

turystyka.rp.pl

W USA w ostatnim tygodniu wskaźnik nowych zachorowań obniżył się z 1327 do 1166 przypadków na milion mieszkańców, czyli o 12,1 procent.

W Japonii wskaźnik wzrósł z 57,1 do 62,6, czyli o 9,6 procent.

W Korei Południowej wykazał on drugi z rzędu wzrost – z 54,5 do 61,7, czyli o 13,2 procent.

Tygodniowy wskaźnik liczby nowych zakażeń w Chinach tym razem wrócił do spadku i obniżył się do poziomu 1,19.