Jest Pulukishi, biały słoń, który co chwilę wpada w tłum ludzi, i demon Lakhey goniący w żartach małe dzieci.
Foto: AFP
Pod płócienną makietą niegrzecznego słonia, który harcuje w tłumie, chowają się młodzieńcy. Za maską demona kryje się tancerz, który tańcząc co jakiś czas wpada w trans. Kiedy na chwilę podnosi maskę, widać pot lejący się z twarzy i ogromne zmęczenie.
Foto: AFP
Tancerz, który przybiera rolę demona, przechodzi wcześniej skomplikowane rytuały i musi być wtajemniczony w tantrę. - Demon ma własny dom, gdzie przechowywana jest jego maska. Mimo jego przerażającej twarzy jest dobrym demonem. Chroni ludzi przed złem - tłumaczy Franky, 16-letni student, który należy do społeczności Newarów, pierwszych mieszkańców doliny Katmandu.
Foto: AFP
Wolontariusze ze służb porządkowych torują drogę kolumnie drewnianych wozów. Zdarzało się wcześniej, że pojazd przygniótł któregoś z widzów, lecz od wielu lat jest już bezpiecznie.
Foto: ROL
Organizacja 8-dniowego święta należy do tzw. guthi, czyli dziesiątek kół sąsiedzkich rozsianych po całym starym mieście. Członkostwo w guthi przechodzi z ojca na syna.
Foto: AFP
- Coraz mniej młodych osób chce być w guthi, bo obowiązki i praca w organizacji nie ograniczają się tylko do święta Indry - mówi Alok Tuladhar, 50-letni informatyk, który, jak sam mówi, prawie dekadę temu doznał objawienia.
Foto: AFP
- Te kilka lat temu nagle odkryłem, jak szybko ginie nasza kultura, jak wspaniała architektura zostaje zastąpiona betonem, jak coraz mniej ludzi zna rytuały i legendy. To było moje objawienie - tłumaczy z uśmiechem.
Foto: AFP
„Nie wiem za bardzo, skąd wziął się Lakhey i słoń Pulukishi” - 15-letni Rabi Shrestha i Saroj Manandhar robią wielkie oczy. - Kto by się nad tym zastanawiał. To taki folklor - dodają. Chłopcy przyznają, że lubią święto Indry, bo do późna mogą imprezować z kolegami.
Foto: AFP
Nie potrafią powtórzyć legendy o uwięzieniu boga Indry przez mieszkańców Katmandu. Indrę, który przybrał ludzką formę i zszedł z niebios na ulice miasta, złapano na miejscowym targu, gdy kradł kwiaty dla swojej matki. Ta wpadła w gniew, widząc uwięzionego syna. Klatkę z więźniem ustawiono niemal dokładnie tam, gdzie ugrzązł wielki wóz podczas procesji.
Foto: AFP
- W zamian za wolność Indra zsyła teraz deszcze i zapewnia plony, a święto jest podziękowaniem za deszcz. To jedna z wielu wersji legendy - opowiada Franky, dodając wiele mało znanych szczegółów.
Foto: AFP
„Ciągnij!” - znów pada histeryczna komenda. Wóz zaczyna się lekko kołysać. Kapłani siedzący na platformie wozu, wysoko ponad głowami wielotysięcznego tłumu, który wypełnia cały plac królewski w starym Katmandu, przestają na chwilę rozrzucać poświęcone kwiatki i ryż. Żywa bogini Kumari, kilkuletnia dziewczynka siedząca na tronie między kapłanami, nie daje nic po sobie znać. Inaczej byłby to zły omen.
Foto: AFP