Trudne inwestowanie w górskie kolejki

Do 2018 r. fundusz Mid Europa Partners, który kupił Polskie Koleje Linowe, musi włożyć w nie 70 milionów złotych

Publikacja: 07.02.2016 08:38

Trudne inwestowanie w górskie kolejki

Foto: Fotorzepa, Piotr Guzik

Zagraniczny właściciel PKL ma już tylko dwa lata na wywiązanie się z umowy, którą podpisał przy zakupie. Kluczowy jest zapis o inwestycjach, które w ciągu pięciu lat nie mogą być mniejsze niż 70 mln złotych – ustaliła „Rzeczpospolita". Zapisy umowy są tajne, jednak nieoficjalnie wiadomo, że jeśli Mid Europa Partners nie wywiąże się z tego, poprzedni właściciel, PKP, będzie mógł zerwać umowę sprzedaży.

– Nie ma zagrożenia niewywiązania się z tych zobowiązań – zapewnia rzeczniczka PKL Agnieszka Jabłońska-Twaróg. Kilka miesięcy po zakupie PKL za 49,7 mln złotych nabyła ona bowiem 75 procent akcji spółki Kolej Gondolowa Jaworzyna Krynicka, do której należy najdłuższa i najnowocześniejsza kolejka gondolowa w Polsce. Kolejne kilka milionów poszło na modernizację systemu karnetowego dla narciarzy.

Polskie Koleje Linowe zostały sprzedane we wrześniu 2013 r. przez PKP SA za 215 mln złotych. Oficjalnie kupiła je spółka Polskie Koleje Górskie, powołana przez cztery podhalańskie samorządy, na czele z Zakopanem, ale faktycznie pieniądze – 215 mln złotych – wyłożył fundusz Mid Europa Partners (zdecydowana większość środków pochodziła z kredytu) i to on ma 99,77 procent akcji PKG.

Już po transakcji fundusz utworzył w Luksemburgu spółkę Altura i to ona de facto kontroluje dziś PKL. Transakcja od początku budziła kontrowersje – głównie prawicowi politycy mili pretensje o wyprzedawanie narodowych skarbów. Jak ujawniła „Rzeczpospolita", wątpliwości miała nawet Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która w piśmie do premiera wskazywała, że sprzedaż Polskich Kolei Linowych zagraża interesom ekonomicznym państwa – problemem jest własność ziemi, na której znajdują się nieruchomości należące do PKL w Zakopanem. Kolej wybudowano bowiem na terenach należących do prywatnych właścicieli, których z ziemi wywłaszczono „pod cel publiczny". „W przypadku sprywatyzowania PKL może to otworzyć możliwość występowania pierwotnych właścicieli o ich zwrot" – alarmowała ABW.

Gdyby nie zakup kolei w Jaworzynie Krynickiej, Polskie Koleje Górskie mogłyby mieć kłopot z wywiązaniem się z umowy – nowy właściciel dopiero planuje bowiem wielomilionowe inwestycje w PLK, głównie w kolejki na Gubałówkę oraz Kasprowy Wierch. A nie jest to łatwe, bo nie jest on właścicielem terenów, ale jedynie ich dzierżawcą.

Spółka Polskie Koleje Górskie chce w samą Gubałówkę zainwestować ok. 100 mln złotych, m.in. zbudować ponad 4-kilometrową trasę narciarską z nowym wyciągiem, zaplecze gastronomiczne oraz całoroczne centrum (Gubałówka Experience Park) z widokową salą koncertową. Aby było to możliwe, musi jednak porozumieć się z prawie dwustu właścicielami terenów, by podpisać umowy dzierżawne na 22 ha.

– Rozpoczęliśmy pierwsze rozmowy, gwarantujemy najwyższe stawki za grunty w regionie. To także nowe miejsca pracy – wylicza rzeczniczka PKL. Spółka szacuje, że każde 100 złotych wydane przez narciarza na stoku to szacunkowo 500 – 700 złotych wydanych przez niego w restauracjach, hotelach i na rozrywki.

PKG chcą zainwestować także w Kasprowy Wierch – na początek wymienić wysłużone dwuosobowe krzesełka kolei na Goryczkową na czteroosobowe kanapy.

Nie wiadomo, czy to się powiedzie. Spółka musi zdobyć pozwolenia, co nie jest łatwe (np. w przypadku Gubałówki musi zostać zmieniony plan zagospodarowania przestrzennego, do czego konieczna jest zgoda radnych Zakopanego i Tatrzańskiego Parku Narodowego).

– Zakopane to najatrakcyjniejsze pod względem biznesowym miejsce. Robimy wszystko, co możemy, aby tu zainwestować, właśnie rozpoczęliśmy konsultacje społeczne w sprawie inwestycji na Gubałówce. Decyzja należy jednak do właścicieli nieruchomości – przyznaje Jabłońska-Twaróg.

Oprócz kolejek na Kasprowy Wierch PKG ma też wyciągi w Krynicy, Szczawnicy, Zawoi i Międzybrodziu Żywieckim.

Planowanym inwestycjom nie sprzyja zmiana rządu. Kilka tygodni temu Ministerstwo Infrastruktury ogłosiło, że przygląda się sprzedaży Polskich Kolei Linowych, w tym „możliwości ewentualnego unieważnienia transakcji".

Starosta tatrzański Piotr Bąk właśnie wygrał w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie sprawę o dopuszczenie go jako przedstawiciela Skarbu Państwa (jest m.in. właścicielem szczytu Kasprowego) do postępowania prowadzonego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych o wydanie zgody na zakup polskiej spółki przez podmiot zagraniczny.

– Mamy prawo uczestniczyć w postępowaniu administracyjnym o wydanie pozwolenia na zakup nieruchomości przez cudzoziemca i chcemy z tego prawa skorzystać, nawet jeśli sprzedaż na tej podstawie została już dokonana – mówi Bąk. Wskazuje też inne wątpliwości. – Na obiektach, które sprzedano zagranicznemu podmiotowi, są instalacje, które mają znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Doszło do kuriozalnej sytuacji, że państwo polskie musi je dzierżawić od zagranicznego funduszu. Czy nie naruszono tu ustawy o obronności kraju? – wskazuje starosta.

Na ile prawdopodobne jest zerwanie umowy na sprzedaż kolei? – Uważam, że uczciwie byłoby odkupić PKL dla Polski za cenę, za którą fundusz ją kupił – ocenia Piotr Bąk.

Spółka nie widzi takiej możliwości. – Umowa została zawarta zgodnie z prawem i jest obowiązująca – odpowiada Agnieszka Jabłońska-Twaróg.

Zagraniczny właściciel PKL ma już tylko dwa lata na wywiązanie się z umowy, którą podpisał przy zakupie. Kluczowy jest zapis o inwestycjach, które w ciągu pięciu lat nie mogą być mniejsze niż 70 mln złotych – ustaliła „Rzeczpospolita". Zapisy umowy są tajne, jednak nieoficjalnie wiadomo, że jeśli Mid Europa Partners nie wywiąże się z tego, poprzedni właściciel, PKP, będzie mógł zerwać umowę sprzedaży.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek