Londyn na Olimpie

Igrzyska nad Tamizą mają przynieść chwałę Wielkiej Brytanii, a samych Brytyjczyków podnieść na duchu

Publikacja: 15.04.2012 15:57

Londyn na Olimpie

Foto: Materiały Promocyjne

Dla Stelli McCartney, znanej projektantki mody (i córki Bitelsa), kontrakt nie był może najbardziej lukratywny, ale na pewno bardzo prestiżowy. Zlecenie polegało na wymyśleniu i stworzeniu serii ubiorów dla brytyjskich sportowców uczestniczących w igrzyskach XXX olimpiady, które odbędą się w lipcu i sierpniu w Londynie. Dokładnie dla 600 atletów występujących w 26 dyscyplinach. Stella McCartney pracowała nad nimi przez dwa lata, a efekty można było zobaczyć podczas hucznej prezentacji, urządzonej niedawno w byłym królewskim więzieniu Tower.

Wszystko potoczyło się zgodnie z regułami panującymi w show-biznesie: pełne napięcia oczekiwanie, obłoki sztucznej pary, reflektory błądzące po scenie. Aż wreszcie zaproszeni goście ujrzeli nowe, pachnące świeżością stroje Team GB – „Drużyny Wielkiej Brytanii". Na podest wkroczyło kilka gwiazd wyspiarskiego sportu – m.in. słynąca z urody Jessica Ennis, mistrzyni świata i Europy w siedmioboju, trójskoczek Phillips Idowu i Eleanor Simmonds, niepełnosprawna pływaczka, startująca w zawodach paraolimpijskich. Były fanfary, dużo uśmiechów, błyskały flesze, ale... No właśnie: nie mogło się obejść bez „ale". Bo to, co Stella McCartney zrobiła z brytyjską flagą, sprawiło, że nie wszyscy byli zachwyceni jej konceptem...

Ucieczka od trosk

Otóż projektantka, by użyć artystowskiego żargonu, po prostu „zdekonstruowała" Union Jacka, tak jak swego czasu PZPN „zdekonstruował" orzełka na koszulkach piłkarskiej reprezentacji Polski. Pal licho, że na trykotach widać zaledwie część sztandaru, ale McCartney nie tylko go pocięła, lecz jeszcze w nader swobodny sposób potraktowała jego barwy: odcienie błękitu zastąpiły kolor granatowy, a czerwony w ogóle zniknął z flagi i został relegowany do roli ozdobnego drobiazgu.

Brak czerwonego wzbudził najwięcej kontrowersji –  wypowiadali się na ten temat nawet szacowni naukowcy. „Pani McCartney zapewne nie zdawała sobie sprawy, jak ważne w psychologii sportu są kolory" – stwierdził prof. Robert Barton, antropolog z Uniwersytetu Durham. Z jego badań wynikało, że czerwień... pomaga w odnoszeniu zwycięstw. „Ta barwa daje poczucie pewności siebie, nawet wyższości, pobudza zdrową agresję" – tłumaczył psycholog Victor Thompson. „Nie bez przyczyny golfista Tiger Woods zawsze zakładał czerwoną koszulkę polo w ostatnim dniu każdego turnieju".

Wiadomo już zatem, kogo tabloidy będą obwiniać za ewentualną klęskę podczas igrzysk. Na miejscu Stelli McCartney modliłbym się o jak najlepsze miejsce Zjednoczonego Królestwa w klasyfikacji medalowej.

Ambicje są wygórowane: minimum to czwarta pozycja, taka sama jak cztery lata temu w Pekinie (Chiny, USA i Rosja są poza zasięgiem). Gospodarzom nie grozi raczej powtórka z Atlanty (1996 r.), gdzie zdobyli jeden złoty medal i zajęli dopiero 36. miejsce.

Londyn jest jedynym miastem, które będzie gościć najlepszych sportowców świata już po raz trzeci. Pierwsze igrzyska odbyły się tutaj w 1908 r. – tylko dlatego, że Rzym, który miał je zorganizować, musiał się wycofać z powodu wybuchu Etny i kłopotów finansowych. Kolejne zawody zaplanowano na 1944 r. – odwołano je z wiadomych powodów. Trzy lata po wojnie Londyn wrócił na mapę olimpiad: jedyny medal dla Polski – brązowy – wywalczył wówczas bokser Aleksy Antkiewicz. Były to także ostatnie igrzyska, podczas których rozdano nagrody w Konkursie Sztuki i Literatury (w konkurencji „Chór i orkiestra" złoty krążek zdobył warszawski kompozytor Zbigniew Turski).

W tym roku igrzyska będą dla Brytyjczyków nie tylko okazją do dobrej zabawy i patriotycznych wzruszeń. Mają ich też podnieść na duchu – w ciężkich czasach kryzysu, wysokiego bezrobocia i bolesnych cięć budżetowych. A także w obliczu przegranej batalii o organizację piłkarskiego mundialu w 2018 r. Mają ich oderwać od codziennych trosk i odegrać podobną rolę, jaką spełnił zeszłoroczny królewski ślub księcia Williama z Kate Middleton. Mają pokazać, że Albion jest wciąż dumny i wspaniały, a jednocześnie modny i nowoczesny. Że jest po prostu wielki.

Gdzie te kobiety?

Stąd pomysł na kampanię promocyjną, w której główny nacisk położono na słowo „great".

Zainicjował ją we wrześniu ub.r. premier David Cameron. „Chcemy wysłać światu wyraźny sygnał: nasz kraj to idealne miejsce dla biznesmenów, inwestorów, studentów i turystów" – mówił szef rządu. Połączył kampanię z igrzyskami oraz 60. rocznicą koronacji Elżbiety II: „W 2012 r. po prostu nie można nie przyjechać do Londynu".

Na jednym z plakatów twarzą brytyjskiej przedsiębiorczości jest ekscentryczny miliarder Richard Branson, założyciel linii lotnicznych Virgin. „Dziedzictwo" promuje sam Henryk VIII. „Wiedzę" symbolizuje fasada jednego z wydziałów uniwersytetu Cambridge. Nie mogło zabraknąć brytyjskiej muzyki i sportu. „Innowacje" ilustruje bioniczna dłoń, skonstruowana przez naukowców ze szkockiego Livingston, zaś „Kreatywność"... paraplastelinowych bohaterów filmowych: Wallace i Gromit.

W epoce Tony'ego Blaira ukuto slogan „Cool Britannia". Teraz Brytania ma wrócić do korzeni i ma być po prostu „great". „Nie chodzi o zmianę brandu" – tłumaczył dziennikarzom Jeremy Hunt, sekretarz stanu ds. kultury. „Chodzi o wsparcie dla rodzimych eksporterów, zainteresowanie nowych inwestorów, przyciągnięcie turystów". Krótko mówiąc: chodzi o kasę. Kampania, w założeniu jej twórców, ma się zwrócić z nawiązką. Wydano na nią pół miliona funtów, a powinna przynieść zyski sięgające miliarda (dla porównania: organizacja igrzysk będzie kosztować ponad 9 mld funtów). Jak jednak dodaje Hunt, promocja ma również zatrzeć złe wrażenie po ubiegłorocznych zamieszkach w Londynie i innych miastach.

Tak jak w przypadku strojów przygotowanych przez Stellę McCartney akcja reklamowa rządu nie wszystkim przypadła do gustu. Niektórzy oburzali się, że jest żałośnie napuszona i cementuje najgorsze stereotypy dotyczące Anglików: iż są narodem zakochanym w sobie i pogardzającym innymi nacjami. Inni z kolei zwracali uwagę na jej machystowski charakter. „A gdzie się podziały wspaniałe brytyjskie kobiety, panie premierze?" – ironizowała felietonistka „Guardiana" Jane Martinson. „Dlaczego wybrano Henryka VIII, a nie obie Elżbiety, które za jednym zamachem mogłyby reprezentować przeszłość i teraźniejszość królestwa? Dlaczego na plakacie nie pojawiła się księżna Cambridge, w której tak bardzo zakochani są Amerykanie? Może wtedy wydaliby nad Tamizą nieco więcej pieniędzy, a podatnicy nie musieliby płacić tak wielkich sum na utrzymanie Kate i jej butów na wysokim obcasie".

Na szczęście nikt nie podjął dyskusji z feministkami. Za chwilę odezwałyby się kolejne lobbies: homoseksualiści zażądaliby billboardów z Eltonem Johnem, a fani Harry'ego Pottera – uwzględnienia wizerunku Daniela Radcliffe'a.

Polityczny Cymbelin

Wspomniana księżna Kate i tak dwoi się i troi, promując swoją ojczyznę oraz brytyjski sport. W połowie marca przyszła na trening rodzimych hokeistów na trawie. Sama kilka razy uderzyła piłkę oficjalnym kijem XXX igrzysk (na studiach Kate była kapitanem uczelnianej drużyny hokeja) i zachwycała się nowo wybudowanym boiskiem w Olympic Park.

Głównym elementem tego gigantycznego kompleksu, wzniesionego we wschodniej części metropolii, jest ogromny stadion, na którym 27 lipca zapłonie olimpijski znicz. Jego budowę zakończono oficjalnie 29 marca 2011 r., a więc na 16 miesięcy przed ceremonią otwarcia. Pomieści 80 tys. kibiców, ale trybuny można zdemontować i pozostawić jedynie 20 tys. krzesełek – co jest dużo rozsądniejsze w przypadku organizowania np. zawodów lekkoatletycznych. Co ciekawe, na stadionie nie ma żadnych restauracji i kawiarni, dzięki czemu znacząco obniżono koszty obiektu i zmniejszono zagrożenie pożarami (które lubią wybuchać w kuchniach). Widzowie będą się mogli zaopatrywać w parówki i piwo w specjalnych, okolicznych strefach kibica. A przy okazji podziwiać inne cacka architektury, jak np. Aquatics Centre, imponujący gmach, w którym odbywać się będą zawody pływackie, zaprojektowany przez słynną Irakijkę Zahę Hadid.

Organizatorom igrzysk zależało na tym, by wszystkie olimpijskie obiekty były wykorzystywane także po ich zakończeniu. Londyn miał już złe doświadczenia z Millenium Dome, wielką halą wystawową, generującą z roku na rok coraz większe straty. Inżynieryjne cudo okazało się wielką finansową klapą. Dlatego przed tegorocznymi igrzyskami władze dmuchają na zimne. Stadion olimpijski będzie m.in. gościł mistrzostwa świata w lekkiej atletyce w 2017 r.; niewykluczone, że będzie na nim regularnie grał drugoligowy West Ham United. Wioska olimpijska, ze swoimi 3 tys. apartamentów, stanie się dzielnicą mieszkalną, a okolice Olympic Park przeistoczą się w ogrody i tereny rekreacyjne.

Igrzyskom towarzyszyć będą tysiące imprez teatralnych i muzycznych, nazwanych – nostalgicznie – „Olimpiadą kultury". Jedna z angielskich trup przygotowała na tę okazję inscenizację historii dwóch legendarnych brytyjskich biegaczy: Erica Liddella i Harolda Abrahamsa, zdobywców złotych medali na olimpiadzie w Paryżu w 1924 r. (znanej również ze znakomitego filmu „Rydwany ognia" Hugh Hudsona, nagrodzonego czterema Oscarami). W trakcie festiwalu szekspirowskiego po raz pierwszy jedna ze sztuk największego brytyjskiego dramaturga („Cymbelin") zostanie wystawiona w dialekcie dżuba – odmianie języka arabskiego, używanej w Południowym Sudanie. To ukłon w stronę najmłodszego, suwerennego państwa Afryki. Dyktator Sudanu Omar Al-Baszir pod koniec lat 80. wyrugował dzieła Szekspira ze szkół, a angielska literatura oraz język zostały uznane za „szkodliwe".

SAS w gotowości

Igrzyska i imprezy kulturalne mają przyciągnąć do Londynu ok. 4 mln dodatkowych turystów. To oczywiście gratka dla właścicieli pubów, hoteli i sklepów z pamiątkami, a z drugiej strony – koszmar dla ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w stolicy Wielkiej Brytanii.

Londyńczycy doskonale pamiętają, że kiedy Międzynarodowy Komitet Olimpijski przyznał ich miastu organizację igrzysk, świętowanie szybko się skończyło. Dzień po ogłoszeniu nominacji, 7 lipca 2005 r., w Londynie doszło do zamachów bombowych, w których zginęło 52 niewinnych ludzi.

Londyńczycy pamiętają także, iż w przeszłości igrzyska były już celem ataków terrorystycznych. 40 lat temu w Monachium, w wyniku akcji palestyńskiego komanda „Czarny Wrzesień", zginęło 11 izraelskich sportowców i działaczy oraz niemiecki policjant.

W Atlancie (1996 r.) wybuch bomby w parku olimpijskim pozbawił życia dwie osoby.

Na internetowych stronach zwolenników dżihadu pojawiły się już groźby zamachów w czasie igrzysk. Brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przeprowadziło w styczniu specjalne ćwiczenia na wypadek ataku w londyńskim metrze – wzięło w nich udział, bagatela, 2,5 tys. osób. W trakcie igrzysk sportowców będzie ochraniać 12 tys. policjantów oraz 13,5 tys. żołnierzy, łącznie z komandosami z elitarnych oddziałów SAS.

Jeżeli Brytania ma być znów „great", nie może sobie pozwolić na powtórkę z 2005 r.

Klejnoty dla ludu

Szóstego lutego 1952 r. pewna młoda, szczupła, nieśmiała brunetka wstąpiła na tron i została królową Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Oraz Kanady, Australii, Nowej Zelandii, Pakistanu, Południowej Afryki, Cejlonu, Ghany, Nigerii, Sierra Leone, Tanganiki, Jamajki, Trynidadu i Tobago, Ugandy, Kenii, Malawi, Malty, Gambii, Gujany, Barbadosu, Grenady i paru jeszcze innych ciepłych wysp, gdzie serwuje się egzotyczne drinki (wstrząśnięte, nie mieszane), na bajecznym plażach z białym piaskiem. Elżbieta II nosi koronę już od 60 lat.

Tylko Wiktoria rządziła Albionem dłużej – 64 lata. Z okazji Diamentowego Jubileuszu w Wielkiej Brytanii odbywać się będą przez cały rok poważne uroczystości dla klasy wyższej oraz mniej poważne imprezy dla plebsu. Najważniejsze i najbardziej widowiskowe zaplanowane są na początek czerwca: londyńczy-cy będą mogli wziąć udział w wielkim koncercie na cześć monarchini, obejrzeć paradę statków na Tami-zie, a także podziwiać królewskie klejnoty, wysta- wione na widok publiczny w Pałacu Buckingham. Okazja dla wytrawnego złodzieja? Cóż, miejmy nadzieję, że Sherlock Holmes, James Bond i Johnny English będą czuwali w pobliżu.

Dla Stelli McCartney, znanej projektantki mody (i córki Bitelsa), kontrakt nie był może najbardziej lukratywny, ale na pewno bardzo prestiżowy. Zlecenie polegało na wymyśleniu i stworzeniu serii ubiorów dla brytyjskich sportowców uczestniczących w igrzyskach XXX olimpiady, które odbędą się w lipcu i sierpniu w Londynie. Dokładnie dla 600 atletów występujących w 26 dyscyplinach. Stella McCartney pracowała nad nimi przez dwa lata, a efekty można było zobaczyć podczas hucznej prezentacji, urządzonej niedawno w byłym królewskim więzieniu Tower.

Pozostało 95% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Lotniska
Tadeusz Syryjczyk: Rozbudowa lotniska w Radomiu to wyrzucanie pieniędzy