Polecimy do Pekinu i Tokio

Rejsy do Hanoi będą skasowane. Ruszą natomiast loty do Pekinu i Tokio. Planujemy też Seul i Szanghaj - zdradza w rozmowie z Danutą Walewską Marcin Piróg, prezes LOT

Aktualizacja: 15.02.2012 16:04 Publikacja: 15.02.2012 12:08

Polecimy do Pekinu i Tokio

Foto: Fotorzepa, Rob Robert Gardziński

Danuta Walewska: Od początku roku w Europie zbankrutowało sześć linii lotniczych. Wśród nich dwie ważne — Malev i Spanair. Co robi LOT, by nie pójść w ich ślady?

Marcin Piróg, prezes Polskich Linii Lotniczych LOT

: To, że na 2012 rok mimo wysokich cen paliwa i kryzysu finansowego planujemy zysk, to właśnie efekt zmian zachodzących w spółce od dwóch lat.

W odróżnieniu od naszej konkurencji z regionu mamy aktywa pozwalające finansować rozwój, oraz spłacać zobowiązania z tytułu nietrafionych transakcji zabezpieczenia cen paliw sprzed kilku lat.

Przykro mi, że linie z taką historią jak Malev i Spanair zbankrutowały. Spanair, członek Star Alliance, od dłuższego czasu zabierał się za restrukturyzację, ale to było wyjątkowo trudne, bo w jego bazie w Barcelonie miał ogromną konkurencję w postaci Ryanaira i Vuelinga.

Spanair miał ponad 30 procent ruchu z Barcelony, Malev ponad 40 procent z Budapesztu. W Malevie było kilka restrukturyzacji. W czym pana zdaniem sytuacja LOT-u jest lepsza, bo przecież z lotniska w Warszawie operuje też Wizz Air?

Pomaga nasza strategia „wschód łączy zachód" i budowa centrum przesiadkowego w Warszawie. Także rozwój połączeń długodystansowych, z których Spanair i Malev zrezygnowały. Podobną decyzję podjęła czeska CSA. A to szybko pogarsza sytuację w siatce europejskiej, bo na niej przede wszystkim zarabiamy.

W 2011 roku zanotowaliśmy w Warszawie wzrost przewozów o 9 proc., podczas gdy ruch zwiększył się o 7 proc., ale najbardziej cieszy, że w Warszawie mamy 52 proc. rynku. To znaczy, że pierwszy raz od wielu lat LOT odzyskał pozycję dominującego przewoźnika na warszawskim lotnisku.

Nie ukrywam też, że nie martwi mnie decyzja naszego głównego konkurenta na lotnisku Chopina, Wizzaira, o przeprowadzeniu się do Modlina. Warszawskie lotnisko jest wygodne, rozbudowuje się i jest nastawione na biznes. My zainwestowaliśmy w business lounge, kioski do odprawy elektronicznej, komfort podróży, który zwiększył się dzięki podstawianiu samolotów pod rękawy. W roku 2010 tylko 15 proc. naszych samolotów parkowało pod rękawem, w końcówce zeszłego roku ponad 70 proc.

Mówi pan o planowanym zysku w tym roku. Chce go pan osiągnąć w sytuacji, gdy IATA prognozuje dla europejskich przewoźników 4,4 mld euro strat. Czy to będzie zysk z działalności operacyjnej, czy z wyprzedaży aktywów?

Z latania. Od roku 2010 zysk operacyjny LOT-u był mniejszy niż średnia IATA. W tym roku będzie powyżej tej średniej. Oczekujemy, że poprawa wyników z porównaniu z rokiem 2011 wyniesie 259,6 mln złotych. Jeśli porównamy wynik z roku 2010 z prognozowanym na rok 2012, poprawa wyniesie 752 mln złotych. Tyle, ile jedna czwarta naszej sprzedaży netto. To wyjaśnia nie tylko, dlaczego jeszcze tu jesteśmy, ale i pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

W zeszłorocznych kosztach LOT-u jest też wypadek z listopada 2011 roku. Czy wiadomo, co będzie z samolotem Papa Charlie?

Kosztował i wypadek, i nieprzychylne komentarze, na szczęście nieliczne. Te wypowiedzi znalazły odbicie w spadku rezerwacji na połączenia długodystansowe, ponieważ niektórzy pasażerowie bezpodstawnie obawiali się stanu technicznego naszej floty B767.

Tymczasem we wszystkich wskaźnikach IATA LOT jest bardzo wysoko notowany. W tym tygodniu eksperci Boeinga oszacują skalę napraw. Decyzja, co dalej, której oczekuję na początku marca, będzie należała do ubezpieczyciela i firmy leasingowej. Jesteśmy przygotowani na każdy z dwóch możliwych scenariuszy. Jeśli naprawa okaże się nieopłacalna na sezon letni pożyczymy samolot.

W Europie jest dzisiaj przynajmniej osiem linii lotniczych na sprzedaż. Wśród nich LOT. Czy pan, jako prezes LOT-u ma cokolwiek do powiedzenia w sprawie wyboru inwestora strategicznego?

Z naszym doradcą prywatyzacyjnym mieliśmy w ostatnim roku kilka spotkań z potencjalnymi inwestorami i cały czas podtrzymujemy te kontakty. Ale dzisiaj sytuacja na rynku europejskim jest taka, że każda linii europejska chce najpierw posprzątać u siebie, a dodatkowo boryka się z wysokimi kosztami paliwa.

LOT staje się coraz bardziej atrakcyjny, nie tylko dzięki poprawie sytuacji finansowej, ale i dlatego, że w przyszłym roku będziemy mieli najmłodszą flotę w Europie. W zimie wymienimy boeingi 767 na Dreamlinery, w tym roku zaczniemy wymianę floty na rynku krajowym, a nasze embraery mają średnio po 6 lat.

Air India zażądała od Boeinga miliarda dolarów za opóźnienie w dostawach Dreamlinerów. Czy LOT też dostanie odszkodowanie?

Mogę zażądać dwóch miliardów (śmiech), ale niewiele z tego wyniknie. W tej chwili podpisaliśmy piąte dodatkowe porozumienie regulujące  warunki ostatnich opóźnień. Ich wysokość jest tajemnicą handlową, a takie negocjacje są trudne i twarde. Uważam, że osiągnęliśmy dobry kompromis.

Mamy czym zapłacić za te Dreamlinery?

Między innymi dlatego pozbywamy się aktywów, które dla nas nie są strategiczne. Po co LOT-owi kasyno? Po co Petrolot, działki pod nowe galerie handlowe i hotele?

Kiedy ostatecznie ruszy połączenie do Pekinu?

29 maja po południu zaplanowaliśmy pierwszy lot. I wiążę z tym ogromne nadzieje. W 2011 roku z Polski do Chin wyleciało 40 tysięcy osób. Wiadomo, że bezpośrednie połączenie tę liczbę podniesie skokowo. Ogromna liczba polskich firm ma kontakty z biznesem w Chinach i już teraz widzę, jak ich szefowie zacierają ręce, że skróci im się czas podróży.

Było kilka warunków: pozwolenie na loty nad Syberią, dobre godziny lądowań i wylotów w Pekinie, i gwarancja dobrego produktu. To połączenie otwieramy samolotem B767, a po pół roku zostanie on wymieniony na Dreamlinera. Air China, nasz partner ze Star Alliance będzie miał z nami wspólne rezerwacje na tej trasie i dzięki nim właśnie mamy wylot z Warszawy o 16.30 we wtorek, środę i czwartek, a przylot do Pekinu o godzinie 6.35 następnego dnia.

Czy zlikwidujecie w tej sytuacji rejsy do Hanoi?

To połączenie jest popularne wśród pasażerów klasy ekonomicznej. Na ten rejs przesiadało się w Warszawie 80 procent pasażerów lecących do Wietnamu, ale mieliśmy problemy z wypełnieniem klasy biznes, na której się zarabia. Zważywszy, że od przyszłego roku będziemy mieli wyłącznie Dreamlinery, powstaje pytanie: czy jest to kierunek, który zdołamy utrzymać? Odpowiedź brzmi: nie. Będziemy więc latać jedynie do końca marca. Wierzę, że inne kierunki, jakie rozwiniemy w Azji będą bardziej atrakcyjne.

Inne, czyli jakie?

Tokio-Narita późną wiosną roku 2013, w kolejnych latach — Seul i Szanghaj albo Shenzen. W ten sposób będziemy mieli „wyważony" rejon północnego Atlantyku i Azji. W Ameryce planujemy utrzymanie połączeń: Nowy Jork, Chicago i Toronto.

Danuta Walewska: Od początku roku w Europie zbankrutowało sześć linii lotniczych. Wśród nich dwie ważne — Malev i Spanair. Co robi LOT, by nie pójść w ich ślady?

Marcin Piróg, prezes Polskich Linii Lotniczych LOT

Pozostało 96% artykułu
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Lotniska
Tadeusz Syryjczyk: Rozbudowa lotniska w Radomiu to wyrzucanie pieniędzy
Turystyka
Sun & Fun - stara marka, nowy właściciel
Materiał Promocyjny
Nowe miejsce spotkań dla biznesu i kultury w Krakowie. W kwietniu otwarcie unikalnego konceptu Stradom House
Turystyka
Brate.com - polski startup, który wkrótce podbije Europę
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja zmienia łańcuchy dostaw w okresach wysokiego popytu