Podróże służbowe w czasach zarazy

Odwołane konferencje, specjalne zalecenia firm dla podróżujących pracowników, mocno wydłużone kolejki do kontroli bezpieczeństwa — to, po paryskich zamachach, nowa jakość w biznesowym podróżowaniu po Europie i Bliskim Wschodzie

Publikacja: 23.11.2015 07:06

Podróże służbowe w czasach zarazy

Foto: AFP

Wiele przedświątecznych spotkań z powodów bezpieczeństwa zostało zastąpionych wideo-konferencjami. Pod znakiem zapytania stoi sylwester na londyńskim Trafalgar Square, paryskich Polach Elizejskich czy ulicach Rzymu. Bruksela — europejska stolica - to prawdziwie oblężone miasto. Firmy i rządy zalecają obywatelom, żeby poruszali się w nim wyłącznie na trasie dom - praca. Najlepiej zaś, jeśli w ogóle nie będą wychodzili z domów.

Ucierpiały miasta, które dotychczas były mekkami podróżujących: Paryż, Londyn, Rzym, Budapeszt i Praga. Dwa ostatnie mają spore dzielnice żydowskie, które dotychczas wabiły tłumy turystów. Tam patroli policyjnych jest więc najwięcej.

Firmy masowo odwołują konferencje. Z paryskich spotkań zrezygnowały m.in holenderski ABN Amro Bank i japoński Sharp Corp. Na zorganizowaną przez Airbnb konferencję dla właścicieli nieruchomości zarejestrowało się 6 tysięcy osób, które chciały nawiązać współpracę z amerykańskim gigantem. Wiele planowało przyjazd z rodzinami. Przyjechała niespełna połowa, a Airbnb skróciło spotkanie z 3 dni do 2, właśnie ze względów bezpieczeństwa.

Co robić w czasie ataku

Badanie przeprowadzone przez Business Travel Coalition, zrzeszające szefów działów podróży wielkich korporacji, wskazuje, że po paryskich atakach odwołanych zostało około 20 procent podróży służbowych, a 70 procent firm wydało pracownikom ścisłe wskazówki, jak zachować się podczas ataku terrorystycznego: po usłyszeniu wybuchu biec w tym samym kierunku, co inni, ściśle stosować się do wskazówek służb bezpieczeństwa, nie nosić ubrań z logo firmy, a podczas kontroli bezpieczeństwa na lotniskach nie tracić z oczu laptopa.

Japońska Mazda poinformowała o zaostrzeniu warunków podróży swoich pracowników oddelegowanych do Paryża i zaapelowała do nich, żeby najlepiej z nich zrezygnowali. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych uczula podróżujących do Francji, Belgii i — po ostatnim zamachu - do Mali, aby byli wyjątkowo ostrożni. Podobne informacje znajdują się na stronach resortów spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii i Kanady, a Australijczycy zaapelowali do swoich obywateli, by na poważnie się zastanowili, czy rzeczywiście muszą lecieć do zagrożonych terroryzmem krajów.

W Paryżu ma się odbyć 30 listopada światowa konferencja klimatyczna. Ale ambasada USA we Francji już odwołała udział swojego ministra energii Ernesta Moniza w prezentacji nowinek technologicznych. Organizowana przez „New York Timesa" konferencja poświęcona rynkowi towarów luksusowych, w której mieli wziąć udział między innymi prezes kosmetycznej firmy Estee Lauder John Demsey i projektantka mody Victoria Beckham, w ogóle się nie odbędzie.

Francuskie firmy, które wcześniej liczyły na szybki rozwój biznesu na Bliskim Wschodzie, w tym Renault i Total, nie ukrywają, że nie licząc się z kosztami zwiększyły środki bezpieczeństwa dla swoich pracowników.

Na lotnisku wcześniej

Na większości europejskich lotnisk kolejki do kontroli znacząco się wydłużyły, te są bowiem znacznie bardziej drobiazgowe niż kiedyś. Trzeba się liczyć, że czas potrzebny na dojście do dojścia bramki może wynosić nawet 45 minut.

Jak na razie nie zmienił się czas kontroli w warszawskim porcie im. Chopina. Tyle że na stołecznym lotnisku kontrolę zaostrzono już wcześniej (przy rentgenach pojawiły się urządzenia pozwalające na wykrywanie materiałów wybuchowych nawet na rękach pasażerów), a otwarty pół roku temu nowy terminal pozwolił na znaczne skrócenie kolejek.

Ci pasażerowie, którzy nie czują wiszącego w powietrzu zagrożenia, albo udają odważnych, irytują się jednak na drobiazgową kontrolę i niestrudzenie komentują nowe procedury.

Kosztowne żarty

Nie mają co liczyć na pobłażanie żartownisie, którzy dla zabawy informują o zagrożeniu w samolocie czy w miejscu publicznym. Przekonał się o tym Polak lecący czarterową linią Small Planet z Warszawy do egipskiej Hurghady. Pijany powiedział załodze, że na pokładzie samolotu jest bomba i doleciał tylko do bułgarskiego Burgas. Tam został aresztowany. Koszty operacji, jakimi zostanie obciążony, to 30 tysięcy euro.

Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek