Tyler: Nie ma ucieczki od cięć

Słabe linie nie powinny mieć większych kłopotów teraz, kiedy czujemy poprawę – mówi szef IATA, Tony Tyler

Publikacja: 09.06.2014 10:15

Tyler: Nie ma ucieczki od cięć

Foto: materiały prasowe

Rz: Korekta w dół tegorocznego zysku linii lotniczych wynika z pogarszającej się sytuacji linii europejskich. Coś złego dzieje się na Starym Kontynencie?

Tony Tyler: Przeciwnie, sytuacja w Europie od dawna nie była tak dobra jak teraz. Niestety, nie jest tak dobra, jak się nam to wydawało trzy miesiące temu. W gospodarce nie do końca wszystko się wyprostowało, są napięcia polityczne, no i koszty poszły w górę. Wiele do życzenia pozostawia kontrola ruchu w powietrzu.

Chodzi o strajki kontrolerów i groźby, że się powtórzą?

Nie jestem w stanie zrozumieć francuskich kontrolerów, którzy protestują przeciwko stworzeniu Jednolitego Nieba Europejskiego. Przecież nie ma żadnych nowych wydarzeń, przeciwko którym mogliby protestować. Szczerze mówiąc, bardzo chciałbym, by mieli powód, by coś się działo.

Jednakże wiele linii wyszło z finansowego dołka. Czy sądzi pan, że będzie to dla nich zachętą do konsolidacji?

Pozornie konsolidacja w Europie jest znacznie łatwiejsza niż gdziekolwiek indziej. Tylko brakuje chęci. Są trzy wielkie grupy lotnicze, które już przejmowały innych przewoźników. Willie Walsh, prezes International Aviation Group, w skład której wchodzą m.in British Airways i Iberia, powiedział, że nie mają zamiaru przejmować innych linii, bo są zadowoleni z tego, co osiągnęli, w każdym razie w tej chwili. Wydarzeniem jest chęć przejęcia Alitalii przez Etihad. Kiedy jednak widzę, ile jest jeszcze małych linii w Europie, które nawet należą do aliansów, ale nieustannie borykają się z problemami finansowymi, to wiem, że dalsza konsolidacja jest nieunikniona.

Czy w tej sytuacji obawia się pan, że czekają nas jakieś bankructwa w Europie?

Jeśli małe, słabe linie przetrwały kilka ostatnich lat, to nie powinny mieć większych kłopotów teraz, kiedy na rynku czujemy poprawę. Ceny paliwa są wysokie, ale stabilne, więc nie ma niespodzianek; ich wahania zawsze stwarzają kłopoty. Rynek odbudował się po kryzysie z 2008 r., gospodarka wprawdzie nadal ma problemy, ale nie jest w recesji. ?Tymczasem w transporcie lotniczym jest tak, że jeśli nagle coś się załamie, wszystko pogarsza się w piorunującym tempie.

Na przykład gdyby ?wobec LOT-u Komisja Europejska podjęła negatywną decyzję?

Z tego, co wiem, LOT bardzo szybko poprawia wyniki finansowe i na koniec tego roku zaplanował zysk operacyjny. Ale i Komisja Europejska miała w ostatnich latach wiele przypadków ratowania linii przez państwo, więc rzeczywiście to wielka niewiadoma.

Nie sądzi pan, że dzisiaj, kiedy gospodarka jest naprawdę globalna i kiedy np. firmę farmaceutyczną można przejąć w 100 proc., to anachronizm, że przewoźnika w nie więcej niż 49 proc.?

IATA od dawna naciska na rozluźnienie tych zasad. Ale rządy traktują linie lotnicze jak srebra rodowe. I pewnie tak zostanie. Chociaż z drugiej strony, gdziekolwiek się odbywa konferencja lotnicza, ten problem zawsze wypływa w dyskusji. Wszyscy mówią, że powinno się to zmienić. Moim zdaniem ta zasada jest dla przewoźników krzywdząca, ale tylko tyle możemy powiedzieć. Bo prawdą jest, że w grę wchodzi tutaj też przejęcie praw do ruchu lotniczego, a to jest już ryzyko. A gdyby rzeczywiście doszło do zmiany zasad przejęć, musiałoby się to odbyć nie tylko w Europie, lecz także na innych kontynentach, gdzie te zasady są bardziej restrykcyjne niż w Europie.

Czy sądzi pan, że czeka nas dalsza część wojny między liniami z Zatoki Arabskiej i najsilniejszymi w Europie?

Ostatnio słyszałem, że sytuacja już nie jest tak napięta. Wygląda na to, że europejscy przewoźnicy zdali sobie sprawę z tego, że linie arabskie nie odlecą w siną dal. To silni przewoźnicy, z dobrym serwisem na pokładzie, obecni praktycznie na wszystkich rynkach świata. I tak już będzie, a nadzieja, że może nagle znikną, jest płonna. Dlatego raczej lepiej się zastanowić, jak można z nimi konkurować. Moim zdaniem najlepszym wyjściem jest więc i konkurencja, i współpraca. Dziś Qatar Airways jest w sojuszu z Oneworld, Etihad dogaduje się z Air France, tylko Emirates nie szuka partnerstwa w Europie. Choć jednocześnie, sytuacja europejskich przewoźników jest niesłychanie trudna, bo naciskają na nich też tanie linie. A koszty w Europie są wysokie. Drogie jest korzystanie z lotnisk, wysokie są opłaty za kontrolę przestrzeni i koszty siły roboczej. Większość linii europejskich ma za sobą restrukturyzację, chociaż pozostała im świadomość, że proces jest ciągły, bo inaczej nigdy się nie staną konkurencyjne. Więc i pracownicy muszą to zrozumieć. Europa nie jest wyspą, tylko częścią systemu globalnego. A linie, przeglądając koszty, widzą: paliwo, na którego ceny nie mają wpływu, ceny maszyn podobne dla wszystkich, koszty nawigacji, opłat lotniskowych też. Niestety, jedyny koszt ruchomy, to siła robocza. Dlatego cały czas słyszymy o cięciach. Tak jest w każdym biznesie, który musi zarabiać. Nie ma innego wyjścia, jak usprawnić operacje, efektywniej wykorzystywać flotę. Inaczej linia wylatuje z biznesu. Więc nawet jeśli dostanie pomoc publiczną, ale nie zmieni struktury kosztów, pieniądze się skończą, a kłopoty nie. Naprawdę na świecie nie ma już bogatych wujków, którzy mają mnóstwo pieniędzy. Dlatego pracownicy muszą zaakceptować warunki restrukturyzacji, bo inaczej wszyscy stracą pracę. A w Europie nie było jeszcze prawdziwej restrukturyzacji. Ameryka ma ją za sobą. Może w Europie jest niemożliwe przyjęcie rozwiązań z USA, więc ostateczny efekt trzeba osiągnąć innymi metodami.

Nie obawia się pan, że lotniska i rządy, kiedy zobaczą globalne zyski lotnicze, poczują pokusę, żeby obłożyć branżę nowymi opłatami i podatkami?

Oczywiście, że jest takie ryzyko. Dlatego za wszelką cenę chcę uniknąć tytułów gazetowych: „Rekordowe zyski lotnictwa". Przecież kiedy zaczniemy te 18 mld dol. zysku na świecie rozbierać na drobne kawałki, zobaczymy, że europejski przewoźnik zarabia na każdym pasażerze tylko 3 dol. To bardzo mało. A zwrot na kapitale jest znacznie mniejszy od kosztów. To wszystko znaczy, że branża może nie jest już śmiertelnie chora, ale nadal słaba.

—rozmawiała Danuta Walewska

CV

Tony Tyler (57 l.) jest Brytyjczykiem. Skończył prawo na Oxfordzie. Od 1977 r. pracował w Hongkongu, w konglomeracie transportowo-handlowym Swire Group. Potem w największej linii azjatyckiej, Cathay Pacific (od 1996 r. jako prezes). Szef Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) od 2011 r.

Rz: Korekta w dół tegorocznego zysku linii lotniczych wynika z pogarszającej się sytuacji linii europejskich. Coś złego dzieje się na Starym Kontynencie?

Tony Tyler: Przeciwnie, sytuacja w Europie od dawna nie była tak dobra jak teraz. Niestety, nie jest tak dobra, jak się nam to wydawało trzy miesiące temu. W gospodarce nie do końca wszystko się wyprostowało, są napięcia polityczne, no i koszty poszły w górę. Wiele do życzenia pozostawia kontrola ruchu w powietrzu.

Pozostało 92% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą