Odeszła Bogna Jaśkowiak, „matka” marki biura podróży Grecos

Bogna Jaśkowiak 1972 - 2020

W nocy z piątku na sobotę zmarła nagle Bogna Jaśkowiak. Marketingowiec z krwi i kości, ostatnie sześć i pół roku kierowała działem marketingu biura podróży Grecos.

Chociaż w styczniu pożegnała się z Grecosem i poszła dalej swoją ścieżką zawodową, to właśnie z tego okresu zostanie najmocniej zapamiętana. Bo odcisnęła na tej firmie niezwykle silne piętno. Jak mówi prezes Grecosa Wojciech Skoczyński, była matką marki Grecos, z głównym hasłem tego biura „Wielkie greckie wakacje” na czele.

Jaśkowiak urodziła się w Kołobrzegu i z tym miastem czuła się zawsze związana, chociaż na studia wyjechała do Poznania i tam już zamieszkała na stałe. Ukończyła na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza nauki polityczne i dziennikarstwo, później jeszcze studia podyplomowe dla rzeczników prasowych.

Pracę zawodową zaczynała jeszcze na studiach w firmie mediowej AMS, później dziesięć lat spędziła, przechodząc szczeble kariery aż do stanowiska client service director, w agencji marketingowej Men at Work, gdzie opracowywała strategie i kampanie dla największych marek, jak BZ WBK, Grupa Żywiec, Danone, Maspex, OKI Poland, PZU Życie czy Mieszko.

Do Grecosa trafiła w 2013 roku, kiedy była to jeszcze firma początkująca w turystyce masowej. Jaśkowiak była początkowo jedynym tam marketingowcem. Budowała więc dział od podstaw, kilka lat później liczył on już 12 osób.

Jak sama wspominała, praca w Grecosie dała jej ogromną satysfakcję, tworzyła tam strategię marki firmy, która chciała być postrzegana jako specjalista od greckich wakacji. Wprowadzała główne hasło promocyjne Grecosa „Wielkie greckie wakacje” i postać sympatycznej kozy występującej w reklamach, a także Pana Grecosa w białym kapelusiku, jako symbolu przewodnika i specjalisty od Grecji. Jej pomysłem był również wykorzystywany w spotach „grecki spór” – kiedy dwóch Greków się kłóciło godził ich Pan Grecos.

Wprowadziła nową jakość do katalogów biura podróży, które coraz mniej przypominały zwykłe zestawienie wiadomości o hotelach, a coraz bardziej przewodnik, poradnik i książkę kucharską. Jednocześnie nadzorowała cyfrową transformację biura podróży, co też oceniła jako jedno ze swoich większych wyzwań zawodowych.

Efekty tych zabiegów były wymierne – skokowo rosła sprzedaż i rozpoznawalność Grecosa. Firma w najlepszym dla siebie 2017 roku wysłała do Grecji 200 tysięcy klientów i osiągnęła 500 milionów złotych przychodów.

„Najwięcej satysfakcji przyniosło mi tworzenie zespołu marketingowego i rozwijanie poszczególnych funkcji marketingowych w ramach Grecosa. To ludzie tworzą markę zarówno kształtując jej komunikacyjne oblicze, jak i będąc jej ambasadorami na zewnątrz. Cieszę się, że mogłam pracować z ludźmi z pasją, cieszę się, że zostałam zarażona pasją do Grecji!” – wspominała w rozmowie serwisem Turystyka.rp.pl w styczniu tego roku, kiedy podjęła decyzję o odejściu z Grecosa.

Zmarła nagle. Miała 48 lat, osierociła dwóch synów bliźniaków i zostawiła męża.

Bognę wspominają jej przyjaciele i współpracownicy.

Wojciech Skoczyński, prezes Grecosa

Nasza współpraca zaczęła się od przygotowania katalogu. Bogna pracowała nad nową koncepcją z wielkim zaangażowaniem. Kiedy wydawało się, że wszystko poszło tip top, okazało się, że na okładce jest literówka. Bogna strasznie się tym przejęła, pamiętam, że wręcz się popłakała. Jak się potem okazało, zawsze pracowała, oddając się bez reszty bieżącemu zadaniu. Należała do bardzo energicznych, odważnych w podejmowaniu nowych wyzwań, nawet jeśli wymagały od niej wyjścia poza strefę komfortu.

Odpowiadała za cała strategię marketingową, miała masę pomysłów, z których wiele wdrożyła. Była matką marki Grecosa, kojarzącą się z wielkimi beztroskimi greckimi wakacjami.

Zapamiętam Bognę wznoszącą okrzyk Jamas! Nie tylko podczas toastów, używała go też jako zawołania przy wielu innych okazjach.

Bogna Jaśkowiak, Janusz Śmigielski, Agnieszka Piechocka, Wojciech Skoczyński, Barbara Kasztelan, Adam Górczewski.

Janusz Śmigielski, wiceprezes Grecosa

Trudno pisać o Bognie w czasie przeszłym, wszyscy jesteśmy w szoku. Była bardzo pracowitą osobą. Od samego początku z wielkim zaangażowaniem budowała markę Grecosa, oddała się temu całkowicie.

Prywatnie była pełna pasji, pozytywnego podejścia do życia. Inteligentna, dowcipna, zawsze z celną i nietuzinkową ripostą. Rozmawialiśmy na wiele tematów i zawsze była dla mnie źródłem także życiowej mądrości. Wiem, ile znaczyła dla ludzi ze swojego zespołu. Oprócz tego, że była mentorem w kwestiach zawodowych, była przede wszystkim przyjacielem, powiernikiem i dobrym doradcą we wszystkich codziennych troskach. Odeszła tak młodo, miała wspaniałą rodzinę. Wielka strata….

Dział marketingu Grecosa (obecni i byli pracownicy): Joanna Ciemny, Michał Cieśla, Aleksandra Czekaj, Katarzyna Dobroń, Michał Frąckowiak, Alicja Grabowska-Lucignano, Marcin Malinowski, Paulina Nowicka, Justyna Serafin, Jagoda Szymkowiak, Małgorzata Talaga, Agnieszka Wojtaszek, Agata Wojtkowiak.

Niełatwo napisać w kilku zdaniach, co czujemy, a jednocześnie przekazać, jak wartościowym człowiekiem była Bogna. Nie tak dawno, zaczynając nową ścieżkę zawodową, Bogna żegnała się z Grecosem: „Początki bywają różne – mogą być trudne, najczęściej są ekscytujące. A zakończenia? Jak nadać im barwę zamalowującą smutek i zmierzch? Ja znajduję remedium we wdzięczności”.

Pożegnanie, któremu przyszło nam stawić czoła, jest dla nas olbrzymim ciosem. Tak trudno pogodzić się z tym, że tym razem żegnamy się na zawsze. Wierzymy, że znajdziemy ukojenie, podobnie jak ona, we wdzięczności. Za niezliczone rozmowy – te o sprawach zawodowych, które absorbowały nas każdego dnia w biurze, jak i te prywatne. Bo Bogna nie była tylko szefem, była też kumpelą, na którą zawsze mogliśmy liczyć.

Zawodowo czerpaliśmy od niej garściami – zarażała pasją do marketingu, reklamy i do Grecji, którą tak pokochała. Swoje kampanie realizowała z pełnym zaangażowaniem i wiarą w to, co robi. Była prawdziwym wzorem do naśladowania i wspaniałym nauczycielem.

Doskonała mówczyni, zawsze przygotowana, pewna siebie, elokwentna, wzór erudycji. Dała nam się poznać jako osoba o wielkim sercu, wulkan energii, a zarazem oaza spokoju. Energiczna, z niezwykłym poczuciem humoru, szczera, wrażliwa, otwarta na ludzi i nowe doświadczenia. Jej rady, dobre słowa i życiowa mądrość pozostaną w nas na zawsze. Będzie nam jej brakowało…

Barbara Kasztelan, do grudnia zeszłego roku menedżer ds. kategorii w dziale marketingu w Grecosie

Bo gna, BiOłDżi, Queen B – dla mnie rajski ptak. Przez ostatnie 6 lat pracowałyśmy razem. W styczniu nasze drogi zawodowe się rozeszły, dzięki temu mogłyśmy już bez oporu kontynuować coś więcej – przyjaźń.

Bogna była moją przełożoną, szefową. Wymagająca, bystra bestia. Jej głowa była pełna informacji, wiedzy, logiki, poprzeczek – bardzo wysoko postawionych poprzeczek. Od niej nauczyłam się najwięcej. Pewnie dlatego, że chciała mnie czegoś nauczyć. Taką miała misję. Była nauczycielem, dla mnie mentorem. Chodząca inteligencja i mądrość. Miliony książek przeczytanych, które tak kochała. Zawsze na bieżąco, zawsze ze swoim zdaniem. Uparta, czasami aż za bardzo. Uwielbiałam jej ostre i błyskotliwe poczucie humoru. Bywała też groźna i nieustępliwa. Bardzo wymagająca od siebie i innych. Ale to ona właśnie, na koniec każdego ważnego zadania czy projektu puszczała głośno muzykę i tańczyła. Uwielbiała tańczyć, bawić się i rozmawiać. Była ciekawa ludzi i świata. Pomocna. Nie godziła się na niesprawiedliwość i szukała rozwiązań.

W moim mailu na pożegnanie do Grecosowej rodziny napisałam tak: „Przede wszystkim, the one and only Bogna, zwana BiOłdżi. Bogna jest świetnym managerem, nauczycielem, przyjacielem. Nie jest to wcale łatwa i prosta sprawa. Bo połączyć regularne „OPR’y”, niestety często słuszne, konstruktywną krytykę oraz uśmiech i taniec new jazz na koniec każdego ważnego dla nas projektu, nie jest wcale łatwo. Dzięki Bogna za wszystkie medale i ich strony za cierpliwość, wskazówki, wsparcie, wykłady, marudzenie, przeciąganie przez bagno, żeby z niego wyjść w cekinach, za wszystkie projektowe piwoty i pracę od początku, bo tak będzie po prostu lepiej. Przede wszystkim za wyrozumiałość i ciepło. Życzę każdemu takiego SZEFA!!! Yaaas QUUEEEENNNN B!!!!!”

Otwarta, choć lubiła trzymać swoje prywatne życie prywatnie. Wpuszczała do niego niewiele osób. Mnie wpuściła. I to dla mnie zaszczyt.

Bogna to wielki przyjaciel. Wspierała zawsze, służyła doświadczeniem, radą, ramieniem. Podpora. To do niej właśnie zwracałam się w najtrudniejszych sytuacjach. Doświadczenie przekładała na mądrość życiową. Szczera, kochana, uśmiechnięta i kojąca dusza. Żona, Mama bliźniaków. Nigdy nie pragnęła być matką wzorową. Chciała tylko, żeby chłopcy poznali świat i jego barwy. Według mnie świetna. Kobieta przez duże K.

Ogromna strata…

Bogna Jaśkowiak, Pan Grecos, Barbara Kasztelan

Magdalena Czech, kierownik produktu w Grecosie

Bogna była szalenie inteligentną osobą, z niesamowitym poczuciem humoru, który uwielbiałam. Przez ostatnie kilka lat rozmawiałyśmy codziennie – zawsze bardzo zaangażowana, potrafiła znaleźć czas, żeby doradzić i pomóc rozwiązać problem, nie tylko zawodowy.

Z wdzięcznością wspominam naszą współpracę – setki maili, godziny rozmów i spotkań – szczególnie utkwiły mi w pamięci te, które dotyczyły pracy nad katalogiem czy corocznych wyjazdach z cyklu Grecos Adventure, kiedy to nie raz się spierałyśmy, ale ostatecznie zawsze udało się znaleźć wspólną wizję. Podczas wyjazdów była wspaniałym kompanem, zawsze z pozytywnym nastawieniem. Chyba od pierwszej podróży pokochała Grecję i Greków, chętnie poddawała się greckiemu nastrojowi siga-siga.

Współpracowałyśmy przy organizowaniu wszystkich firmowych wydarzeń, odbyłyśmy mnóstwo wspólnych służbowych podróży, razem denerwowałyśmy się przed wejściem na scenę podczas prezentowania nowych produktówGrecosa. A potem wspólnie bawiłyśmy się na firmowych wigiliach i podczas Grecos Adventure.

Wiadomość o śmierci Bogny jest dla nas wszystkim szokiem. Od kiedy pożegnała się z firmą w lutym, bardzo nam jej brakowało w biurze – nie tylko służbowo – dlatego utrzymywałyśmy prywatny kontakt i nie zdążyłam się jeszcze za nią stęsknić. Świadomość, że już się nie zobaczymy napełnia mnie ogromnym smutkiem. Miała mnóstwo planów, była podekscytowana nowym rozdziałem w życiu, tym bardziej trudno nam wszystkim się pogodzić, że nie ma jej już między nami. Zawsze będę Ją pamiętać jako żywiołową, pełną energii i pomysłów osobę.

Marcin Pietrzyk, przewodnik po Grecji, wcześniej kierownik zespołu rezydentów w Grecosie

Nie mogę jeszcze uwierzyć, że tymi słowami wspominam Bognę. To się po prostu nie dzieje! Byliśmy umówieni na początku kwietnia na spotkanie w Poznaniu. Nie zobaczymy się przez pandemię, innego powodu nie akceptuję.

Połączył nas Grecos, ale tak naprawdę to niesamowita chemia między nami. Rozumieliśmy się bez słów. O ile byłem jej mentorem w Grecji, jak mnie nazwała w pożegnalnym mailu, kiedy odchodziła z firmy, o tyle Bogna była dla mnie przewodnikiem po niesowitym świecie marketingu, odsłoniła przede mną nieograniczone możliwości pokazania piękna mojej drugiej ojczyzny.

Byłem szczęściarzem, bo rozmawialiśmy dużo. I zawodowo, i prywatnie. Próbowaliśmy znaleźć balans między prywatnym i zawodowym życiem. Cieszyliśmy się jak dzieciaki z kolejnych wyzwań, sukcesów, bo czuliśmy, że robimy coś niepowtarzalnego. Ile było śmiechu w Chanii na Krecie, kiedy pijąc kawę dowiedziałem się od Bogny, że ruszające się zdjęcia robimy za pomocą prostej aplikacji. A potem robiliśmy sobie dziesiątki fotek wykorzystując efekt ruchu.

Bogno! Należysz do najcenniejszych współpracowników, których spotkałem na swojej drodze zawodowej. Dziękuję, że byłaś przy mnie, dziękuję za wsparcie. Tylko nie rozumiem, dlaczego tak szybko nas opuściłaś?! Gdziekolwiek jesteś, pamiętaj o swoim koledze i przesyłaj pozytywną energię.

Adam Górczewski, do stycznia rzecznik prasowy Grecosa

To wciąż wydaje mi się niemożliwe… Informację dostałem rano, a jeszcze poprzedniego wieczoru żartowaliśmy w sieci. Kilka dni wcześniej spotkaliśmy się – Bogna cieszyła się nowym wyzwaniem zawodowym, ale analizowaliśmy też wpływ koronawirusa na turystykę. Rozmowy z nią skrzyły się od wyjątkowego humoru i były fascynującym starciem intelektualnym. Była wyjątkowo inteligentna, widząca czynniki i konteksty niewidoczne dla większości z nas. Widziała liczne potencjalne skutki świeżo wymyślonego marketingowe hasła, przewidywała myśli odbiorców, szybko znajdowała ewentualne nieporozumienia, które mogły wynikać z pozornie niewinnego tytułu czy zdania w komunikacie.

Wprowadzała mnie cierpliwie w świat turystyki i marketingu. Najbardziej pamiętam jedną z pierwszych lekcji: „Człowiek całe życie na coś czeka, często nie wiadomo na co. Dlatego pewność daje mu to, że co rok czeka na wakacje. To często nadaje sens pracy przez jedenaście miesięcy – oczekiwanie na takie rodzinne podsumowanie roku, na wyjazd i oderwanie się od powtarzalności, codzienności. Naszym zadaniem jest najpierw zapowiedzieć ludziom, że to możliwe, a potem sprawić, by fantastycznie przeżyli wakacje; dać im to, czego pragną, by spełnili jedno marzenie i mieli nowe, które nada sens pracy przez kolejny rok”. Bogna potrafiła nadać sens życiu.

Tak Bogna Jaśkowiak wspominała swoje oczarowanie Grecją.

Zatrzymane w filmowym kadrze

Bogna Jaśkowiak

Nie wiem do końca kiedy i jak to się tej Grecji i Grekom udało, że mnie zaczarowali. Czar działa tak, że będąc w kraju alfy i omegi w pewnym momencie czuję, że wszystko zwalnia… Zanurzam się w siga-siga i już wiem, że tak należy, nie trzeba stawiać oporu i że wszystko będzie dobrze.

Doświadczam tego za każdym razem, niezależnie od tego, czy wpadam do Grecji na chwilę służbowo, czy spędzam tam rodzinne wakacje, dłużej roztapiając w słońcu codzienny pośpiech.

Pamiętam jedną z przerw między hotelowymi inspekcjami. Dzięki Basi, naszej rezydentce na Rodos, zjechałyśmy z trasy do tawerny. Do tawerny nie „nad morzem”, nie „na plaży”, ale do miejsca, w którym stoliki stoją po prostu… w wodzie. Małe mezedes (przystawki), szklanka schłodzonej retsiny, przyjemny cień pod parasolem, pływające między naszymi nogami rybki. Szkoda gadać w takich momentach, cieszyłyśmy się chwilą. Jedna z nas, kiedy czekałyśmy na rachunek po posiłku, wskoczyła do wody i zdążyła popływać, a potem po prostu wsiadłyśmy do samochodu i wróciłyśmy na nasz szlak. Zatrzymane w drodze, zatrzymane w prawdziwie filmowym kadrze.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Awaria spowodowała, że samoloty nie poleciały

Awaria europejskiego systemu planowania lotów ETFMS we wtorek rano spowodowała poważne zakłócenia w transporcie ...

W majówkę rusza Muzeum Magicznego Realizmu

Muzeum Magicznego Realizmu w Wiśle otworzy swoje podwoje 1 maja. Zobaczyć w nim będzie ...

Dary Dionizosa

Źródła tradycji winiarskich Grecji giną w mrokach przeszłości. Religia starożytnych koncentrowała się na cudownych ...

Expo coraz bliższe przesunięcia

Od nowego terminu Expo w Dubaju dzieli świat już tylko jeden krok – głosowanie ...

DER Touristik wchodzi do Rumunii

Należący do Grupy DER Touristik Exim Holding przejął rumuńskie firmy Touring Europabus Romania, Nova ...

Cascamorras, czyli walka o Matkę Boską

Co roku 6 sierpnia mieszkańcy dwóch sąsiednich miejscowości w okolicy Grenady – Bazy i ...