W Wielkiej Brytanii, Niemczech i pozostałych krajach europejskich TUI sprzedaje przede wszystkim wycieczki zorganizowane. W ten sposób obsługuje rocznie 21 milionów klientów. A ponieważ ma apetyt na więcej, zamierza mocniej zaznaczyć swoją obecność w Ameryce Południowej i Azji, konkretnie w Chinach, Indiach i Brazylii.

Czytaj: „W TUI można już zarezerwować konkretny pokój”.

Tamtejszych turystów chce przekonać, by kupowali od niego pakiety dynamiczne. Mimo że już teraz prężnie działają tam internetowi agenci, tacy jak Ctrip, Despegar i MakeMyTrip, prezes Grupy TUI Fritz Joussen nie obawia się konkurencji, bo, jak twierdzi, jego firma nie będzie skupiać się na samej sprzedaży ofert.

– Zarabiamy, sprzedając pobyty w hotelach. Możemy więc przekierować część osób do naszych własnych obiektów. Jeśli pozyskamy w ten sposób zaledwie 10 procent klientów, platforma sama się sfinansuje – wyjaśniał prezes, cytowany przez portal branżowy Skift, w trakcie podsumowania półrocznych wyników grupy.

Czytaj też: „TUI – na półrocze większy obrót, mniejszy zysk”.

Pomysł zakłada pozyskanie nowych gości przy stosunkowo niewielkim nakładzie kosztów i małym ryzyku biznesowym. Koncern będzie prowadził dalszą ekspansję, wykorzystując nowy typ platformy internetowej, którą nazywa GDN-OTA (Global Distribution Network – Online Travel Agency – globalna sieć dystrybucji – internetowa agencja turystyczna).