Niemiecki Urząd Statystyczny (Destatis) opublikował dane dotyczące przychodów tamtejszej branży turystycznej. Pod uwagę wziął okres od stycznia do września zeszłego roku. Okazuje się, że obroty biur podróży, agentów turystycznych i platform rezerwacyjnych były o 61 procent mniejsze, licząc rok do roku. Rynek najmocniej załamał się w drugim kwartale – od kwietnia do czerwca w tym segmencie przychody spadły o 91 procent. Trochę lepiej było w kolejnych trzech miesiącach, choć i tu spadek wyniósł 75 procent.

Gorzej wiodło się także hotelarzom. W letnim półroczu 2020 roku (od maja do października) obiekty noclegowe sprzedały w sumie 209,6 miliona noclegów, czyli o 31 procent mniej niż przed rokiem. Najbardziej spadły przyjazdy z zagranicy – o 68 procent (17,2 miliona).

CZYTAJ TEŻ: Niemiecka branża turystyczna: Bez pomocy rządu nie przetrwamy zimy

W hotelach i pensjonatach liczba noclegów była mniejsza o 40 procent – wpływ na to miały spadki odwiedzin gości krajowych (minus 31 procent) i zagranicznych (minus 72 procent). Lepsze wyniki zanotowali właściciele domów i mieszkań wakacyjnych – tu Destatis mówi wręcz o wzrośnie o 1 procent. Co prawda klientów z zagranicy było mniej – w sumie wykupili 1,8 miliona noclegów (minus 41 procent), ale dopisali goście krajowi (33,3 miliona noclegów, plus 5 procent). Podobnie było na kempingach – od maja do października klienci wykupili tam o 6 procent noclegów więcej (31 milionów goście krajowi, plus 15 procent, 2,1 miliona goście zagraniczni, minus 50 procent).

Analiza rynku hotelarskiego pokazuje też wpływ ruchu biznesowego na jego kondycję. Ponieważ w zeszłym roku wypadło wiele targów i podróży służbowych, duże spadki w liczbie sprzedanych noclegów widać w Berlinie (minus 68 procent) i Hamburgu (minus 54 procent). Najmniej dotkliwie skutki lockdownów odczuli gestorzy bazy noclegowej z Meklemburgii-Pomorza Przedniego i Szlezwiku-Holsztynu (odpowiednio minus 5 i minus 6 procent), a więc landów z dostępem do morza.

ZOBACZ TAKŻE: Niemieccy hotelarze boją się fali upadłości