Filip Frydrykiewicz: W wypadku drogowym w Chorwacji zginęli klienci firmy działającej pod nazwą „U Brata Józefa Biuro Podróży Jarosław Miłkowski”, ale przecież takiego biura podróży nie ma w centralnej ewidencji organizatorów turystyki.

Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki: Tragiczny wypadek odsłonił fragment ignorowanej dotąd przez wielu rzeczywistości – panoszącej się w turystyce szarej strefy. Chciałbym tu abstrahować od przyczyn i skutków wypadku. Nad wyjaśnieniem jego okoliczności pracuje chorwacka policja i polska prokuratura. Wypadki się w turystyce zdarzają - im więcej podróżujemy, tym większe statystycznie prawdopodobieństwo. Ale interesujący jest inny aspekt, ten na który pan zwrócił uwagę.

Czytaj więcej

12 polskich pielgrzymów zginęło w wypadku autokaru w Chorwacji

Nazwa biuro podróży nie jest nigdzie zastrzeżona, ani nawet zdefiniowana, każdy jej może używać. Ale zawód organizatora turystyki, popularnie zwanego biurem podróży, jest już regulowany ustawą o imprezach turystycznych. Jedną z najważniejszych regulacji tej ustawy jest obowiązek zgłoszenia działalności do marszałka województwa, w którym organizator ma siedzibę. Z kolei podstawowym warunkiem, żeby marszałek wpisał taki podmiot do ewidencji organizatorów jest posiadanie przez niego zabezpieczenia finansowego na wypadek niewypłacalności. Najczęściej chodzi o gwarancję ubezpieczeniową. Tę gwarancję trzeba odnawiać co 12 miesięcy. Każdy kto działa bez takiego wpisu działa nielegalnie, a co za tym idzie podlega karze. U Brata Józefa takiego wpisu, mimo że – jak podaje na swojej stronie internetowej działa od 2017 roku – nie ma. W tym sensie działa nielegalnie, w szarej strefie.

Chciałem podkreślić, że przepisy regulujące wykonywanie zawodu organizatora turystyki to nie wymysł polskiego ustawodawcy – te same zasady obowiązują w pozostałych krajach Unii Europejskiej, są one bowiem oparte na dyrektywie Unii Europejskiej z roku 2015.

Unia Europejska dopuściła jednak w dyrektywie wyjątki.

Dlatego zawiera je też polska ustawa. Unii Europejskiej chodziło o zostawienie furtki – moim zdaniem na wyrost - dla działań społecznych, żeby nie trzeba było formalizować każdej inicjatywy wyjazdu grupy osób. Polska ustawa dopuszcza więc możliwość zorganizowania wyjazdu bez zgłaszania organizatora do ewidencji.

Chodzi jednak o ściśle określone sytuacje. Można to zrobić pod warunkiem, że ten kto to robi, robi to niezarobkowo, dla ograniczonej grupy osób (np. dla grupy znajomych, dzieci z jednej klasy, drużyny harcerskiej lub klubu sportowego) i okazjonalnie. Wszystkie trzy warunki muszą być spełnione jednocześnie.

Ze strony U Brata Józefa wynika, że przynajmniej jeden warunek, „okazjonalności”, nie był spełniony. Jest tam bowiem zapowiedzianych kilkanaście imprez z planowanymi datami realizacji.

Jest tam też mowa o ich „cenie”, co sugeruje charakter zarobkowy działalności prowadzonej przez właściciela. Zresztą już sama forma prawna jednoosobowej działalności gospodarczej, w ramach której jest prowadzone to biuro i dwa kody PKD (działalność organizatora turystyki i działalność pośrednika turystycznego) wskazuje, że jego działalność miała charakter merkantylny.

Z kolei ogłaszanie wyjazdów na pielgrzymki na stronie internetowej wraz z umieszczeniem tam „formularza zgłoszeniowego” i hasłem „wyjazdy z dowolnego miejsca w dowolnym terminie” sugeruje, że każdy może się zapisać na wyjazd, nie tylko ograniczona, na przykład do jednej parafii, grupa wiernych.

Polska Izba Turystyki nie ma nic przeciwko organizowaniu wycieczek różnych środowisk i grup ludzi, ale uważamy, że skoro są to imprezy cykliczne, z dużym zasięgiem, to powinny się odbywać z udziałem legalnego, profesjonalnego organizatora, zgodnie z zasadami ustawy.

Brak wpisu do ewidencji organizatorów turystyki to grzech podstawowy „biura podróży”. Czy są też inne zasady, którymi muszą kierować się legalnie działające biura podróży, a których nie przestrzegają te z szarej strefy?

Mogę wymienić całą listę – wystarczy zacytować przepisy ustawy o imprezach turystycznych. Ale kilka wydaje mi się najważniejszych – widać ich brak w wypadku U Brata Józefa – wskazałbym brak precyzyjnie spisanych praw i obowiązków organizatora imprezy turystycznej i klienta, brak wyjaśnienia zakresu ubezpieczenia, brak procedury reklamacyjnej, brak szczegółowego opisu oferty.

Często organizatorzy z szarej strefy w ogóle nie zawierają umów z klientami! Wszystko odbywa się na gębę.

Te wszystkie elementy to abc oferty biura podróży. Przy czym ustawodawca kładzie jeszcze nacisk, że wszelkie informacje powinny być przekazywane klientowi w sposób czytelny i zrozumiały.

Z pierwszych doniesień wynika, że w pielgrzymce organizowanej przez U Brata Józefa z pielgrzymami nie jechał pilot.

Według przepisów grupie powinien towarzyszyć pilot. Pilot ma czuwać nad przebiegiem całej podróży. Łącznie z tym, że to on informuje kierowców, jaką trasą mają jechać, śledzi trasę, obserwuje zachowanie kierowców i pasażerów.

Jak pan ocenia rozmiar szarej strefy w stosunku do wielkości rynku turystycznego?

Co najmniej na 30 procent. Są sytuacje, że podmioty działające w szarej strefie – firmy, fundacje, organizacje pożytku publicznego, pojedyncze osoby - nie przestrzegają ustawy o imprezach turystycznych, ale są też takie, że za nic mają nie tylko przepisy tej ustawy, ale również nie płacą podatków, czyli działają na szkodę skarbu państwa.

Lwią część stanowią pokątni organizatorzy pielgrzymek, wycieczek szkolnych, wyjazdów sportowych i wyjazdów członków związków zawodowych.

Ostatnio spektakularny był przykład biura podróży prowadzonego przez polskiego przedsiębiorcę z Zanzibaru. Jego firma z Gdańska dostała zakaz organizowania imprez turystycznych. Ostatnie doniesienia mówią, że jest ścigany listem międzynarodowym gończym.

Polska Izba Turystyki miała w tym swój udział. Często zgłaszamy urzędom marszałkowskim, na których spoczywa ustawowy obowiązek kontrolowania podejrzanej działalności w turystyce, nasze podejrzenia odnośnie do legalności organizowania imprez turystycznych. Obecnie prowadzimy jedenaście takich spraw.

Zwracamy na to uwagę przy każdej okazji, apelujemy do różnych władz o ściganie podobnych praktyk. Ich ukrócenie leży w interesie uczciwie działających firm, ale i w interesie konsumentów. Niestety, odzew na nasze apele jest mniej niż znikomy.

Jak obecność tak wielkiej – odwołuję się do pańskiej oceny - szarej strefy oddziałuje na rynek turystyczny?

Destrukcyjnie pod każdym względem. Po pierwsze uderza w samych konsumentów – jeśli działająca na dziko firma zniknie lub powie, że nie wykona usługi, mogą stracić pieniądze lub urlop. Działanie szarej strefy narusza zbiorowe interesy konsumentów.

Po drugie powoduje nierówność konkurencyjną na rynku. Legalnie działające firmy są często na przegranej pozycji, ponieważ muszą zapewnić sobie gwarancje, co jest kosztowne, nie mówiąc o dopełnieniu wielu formalności i przestrzeganiu reguł.

Po trzecie, jeśli nielegalny organizator zbankrutuje, i zostawi za granicą klientów, tych klientów trzeba będzie sprowadzić – na przykład wysyłając po nich samolot - na koszt skarbu państwa, czyli de facto wszystkich podatników. Nie można do tego użyć Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, powołanego do zabezpieczenia klientów przedsiębiorców, którzy działają legalnie i wnoszą na rzecz tego funduszu składki.

Paradoks polega też na tym, że powołane do tego organy nie koncentrują się na ściganiu pseudoprzedsiębiorców, ale na kontrolowaniu tych działających legalnie. Oni regularnie podlegają licznym sprawdzeniom – na urzędów marszałkowskich, urzędów skarbowych, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – a ci z szarej strefy nie są nękani przez nikogo.

Dopiero kiedy dzieje się coś niedobrego urzędnicy i politycy pytają się „dlaczego”. Wtedy pada cień na całą branżę turystyczną, co również w nas uderza.

Podczas niedawnego spotkania branży turystycznej z Pomorza z wiceministrem sportu i turystyki Andrzejem Gutem-Mostowym i dyrektorem departamentu turystyki w tym resorcie Dominikiem Borkiem prezes Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej i zarazem dyrektor departamentu turystyki w pomorskim urzędzie marszałkowskim Marta Chełkowska zgłosiła postulat przeprowadzenia przez ministerstwo – może z udziałem Polskiej Organizacji Turystycznej – akcji edukacyjnej, wyjaśniającej opinii publicznej w kraju zasad, jakimi rządzi się rynek turystyki zorganizowanej i uczulającej jej na kwestię wybierania legalnych organizatorów.

Podpisuję się pod tym postulatem obiema rękoma.

Co grozi przedsiębiorcy, który organizuje wyjazdy bez wpisu do ewidencji?

Ustawa jest w tym względzie precyzyjna: „Kto bez uzyskania zabezpieczenia finansowego na wypadek niewypłacalności (…) prowadzi działalność w zakresie organizowania imprez turystycznych (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3”.