Wyniki biur podróży za ubiegły rok, aktualna sytuacja na rynku turystycznym i prognozy na nadchodzący sezon to główne tematy debaty touroperatorów, która odbyła się 20 kwietnia w Warszawie podczas ostatniej konferencji Spotkanie Liderów Turystyki. Organizują ją dwa razy w roku, wiosną i jesienią, dziennik „Rzeczpospolita” i serwis Turystyka.rp.pl.
Zaproszenie do rozmowy, którą poprowadził redaktor serwisu Filip Frydrykiewicz, przyjęli dyrektor biura podróży Join UP! na Polskę i kraje bałtyckie Sabina Saikovskaja, prezes biura podróży Nekera Maciej Nykiel, wiceprezes biura podróży Grecos Janusz Śmigielski, prezes internetowego biura agencyjnego Fly.pl Grzegorz Bosowski i niezależny ekspert ds. turystyki wyjazdowej (do niedawna w eSky.pl) Jarosław Grabczak.
Rok 2025 na plusie
Przedstawiciele branży turystycznej pozytywnie ocenili ubiegły rok. Szczególną uwagę zwrócił 127-procentowy wzrost przychodów Join UP!. Mimo niskiej bazy wynik ten robi wrażenie, podkreślił prowadzący.
Jak tłumaczyła Sabina Saikovskaja, firma zawdzięcza go pracy zespołu, produktowi, elastyczności (która nie oznacza obniżania cen – zaznaczyła) i odporności na kryzysy. Dyrektor przypomniała, że w 2021 Join UP! obsłużył ponad milion klientów. W 2022 roku, po wybuchu wojny, ich liczba spadła do nieco ponad 200 tysięcy. W 2025 roku, działając na dziewięciu rynkach, biuro podróży znów miało ponad milion klientów.
– To był zdecydowanie dobry rok. Widzieliśmy to praktycznie we wszystkich liczbach – włączył się do dyskusji Maciej Nykiel. – Nie przejmowałbym się sygnalizowanym przez Andrzeja Betleja spadkiem zysków – po kilku niesamowicie wzrostowych latach to zupełnie naturalne, chociaż i tak zyski w firmach turystycznych były bardzo przyzwoite – podkreślił.
– Jeśli chodzi o prognozy na 2026 rok, będę reprezentował w debacie optymistyczną część sceny. Sytuacja jest oczywiście wymagająca, ale jestem pewien, że poradzimy sobie z nią i obronimy w Polsce dobre wyniki. W Nekerze jesteśmy po bardzo dobrym pierwszym kwartale – dodał.
Jak wynika z danych przedstawionych chwilę wcześniej przez prezesa Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata Andrzeja Betleja, w 2025 roku zysk netto touroperatorów spadł, licząc rok do roku, o 14,1 procent do 677,2 miliona złotych. Wzrosły natomiast: liczba klientów – o 13,8 procent do 6,6 miliona, przychody z imprez turystycznych – o 17 procent do 27 miliardów złotych i fundusze własne – o 15,5 procent do 2,3 miliarda złotych.
– Można mówić o negatywnej dynamice wzrostu, ale to jest nadal wzrost. Dopóki wszyscy gracze na rynku notują pozytywny wynik finansowy, mają przestrzeń na ugruntowanie swojej pozycji, budowanie albo rozwijanie biznesu, nie należy narzekać – przekonywał Jarosław Grabczak. – Pierwszy kwartał tego roku też wygląda bardzo obiecująco – dodał.
Czytaj więcej
Itaka Holdings, TUI Poland, Rainbow, Coral Travel – cztery największe firmy w polskiej turystyce wyjazdowej – jak i wiele innych, dopiszą sobie min...
Nastroje konsumentów pod wpływem geopolityki
Maciej Nykiel zwrócił uwagę, że w tym sezonie kluczowe znaczenie będzie miała geograficzna struktura oferty touroperatorów, a konkretnie udział w niej z jednej strony krajów bezpośrednio dotkniętych konfliktem na Bliskim Wschodzie, jak te nad Zatoką Perską, i „wizerunkowo trudniejszych”, jak Egipt czy Turcja, a z drugiej strony państw postrzeganych jako bezpieczne, jak Włochy, Hiszpania, Malta czy Maroko.
W tym kontekście za beneficjenta aktualnej sytuacji może być uważany Grecos, który sprzedaje przede wszystkim Grecję, zauważył wiceprezes tego biura podróży Janusz Śmigielski.
– Jesteśmy na mocniejszej pozycji niż touroperatorzy mający w portfolio Turcję czy Egipt, nie wspominając o państwach arabskich z rejonu Zatoki Perskiej. Grecja sprzedaje się na pewno lepiej niż niejeden kierunek, ale też nie nadspodziewanie dobrze. Mamy dodatnią, dwucyfrową – bliską 10 procentom – dynamikę sprzedaży first minute. W marcu i kwietniu była ona porównywalna z zeszłym rokiem – mówił Śmigielski.
Wiceprezes Grecosa zwrócił uwagę na wpływ sytuacji geopolitycznej na decyzje klientów biur podróży. – Konflikty zbrojne, zapowiedzi wzrostu cen czy braku paliw wpływają na nastroje konsumenckie. Klienci wstrzymują się z decyzją i odkładają zakup na później, może kupią „lasty” – zauważył.
Nowy trend – wakacje bez samolotu
Na zmianę zachowań klientów zwrócił uwagę także Maciej Nykiel. – Część klientów – obserwujemy ten trend od mniej więcej sześciu tygodni – nie chce lecieć na wakacje samolotem. Pyta natomiast o produkty z dojazdem własnym – mówił prezes Nekery.
– Niektórzy rozważają na przykład Hiszpanię kontynentalną zamiast wysp, żeby w razie problemów móc wrócić samochodem – wtrącił Jarosław Grabczak.
Zdaniem Macieja Nykiela wpływ na to mają rozpowszechniane przez media fake newsy dotyczące na przykład potencjalnych braków paliwa czy „horrendalnych dopłat” do wycieczek. – Faktów w tym temacie jest znacznie mniej. To problem, który w naszym środowisku powinniśmy szybko rozwiązać – wskazywał prezes Nekery.
Zdaniem Nykiela obawy klientów dotyczące bezpieczeństwa podróżowania samolotami są przejściowe. Prezes podkreślił zdolność Polaków do adaptacji. – W porównaniu z innymi narodami europejskimi Polacy dosyć szybko dostosowują się do nowych sytuacji i nie boją się podróżować – zauważył.
Wskazał także na rosnące zainteresowanie wypoczynkiem w Polsce. – Część klientów sygnalizuje, że spędzi wakacje w Polsce. Uważam, że to będzie świetny sezon dla polskiej turystyki – podkreślił.
Czytaj więcej
Urząd Lotnictwa Cywilnego podsumował ruch na polskich lotniskach w roku 2025. Statystyki pokazują dynamiczny rozwój polskiego lotnictwa, zarówno pr...
Dopłaty paliwowe – decyzje jeszcze nie zapadły
Filip Frydrykiewicz poruszył temat ewentualnych dopłat paliwowych, czyli dodatkowych opłat, które touroperatorzy mogą doliczyć do ceny wycieczki w wypadku znacznego wzrostu cen paliwa, głównie lotniczego. Grecos, Nekera i Join UP! nie planują na razie takiego rozwiązania, choć go nie wykluczają.
– Na razie to tylko hipotetyczny scenariusz, który rozważamy, ale na pewno jesteśmy bardzo dalecy od wprowadzenia go w życie. Sytuacja jest jednak dynamiczna. Myślę, że dziś nikt, kto kieruje spółką touroperatorską, nie jest w stanie jednoznacznie powiedzieć „tak” lub „nie” – stwierdził Maciej Nykiel.
– Wszystko zależy, do jakich rozmiarów dojdzie eskalacja konfliktu czy wzrost cen paliw – przyznał Janusz Śmigielski. Jak dodał, aby uchronić się przed skutkami wzrostu cen paliw, organizatorzy stosują mechanizmy zabezpieczające, nie chciał jednak mówić o szczegółach.
Z kolei Sabina Saikovskaja wskazała na inne rozwiązanie. – Wprowadziliśmy gwarancję stabilnej ceny, którą klient może wykupić jako dodatkową usługę za 129 złotych. Zależy nam, żeby klienci się nie bali i kupowali – mówiła.
Chwilowy spadek sprzedaży u agentów turystycznych
Skutki kryzysu na Bliskim Wschodzie odczuli agenci turystyczni – sytuację z ich punktu widzenia przedstawił Grzegorz Bosowski. W marcu sprzedaż była wyraźnie słabsza w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku, jednak rynek zaczął się szybko odbudowywać – już w kwietniu widać było pierwsze oznaki odbicia.
Mimo chwilowych zawirowań klienci szybko adaptują się do nowej sytuacji. Początkowo reagują emocjonalnie, ale równie szybko wracają do planowania podróży, zwłaszcza gdy pojawiają się atrakcyjne ceny i alternatywne kierunki.
W kwietniu, referował prezes Fly.pl, ceny pakietów turystycznych spadły średnio o około 10 procent, licząc rok do roku, z czego klienci chętnie korzystali. Świadczy to, jego zdaniem, o ich pragmatyzmie i niechęci do rezygnowania z planów wyjazdowych.
Kwestię cen poruszył również Maciej Nykiel. – Obniżki dotyczą niektórych kierunków, głównie we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, i są rekompensowane wzrostem liczby turystów i cen na zachodzie. W Hiszpanii na przykład jest zdecydowanie drożej, zarówno jeśli chodzi o zakup łóżek w hotelach, jak i średnią cenę przelotu. Zachodnia Europa będzie w tym roku beneficjentem wzrostu cen. Oczywiście rodzi się pytanie, jak wiele polski rynek jest w stanie wytrzymać, jednak na razie nie widzimy, przynajmniej w Nekerze, aby siła nabywcza spadała – dodał prezes.
Jarosław Grabczak zwrócił uwagę na ważne rozróżnienie – to nie ceny rosną, ale koszyk zakupowy maleje. Klienci skracają pobyty albo wybierają bliższe kierunki. To właśnie tłumaczy obserwowane spadki średnich wydatków, mimo że same ceny wyjazdów niekoniecznie maleją.
Czytaj więcej
Ogłoszone przez Donalda Trumpa dwutygodniowe zawieszenie broni w wojnie z Iranem wyraźnie poprawiło nastroje w branży turystycznej, która od wielu...
Turyści zmieniają kierunki
Widać także zmiany w wyborze kierunków. – Najbardziej odczuwamy spadki na kierunkach takich jak Egipt i Turcja, które ważą u nas najwięcej. Wyraźnie zyskują natomiast Grecja, Hiszpania czy Tunezja – dzielił się swoimi obserwacjami Grzegorz Bosowski.
Do poprzednich poziomów wróciła również sprzedaż Cypru. Bieżący rok nie zaczął się dla niego dobrze. Atak irańskich dronów na brytyjską bazę wojskową koło Limassol po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie odbił się szerokim echem w mediach, co z kolei skutkowało spowolnieniem napływu nowych rezerwacji, a nawet odwoływaniem już zarezerwowanych pobytów. Warto przy tym podkreślić, że w ataku nikt nie ucierpiał i nie zagroził on na dłuższą metę bezpieczeństwu Cypru.
Jak zwrócił uwagę Maciej Nykiel, Cypr ucierpiał nie tylko przez sensacyjne w tonie doniesienia mediów, ale też irracjonalne decyzje administracyjne. One również wpływają na nastroje klientów i mogą realnie przełożyć się na wyniki sprzedaży. Przypomnijmy – w marcu polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podniosło poziom ostrzeżenia dla podróżujących na Cypr do poziomu 2 (zachowaj szczególną ostrożność) w czterostopniowej skali.
– Straciliśmy sześć tygodni sprzedaży przez niezrozumiałą decyzję o podwyższonym poziomie alertu. Nikt w ministerstwie nie wytłumaczył, dlaczego nałożono ten zakaz. To przykład działania nieprawidłowego i, co czas pokazał, szkodliwego – wytykał Nykiel.
Warto wspomnieć, że Polska zajmuje obecnie trzecie miejsce pod względem liczby turystów w rankingu najważniejszych rynków źródłowych Cypru, po Wielkiej Brytanii i Izraelu, i drugie pod względem liczby noclegów. Z kolei w styczniu tego roku Polacy pobili historyczny rekord – jako pierwsza nacja w historii wyprzedzili w statystykach Brytyjczyków i zajęli pierwsze miejsce.
Ten „piękny wzrost”, mówił prezes Nekery, „ciężko wypracowały takie firmy jak Grecos, które podjęły ryzyko biznesowe i postawiły tam czarter”. – Ten świetny rezultat nie wziął się z niczego, a tu nagle dostaliśmy takiego psikusa. Szkoda marnować taki potencjał – ubolewał Nykiel.
Na szczęście, kontynuował, Cypr – „jedna z wschodzących gwiazd polskiego rynku turystycznego” – obronił się. – W Polsce spadek sprzedaży wyniósł tylko około 15 procent, podczas gdy na innych rynkach sięgał 30–40 procent. To pokazuje, że Polacy podejmują racjonalne decyzje, nawet jeżeli instytucje, na przykład polskie MSZ, rzucają im kłody pod nogi – podkreślił Nykiel.
Od instytucji publicznych prezes Nekery oczekiwałby sprawnej i terminowej komunikacji. Jak podkreślił, kluczowe znaczenie ma szybkie przekazywanie jasnych i dobrze uzasadnionych informacji, tymczasem w praktyce często były one spóźnione lub nieprecyzyjne.
– Często komunikaty wisiały miesiącami czy latami bez aktualizacji. W takich sytuacjach informacje powinny być aktualizowane co tydzień, a nie dla świętego spokoju zostawiane bez zmian – dorzucił Janusz Śmigielski.
Na problem niespójnej komunikacji ze strony instytucji publicznych zwrócił też uwagę Grzegorz Bosowski. Przywołał przykład początku konfliktu na Bliskim Wschodzie, kiedy mapy zagrożeń sugerowały, że całe kraje – jak Egipt czy Turcja – są niebezpieczne, choć później doprecyzowano, że chodzi jedynie o wybrane regiony. Takie niejednoznaczne komunikaty utrudniają pracę branży i potwierdzają, że system informowania wciąż wymaga poprawy.
Czytaj więcej
Gościem najnowszego podcastu z cyklu „Rozmów o turystyce” był Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki, członek władz Europejskiego Związ...
Touroperatorzy optymalizują siatkę lotów
Filip Frydrykiewicz poruszył również wątek „wycinania” przez touroperatorów lotów czarterowych jako „mniej bezpiecznych” w obecnej sytuacji.
– To nie jest wycinanie, ale optymalizacja. Jeżeli do końca etapu first minute odpowiedni poziom obłożenia nie zostanie osiągnięty, matematyki nie oszukamy – trzeba dostosować capacity – mówił Jarosław Grabczak. Jak podkreślił, celem jest uniknięcie sytuacji, w której nadmiar miejsc doprowadziłby do wyprzedaży ofert za bezcen i destabilizacji rynku.
– Nie zmienia się liczba połączeń, ale ich struktura. Touroperatorzy po prostu przekładają czartery z Turcji czy Egiptu do Europy Zachodniej. Podobnie low-costowi przewoźnicy idą w kierunku większego wysycenia tych kierunków, na które przewidują większy popyt – uzupełnił Maciej Nykiel.
W tym kontekście korzystnym rozwiązaniem, kontynuował Jarosław Grabczak, może być pakietowanie dynamiczne, zwłaszcza w wypadku takich kierunków jak Hiszpania czy Włochy, cieszących się obecnie dużym zainteresowaniem i „nasyconych” lotami low-costowymi i regularnymi.
Grabczak zwrócił też uwagę na rosnącą konkurencję o miejsca w popularnych krajach. – To gra „kto pierwszy, ten lepszy”. Jeśli za późno zainteresujemy się Włochami czy Portugalią – na rynku brytyjskim Algarve jest obecnie kierunkiem numer jeden – miejsca zostaną rozszarpane przez touroperatorów z innych krajów, którzy mają zupełnie inną siłę nabywczą. To ekstremalne ćwiczenie z zarządzania biznesem na wysokim poziomie – podkreślał Grabczak. – Jestem jednak optymistą i uważam, że ten sezon będzie dobry, bo w radzeniu sobie w sytuacjach kryzysowych jesteśmy naprawdę dobrzy – dodał.
Szalone ceny i ich konsekwencje
W dyskusji wielokrotnie powracał wątek gwałtownych wahań cen. Na rynku pojawiły się ostatnio oferty w zaskakująco niskich cenach, wyraźne spadki widać na przykład w Egipcie.
– Widziałem ofertę za niewiele poniżej 400 złotych – mówił Grzegorz Bosowski. Choć takie okazje przyciągają klientów, długofalowo nie służą biznesowi. – Klient, który dziś kupi ofertę za 300 złotych, później nie zapłaci za nią trzy czy pięć razy więcej – zauważył prezes Fly.pl, dodając, że rozumie przy tym motywacje touroperatorów, którzy chcą „ratować sytuację, sprzedać jak najwięcej, generować przychody”.
Jak przypomniał Janusz Śmigielski, podobna sytuacja miała miejsce rok wcześniej. – Półtora miesiąca absolutnej nadpodaży i szalonych cen, które niszczą rynek i szkodzą wszystkim – mówił. Efektem był spadek zaufania klientów, którzy zaczęli kwestionować standardowe ceny. – Dlaczego mam płacić 3000, skoro mój sąsiad zapłacił 800? – zobrazował nastroje klientów Śmigielski.
Co więcej, porównywanie cen – „ile zapłaciliście i kiedy kupiliście” – staje się jednym z głównych tematów rozmów turystów, dodał Jarosław Grabczak.
– Ta sytuacja spowodowała spadek zyskowności w całej branży. Dlatego kluczowe staje się racjonalne planowanie. Nie można planować wzrostu 30 procent, bo to się źle kończy – podkreślił Śmigielski. Zamiast agresywnej ekspansji branża powinna postawić na stabilność i kontrolę podaży.
Sabina Saikovskaja zwróciła uwagę na przejściowy charakter obecnych promocji. – Okres niskich cen to moment dostosowywania podaży do popytu. Cena i tak pójdzie w górę, bo rosną koszty paliwa, które stanowią dużą część pakietu. Jestem pewna, że w porównaniu z 2025 rokiem średnia cena wzrośnie – mówiła dyrektor Join UP!.
Czytaj więcej
Klienci, którzy mieli wyjechać w kwietniu na imprezy zorganizowane przez biura podróży, ale zostały one anulowane z powodu toczącej się w tym regio...
Stabilne ceny dzięki kontraktom w Grecji
Filip Frydrykiewicz zapytał wiceprezesa Grecosa o politykę cenową greckich hotelarzy, a konkretnie ich skłonność do podwyższania cen.
– To wynika z praw rynku. Jeśli jest koniunktura, ceny rosną. Ale nie dotyczy to touroperatorów pracujących na kontraktach gwarantowanych, tak jak Grecos w 85 czy 90 procentach. Nikt nie może podnieść nam ceny w tym roku, bo umowy zawieramy na kilka lat do przodu. Tylko w ten sposób możemy działać stabilnie i oferować ceny, które klient kupi – wyjaśnił Janusz Śmigielski.
Jarosław Grabczak wskazał z kolei pułapki tego modelu biznesowego. Wysoki poziom zakontraktowania miejsc to dla touroperatorów solidna podstawa działania – o ile rynek funkcjonuje przewidywalnie i wszystko idzie zgodnie z planem. Problem pojawia się jednak w sytuacjach dużej zmienności i niepewności geopolitycznej, kiedy popyt zaczyna gwałtownie przesuwać się między kierunkami. W takich warunkach sztywne umowy i zobowiązania mogą okazać się obciążeniem i prowadzić do destabilizacji.
Kluczową rolę zaczyna wtedy odgrywać cena. Grabczak zwrócił uwagę, że to ona w praktyce steruje popytem. Jeśli klient rozważa wyjazd na Maltę za 2100 złotych, ale w tym samym czasie zobaczy ofertę wyjazdu do Egiptu za 800–900 złotych, zmienia decyzję. W efekcie „nową Maltą” staje się Egipt – nie dlatego, że bardziej odpowiada preferencjom, ale dlatego, że jest znacznie tańszy, tłumaczył Grabczak. To pokazuje, że naturalne trendy popularności kierunków są dziś silnie zaburzane przez politykę cenową i nadpodaż ofert.
W najbliższych miesiącach to nie klienci będą decydować o kierunkach. – W kwietniu i maju zobaczymy nie to, co wybierają klienci, ale dokąd touroperatorzy ich wysyłają – wskazywał Grabczak.
W kontekście zmian na rynku ponownie pojawił się Cypr, który mimo początkowych perturbacji może okazać się jednym z większych wygranych tego sezonu. Powodów jest kilka. Po pierwsze, ograniczona obecność turystów z Izraela – jednego z kluczowych rynków – oznacza więcej miejsca dla innych klientów, w tym Polaków. Po drugie, doświadczenia z przeszłości pokazują, że polscy turyści szybko wracają do kierunków dotkniętych kryzysami, zwłaszcza jeśli pojawiają się atrakcyjne ceny. Do tego dochodzą zmiany w siatce połączeń lotniczych – ograniczenie lotów na Cypr i przeniesienie ich na inne kierunki zmniejsza podaż, co może pomóc w utrzymaniu wyższych cen. Kolejny czynnik to zaufanie Polaków do sprawdzonego kierunku i chęć powrotu na ulubioną wyspę.
– Wszystko świetnie się tu zgrało. Popyt się opóźnił, a kiedy wróci, trafi na ograniczoną podaż i atrakcyjne oferty – tłumaczył Grabczak.
Czytaj więcej
Podczas dzisiejszego posiedzenia w Ministerstwie Sportu i Turystyki kierownictwo tego resortu podsumowało ewakuację Polaków z Bliskiego Wschodu i p...
Turystyka zorganizowana zdaje egzamin
Filip Frydrykiewicz zwrócił uwagę, że w trudnych sytuacjach widać przewagę turystyki zorganizowanej – podróżując z biurem podróży, klient może liczyć na realne wsparcie: od zapewnienia noclegu po zorganizowanie powrotu do kraju. Akcję sprowadzenia do kraju turystów, którzy po wybuchu wojny utknęli w krajach Bliskiego Wschodu i dalekiej Azji, touroperatorzy przeprowadzili bardzo sprawnie. Pokazała ona ich gotowość do działania w trudnych warunkach i dodatkowo wzmocniła przekonanie, że korzystanie z usług touroperatorów ma sens. Także w tym sezonie może to odegrać dużą rolę w przyciąganiu klientów do biur podróży.
Maciej Nykiel zwrócił uwagę na tempo reakcji touroperatorów. – Byliśmy szybsi od władz, jak zawsze zresztą. W 24 godziny podjęliśmy decyzje o przedłużeniu pobytów, opłaceniu ubezpieczeń i organizacji powrotów klientów. Jako branża zdaliśmy egzamin – ocenił Nykiel.
Podkreślił jednak, że działania te mają swoją cenę: – To są pieniądze nie do odzyskania, ale świadomie wydane, żeby pokazać, że jesteśmy profesjonalistami.
Prezes Nekery krytycznie ocenił natomiast działanie mechanizmów państwowych. – Ilu klientów dostało już zwroty? Zero. Pieniądze leżą w TFG i TFP i nie są wypłacane. Klienci są zdenerwowani, dzwonią do nas, a my musimy tłumaczyć, że procedury trwają – mówił. – Touroperatorzy stanęli na wysokości zadania, natomiast system jest mocno niedoskonały. W takich sytuacjach pieniądze powinny trafiać do klientów w 7–14 dni, a nie po 90 dniach – dodał.
Agent turystyczny jako doradca od ryzyka
Także od agentów turystycznych sytuacje kryzysowe wymagają więcej zaangażowania i odpowiedzialności. Jak zauważył Grzegorz Bosowski, ich praca zyskuje dziś zupełnie nowy wymiar – rozmowy z klientami są dużo trudniejsze niż wcześniej.
– Waga doradztwa wzrosła – podkreślił prezes Fly.pl. Agent przestaje być jedynie sprzedawcą wycieczek, a staje się doradcą w zarządzaniu ryzykiem. Do jego zadań należą przełamywanie obaw klientów, pomoc w wyborze kierunku i organizatora, ocena bezpieczeństwa, wsparcie klienta w sytuacjach nadzwyczajnych, obsługa posprzedażowa czy pomoc w odzyskiwaniu pieniędzy za odwołane imprezy.
Nowy sezon też na plusie
Mimo niepewnej sytuacji na rynku branża turystyczna zakłada wzrost, choć bardziej umiarkowany niż w poprzednich latach i ostrożniej zarządzany.
– Sezon będzie dobry. Trzeba się naprawdę postarać, żeby wyjść z niego na minusie – stwierdził Jarosław Grabczak.
Podobne nastroje panują wśród touroperatorów. – Jesteśmy bardzo dobrej myśli – mówiła Sabina Saikovskaja, zapowiadając rok stabilizacji i poprawy jakości.
– Jestem optymistą – mamy plan i realizujemy go. Pierwszy kwartał pokazał, że umieliśmy się obronić w sytuacji trudnego marca. Jeżeli sytuacja makroekonomiczna polskich gospodarstw domowych się nie zmieni, a na razie nic nie wskazuje, żeby się miała zmienić, czeka nas niezły sezon – ocenił Maciej Nykiel.
– Jesteśmy dobrej myśli. Po pierwszych optymalizacjach chcemy zakończyć sezon jednocyfrowym wzrostem, oczywiście z pełną kontrolą kosztów i rentowności, tak jak dotąd – zapowiedział Śmigielski.
Join UP! zakłada wzrost na poziomie około 10 procent, Nekera powyżej 10 procent, a Grecos około 3,5–4 procent.
Czytaj więcej
Parlament Europejski zatwierdził w czwartek, 12 marca, zmienione przepisy dotyczące imprez turystycznych. Zwiększają one ochronę podróżnych, biorąc...