– Jesteśmy tuż przed rozwiązaniem problemu – ocenił Horban w Polsat News.
Wcześniej jednak wskazywał, że uzasadnione jest przekonanie, że w Polsce jest już nowy wariant koronawirusa z Wielkiej Brytanii, który charakteryzuje  się tym, że rozprzestrzenia się znacznie szybciej niż dotychczas zwalczany. – Jeżeli sto tysięcy ludzi przyjechało do kraju z okolic Londynu, to ten wirus musi tu już być – mówił. – Na razie go szukamy, ale to jest szukanie igły w stogu siana. Będziemy to wiedzieli, jeżeli gwałtownie wzrośnie liczba zakażeń.

Pytany o obostrzenia Horban stwierdził, że „tak daleko nie sięgają myśli, żeby oceniać koniec lockdownu”, ale jeżeli będzie się utrzymywać tendencja, że będzie mniej zakażeń lub tyle samo, ale na pewno nie więcej, to zacznie proponować rozluźnienie rygorów. – Wiadomo, że sytuacja wielu branż w gospodarce jest bardzo trudna, ale dobijamy do brzegu – dodał.

CZYTAJ TEŻ: Rada Turystyki: Ostatni dzwonek, żeby firmy turystyczne nie zbankrutowały

Jak dodał, rozwiązaniem problemu są szczepienia. Chociaż przyznał, że idą one powoli.

Jego zdaniem ograniczenia mogą potrwać jeszcze „może miesiąc, może trzy tygodnie, a może sześć tygodni”. – Będziemy reagowali na bieżąco – zapewnił.

Tymczasem coraz więcej przedsiębiorców, głównie z branży turystycznej i gastronomicznej, zapowiada nieposłuszeństwo i otwieranie biznesów, mimo zakazu. W poniedziałek informowali o tym hotelarze i restauratorzy z Beskidów, a dzisiaj z Warmii i Mazur. Na Podhalu organizują protest pod hasłem „Góralskie veto”, w Krakowie zwołują się na facebooku pod hasztagiem #OtwieraMY, a w Toruniu jako „GastroToruń Umiera”. Jak mówią, nie dostają pomocy od państwa lub jest ona niewystarczająca. Jedyną szansę na uniknięcie bankructwa widzą w powrocie do zwykłej działalności, chociaż oczywiście z zastosowaniem reżimu sanitarnego w ich obiektach. Podkreślają, że nie wolno im tego zakazać, ponieważ wprowadzane przez rząd ograniczenia są niezgodne z konstytucją.

„Obok kryzysu pandemicznego fundujemy sobie gigantyczny kryzys gospodarczy” – napisał w liście do premiera Mateusza Morawieckiego prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak.

Rząd wprawdzie uchwalił w poniedziałek uchwałę o przeznaczeniu około miliarda złotych na pomoc, ale wziął pod uwagę jedynie niewiele ponad 200 gmin górskich. Pieniądze mają trafić do samorządów, a one maja ulżyć przedsiębiorcom, zwalniając ich z podatku od nieruchomości. Rząd ogłosił też uruchomienie pomocy finansowej bezpośrednio dla przedsiębiorców (w całym kraju) w ramach tarczy PRF 2.0. Zanim jednak pieniądze trafią na konta poszkodowanych ograniczeniami miną tygodnie, tymczasem skarżą się oni, że często nie mają już pieniędzy na życie.

Według RMF FM protesty odnoszą skutek, ponieważ rządzący zaczynają rozważać wycofywanie się z ograniczeń. Z drugiej strony zamierzają powstrzymywać zdesperowanych ludzi, którzy mimo zakazu uruchomią swoje biznesy, groźbą zastosowania surowych kar.

Na początek otwartoby sklepy w galeriach handlowych – zapowiadał to dwa dni temu wicepremier i minister rozwoju Jarosław Gowin, a powtórzyła dzisiaj wiceminister rozwoju Olga Semeniuk, która stwierdziła, że resort będzie rekomendował, by w pierwszej kolejności otwarto galerie handlowe, a dopiero w drugiej „wszystkie miejsca, które pozwolą nam do wiosny nie kumulować społeczeństwa w zamkniętych pomieszczeniach” – a później, ewentualnie, hotele. Wciąż zamknięte miałyby zostać siłownie i restauracje – być może aż do wiosny.

Te nieoficjalne doniesienia na temat egzekwowania lockdownu karami potwierdzałaby pośrednio wieczorna wypowiedź wiceminister rozwoju Olgi Semeniuk dla Programu 1 Polskiego Radia. – Stanowisko resortu, jak i całego rządu jest jednoznaczne – w momencie walki z pandemią nie ma czasu i miejsca na łamanie prawa i punktowe otwieranie się poszczególnych gałęzi gospodarczych. Im szybciej to zrozumiemy, im szybciej nasze działania będą wspólnotowe, tym łatwiej nam będzie po prostu gospodarkę uwolnić – stwierdziła Semeniuk.

Zaapelowała do przedsiębiorców „o jeszcze chwilę cierpliwości”. – Naprawdę rozwiązania, o których debatujemy, czego efektem jest chociażby rozszerzenie tarczy finansowej 2.0 o kolejne siedem kodów PKD (chodzi m.in. o dopisanie kodu agencji reklamowych, pod którym działają firmy organizujące targi. konferencje i imprezy rozrywkowe – red.), to jest wynik naszych konsultacji i rozmów z przedsiębiorcami. Taki bunt na pokładzie i duża ilość emocji z tym związana naprawdę nie służy przyspieszeniu zwalczenia pandemii – powiedziała.

Zarazem, mówiąc o dużych emocjach przedsiębiorców, zapewniła, że rząd „nie stawia jeszcze kropki nad i”. – Nie mówimy, że to już wszystko, co żeśmy zaproponowali samorządom czy przedsiębiorcom. Pracujemy cały czas, jesteśmy w dialogu z przedsiębiorcami i różnego rodzaju warianty pomocy z budżetu państwa przedstawiamy. Ale musimy pamiętać, że funkcjonujemy w ramach określonego budżetu – tłumaczyła.