Wizz Air: Dla Polaków szyjemy rejsy na miarę

Bardzo chcielibyśmy latać po Polsce i do Rosji, bo takie loty mają potencjał – mówi szef Wizz Aira Jozsef Varadi.

Publikacja: 29.08.2014 18:28

Wizz Air: Dla Polaków szyjemy rejsy na miarę

Foto: materiały prasowe

Danuta Walewska, Rzeczpospolita": Zapowiada pan 25-procentowy wzrost na polskim rynku, podczas gdy wiarygodne prognozy mówią, że ruch lotniczy w Polsce zwiększy się o 5 procent. Co pan zrobi, żeby Wizz Air rozwijał się pięć razy szybciej niż rynek?

Jozsef Varadi, prezes Wizz Aira

: Sądzę, że polski popyt na podróże będzie większy niż oficjalne prognozy, a dodatkowo przecież można go stymulować. My potrafimy to robić. Kiedy działa się efektywnie i po niskich kosztach, można sobie pozwolić czasami nawet na ryzykowne posunięcia. Dlatego możemy zaoferować niskie taryfy. Właśnie żeby nimi pobudzić rynek.

To w Polsce Wizz Air wykonał swój inauguracyjny lot dziesięć lat temu z Katowic do Londynu. Było to w maju 2004, tuż po tym, jak dziesięć nowych krajów zostało przyjętych do Unii Europejskiej. I od tego czasu każdy rok w Polsce kończyliśmy wzrostem, rozumiemy ten rynek i dynamikę popytu. Dlatego jest nam łatwo dostosować produkty, które dla Polski szyjemy na miarę.

I to nie Węgry, ale Polska stała się kluczowym rynkiem dla Wizz Aira?

Zdecydowanie. To rynek największy i najdojrzalszy.

W tym roku staniecie się zapewne drugim największym przewoźnikiem na polskim rynku, po Ryanairze, równo z LOT-em, który musi ciąć połączenia w zamian za pomoc publiczną. Czy sądzi pan, że w przyszłym roku w Polsce od Wizz Aira będzie większy już tylko Ryanair?

To bardzo prawdopodobny scenariusz. Ale nie ścigamy się na udziały w rynku, chcemy mieć stały wzrost i nowe kierunki, bo inaczej tego rozwoju nie będzie.

Nigdy nie miał pan pokusy, żeby zmienić Wizz Aira w linię tradycyjną?

W żadnym wypadku. Mamy produkt pozwalający utrzymać niskie ceny i nie zamierzamy go zmieniać. Wozimy pasażerów z jednego lotniska na drugie, bez przesiadek na inne nasze połączenia. Nie latamy na długich trasach, bo najlepiej rozumiemy latanie na niewielkich odległościach za niskie ceny.

Czy zastanawiał się pan nad zaoferowaniem w Polsce lotów po kraju, tak jak to robią u nas Eurolot i Ryanair?

Bardzo chcielibyśmy latać po Polsce, bo takie połączenia mają potencjał. Problem w tym, że latamy zbyt dużymi maszynami – airbusami 320 z 180 miejscami na pokładzie. Tymczasem  latanie po takim kraju jak Polska wymaga mniejszych maszyn i większej częstotliwości. Ale zastanawiamy się i przymierzamy ten pomysł do naszego modelu biznesowego. Strategicznie jesteśmy jak najbardziej zainteresowani.

Na ile Wizz Airowi udało się na rynku węgierskim zastąpić Malev, który zbankrutował w 2012 roku?

Jesteśmy największym przewoźnikiem na rynku węgierskim, nasz udział w nim jest trzykrotnie większy niż kolejnej linii. Możemy się więc uważać za narodowego przewoźnika, a ruch na lotnisku w Budapeszcie jest dzisiaj większy niż za czasów Malevu. Wzrosła liczba przyjazdów w celach turystycznych i mam wrażenie, że podaż miejsc jest dopasowana do potrzeb kraju, jakim są Węgry. Większość ruchu to przeloty z jednego portu do drugiego, a nie loty przesiadkowe.

Jesteśmy bardzo elastyczni. Mamy świadomość, że nasza branża może ucierpieć z powodu polityki, załamania gospodarki, tych powodów jest wiele więcej. Uważnie też śledzimy wszelkie informacje polityczne, aby niemal natychmiast zwiększyć bądź zmniejszyć oferowanie. Kiedy obserwujemy wzrost po spadku, równie szybko reagujemy, podstawiając dodatkowe samoloty.

Mieliście w planach latanie do kilku portów w Rosji.Jak pan widzi dzisiaj możliwość ich realizacji?

To rynek z wielką przyszłością dla linii niskokosztowych. Na razie latamy z Budapesztu do Moskwy i zaczniemy latać z Kijowa do Moskwy.

Wizz Air będzie jedyną linią latającą na tej trasie, ponieważ z powodu sankcji, ani linie lotnicze Ukraine International nie może latać do Rosji, ani Aeroflot na Ukrainę.

W uzyskaniu pozwolenia na trasę Kijów – Moskwa pomogły wam dobre stosunki między rządem węgierskim a rosyjskim?

Na pewno nie zaszkodziły, chociaż o prawo wykonywania takich lotów występowaliśmy już dawno. I w dalszym ciągu dostęp do rynku rosyjskiego jest bardzo ograniczony, na przykład nie możemy latać z Polski do Rosji, chociaż bardzo byśmy tego chcieli. Ale prędzej czy później rynek rosyjski także zostanie zliberalizowany.

Pojawiła się informacja, ?że Air France/KLM jest zainteresowany przejęciem Wizz Aira. Ile jest prawdy w tej informacji?

Jesteśmy linią dochodową, niskokosztową, z ciekawą siatką połączeń. A każda duża grupa przewoźników chce mieć swojego low-costa. Ale Wizz Air nie rozmawia z nikim o kupieniu naszego biznesu, chociaż od czasu do czasu pojawiają się zapytania, czy nie jesteśmy na sprzedaż.

A gdzie pan widzi Wizz Aira ?za pięć lat?

Będziemy się rozwijać na fundamentach naszego biznesu, ale jak widać po doświadczeniach rynku amerykańskiego, do konsolidacji dojdzie wcześniej lub później. W Europie także widać zaczątki tego procesu. W tej sytuacji będziemy musieli dobrze się zastanowić, czy chcemy w nim brać udział. Na razie nie mamy takiej strategii ani nie widzę linii, którą byłbym zainteresowany.

Czyli nie planuje pan przejęcia LOT-u?

Nie zamierzamy kupować LOT-u.

Jozsef Varadi

od dziesięciu lat jest prezesem Wizz Aira. Wcześniej był dyrektorem generalnym Malevu, a przed przejściem do branży lotniczej pracował w Procter & Gamble, gdzie doszedł do stanowiska wiceprezesa na Europę Środkową i Wschodnią. Jest absolwentem Uniwersytetu Budapeszteńskiego, gdzie skończył Wydział Ekonomiczny.

Danuta Walewska, Rzeczpospolita": Zapowiada pan 25-procentowy wzrost na polskim rynku, podczas gdy wiarygodne prognozy mówią, że ruch lotniczy w Polsce zwiększy się o 5 procent. Co pan zrobi, żeby Wizz Air rozwijał się pięć razy szybciej niż rynek?

Jozsef Varadi, prezes Wizz Aira

Pozostało 95% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek