Korupcja pogrąża berlińskie lotnisko

Po skandalicznym, dwuletnim opóźnieniu otwarcia nowego lotniska w Berlinie, niemieckie media ujawniają kolejne skandale - tym razem korupcyjne

Publikacja: 04.06.2014 09:03

Korupcja pogrąża berlińskie lotnisko

Foto: Bloomberg

Domagają się dymisji szefa spółki, która jest właścicielem portu lotniczego oraz nadburmistrza Berlina, który spółkę nadzoruje.

Lotnisko Berlin Brandenburg (BER) miało być chlubą niemieckiej stolicy, a stało się symbolem chaosu, nieudolności i fuszerki. Teraz także symbolem korupcji.

Pod koniec maja pracę stracił Jochen Großmann - dyrektor odpowiedzialny za kwestie techniczne. Szef spółki, będącej właścicielem BER, Hartmut Mehdorn, zapewnia, że to pojedynczy przypadek i zarządził kontrolę wszystkich umów zawartych przez Großmanna. Jednak niemieckie media wątpią czy faktycznie był to jeden wypadek korupcji, tym bardziej, że niedoróbki i fuszerki na lotnisku, które doprowadziły do opóźnienia jego otwarcia, wskazują, że podwykonawców dobierano, co najmniej "niestarannie".

Dostało się też nadburmistrzowi Berlina Klausowi Wowereitowi, który jest szefem rady nadzorczej BER, za niewłaściwy nadzór i za dopuszczenie do zmarnowania dziesiątków milionów euro. Dziennikarze i politycy domagają się dymisji Mehdorna i Wowereita oraz przeprowadzenia szczegółowego audytu w BER.

Mehdorn od razu po ujawnieniu informacji o korupcji wysłał Jochena Großmanna na urlop, a 15 jego pracowników zwolnił. Zarzuca mu się jednak, że dał Großmannowi wolną rękę w zamówieniach i realizowaniu projektu instalacji przeciwpożarowej, przez którą nadzór budowlany nie zezwolił na otwarcie lotniska.

Media zarzucają Mehdornowi także bezczynność. Od ponad roku jest szefem BER, a nie przedstawił jeszcze żadnego planu finansowego, ani tym bardziej nie podał daty uruchomienia lotniska. Dostało się też Wowereitowi, który twardo stał za szefem BER i odrzucał wszelkie sugestie o jego dymisji, podkreślając, że ma do niego pełne zaufanie.

Projekt BER to nie jest już tylko szereg wpadek, ale mega awaria polityczna - twierdzi niemiecka prasa. Nie chodzi już nawet o źle zrobioną instalację przeciwpożarową, ale fatalne zarządzanie. Do tego dochodzą problemy finansowe BER. Banki grożą zakręceniem kurka z pieniędzmi, a Mehdorn i Wowereit pozostają na stanowiskach tylko, dlatego, że nikt inny ich nie chce.

Każdy miesiąc przestoju BER kosztuje 20 mln euro, tyle wynoszą rachunki za prąd, klimatyzację, ochronę, sprzątanie i utrzymanie infrastruktury. Koszt inwestycji, szacowany początkowo na 2,5 mld euro, wzrósł do 4,3 mld euro. Jednak ostateczny koszt może być wyższy o kolejne 400 mln euro.

Domagają się dymisji szefa spółki, która jest właścicielem portu lotniczego oraz nadburmistrza Berlina, który spółkę nadzoruje.

Lotnisko Berlin Brandenburg (BER) miało być chlubą niemieckiej stolicy, a stało się symbolem chaosu, nieudolności i fuszerki. Teraz także symbolem korupcji.

Pozostało 88% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą