LOT chce być linią hybrydową

Już tylko bogate linie bliskowschodnie i azjatyckie stać na tradycyjny model – wygodną klasę ekonomiczną z pełnymi posiłkami i bez żadnych dopłat

Publikacja: 26.04.2013 09:05

LOT chce być linią hybrydową

Foto: Fotorzepa, pn Piotr Nowak

Kolejni przewoźnicy w Europie odchodzą od tego modelu albo wydzielają niskokosztowego przewoźnika. Cechy linii tradycyjnej i niskokosztowej chce połączyć LOT.

Z kolei Lufthansa powołuje od lata linię Germanwings, gdzie można wybrać opcję, czy chcemy tylko lecieć, czy także zjeść, napić się, otrzymać punkty Miles & More, przewieźć bagaż oprócz podręcznego. Od tego zależy cena biletu.

Przewoźnik nie planuje kopiowania akcji Ryanaira i WizzAira i sprzedawania biletów za 1 euro. Cena wyjściowa to 33 euro plus to, co zechcemy dokupić, bądź – specjalna promocja na rynku polskim – 99 zł. Ta linia ma latać do największych lotnisk niemieckich z wyjątkiem głównych centrów przesiadkowych – Monachium i Frankfurtu.

Rozwiązania Lufthansy skopiowały Air France, powołując linię HOP!, oraz Iberia, tworząc Iberia Express i przejmując wspólnie z British Airways hiszpańską hybrydę – Vuelinga.

Tyle że Air France sam myśli o zwiększeniu dochodów. Nieoficjalnie już wiadomo, że jeszcze w tym roku linia zamierza wprowadzić opłaty za bagaż i to wcale niemałe, bo zależnie od długości trasy od 30 do 50 euro za sztukę. Uzasadnienie brzmi, że na trasach krótszych pasażerowie bardzo rzadko nadają bagaż. Ale nikt nie informuje, że podróż bez bagażu przy tym stanieje.

Typową linią hybrydową jest norweski Norwegian. Jest tańszy niż np. największa konkurencja – SAS, nieco droższa bądź porównywalna do Ryanaira. Bilet na trasie Warszawa–Oslo wykupiony na dwa tygodnie przed wylotem to wydatek 250 euro. W jego ramach możemy wnieść na pokład ręczny bagaż o wadze do 10 kilogramów i np. laptop, co już w Ryanairze czy WizzAirze jest nie do pomyślenia.

Przewoźnik liczy także na uczciwość pasażerów i nie ma przy odlocie żenującego mierzenia bagażu i patrzenia na ręce, czy przypadkiem komuś nie wystają z torby zakupy ze sklepów wolnocłowych.

Natomiast za wszystko pozostałe płacimy: za wybór miejsca w samolocie, za większą przestrzeń między fotelami, za posiłki i napoje. Linia, która wkrótce będzie miała największą europejską flotę dreamlinerów (25), ma zamówionych prawie 300 samolotów, a do końca roku jej park będzie liczył 200 B737 i B787.

Oferuje już trasy długodystansowe (USA, Tajlandia), szuka gwałtownie obniżenia kosztów, bo ich większość jest generowana w drogiej Norwegii. W tym celu prezes i główny udziałowiec Bjorn Kjos zapowiedział zatrudnienie personelu z Azji, ale i wybrał się na rozmowy do polskiego Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) w sprawie zasięgnięcia informacji dotyczących planowanej prywatyzacji LOT.

Biuro prasowe MSP odmówiło jakichkolwiek informacji w tej sprawie. Zdaniem rzeczniczki MSP Katarzyny Kozłowskiej prywatyzacja LOT ze względu na  jego działanie na konkurencyjnym rynku wymaga powściągliwości, a opinia publiczna „będzie informowana o faktach".

Jednak ze źródeł zbliżonych do MSP „Rz" dowiedziała się, że rozmowy mają być kontynuowane, a Norwegian poprosił o dodatkowe informacje. Przejęcie LOT dla Norwegiana oznaczałoby dostęp do sprawnej linii dowozowej oraz do tańszych pracowników.

Podobny model rozwoju jak jest to w przypadku Norwegiana wybrał irlandzki Aer Lingus – linia po głębokiej restrukturyzacji, która już zwróciła pomoc państwa, ostro konkuruje z również irlandzkim Ryanairem. W Aer Lingusie płaci się za przelot i na długich trasach za skromny poczęstunek na pokładzie. Obiad to już wydatek jak w restauracji – 17 euro.

LOT jednak postanowił zaryzykować i na przeloty dreamlinerem podniósł ceny biletów. Naprawione maszyny mają rozpocząć rejsy 5 czerwca lotem do Chicago. Potem kolejne zaczną obsługiwać połączenia do Nowego Jorku, Toronto i Pekinu. W czerwcu LOT ma już mieć trzy takie maszyny. Kolejne przylecą do Warszawy w lipcu i sierpniu.

Za przelot dreamlinerem do Nowego Jorku trzeba będzie zapłacić od 2355 zł, do Chicago 2414 zł, do Pekinu o 15 zł drożej, a do Toronto od 3549 zł.

LOT wznawia też sprzedaż biletów na klasę ekonomiczną premium od ok. 5 tys. zł za lot w obie strony. Przeloty w klasie ekonomicznej są wyraźnie droższe niż dotąd. Ceny za podróże  do Nowego Jorku wypożyczonym boeingiem 777 zaczynały się od nieco ponad 1700 zł i takie pozostały u konkurencji – w Lufthansie i Swissie.

Eurolotem po Polsce i po Europie

Eurolot będzie woził pasażerów dla LOT na tych samych zasadach, co w roku ubiegłym. Nie doszło do wprowadzenia w życie nowego porozumienia, na mocy którego LOT miałby obsługiwać trasy zagraniczne, Eurolot zaś dowozić narodowemu przewoźnikowi pasażerów do centrów przesiadkowych. – LOT podjął taką decyzję, że zostaje przy dotychczasowym modelu, czyli wynajmuje od nas samoloty wraz z załogami – powiedział „Rz" prezes Eurolotu Mariusz Dąbrowski.

Jednocześnie dementuje, jakoby między obydwiema liniami był konflikt. – Wszelkie pogłoski na ten temat są przesadzone bądź nieprawdziwe – mówi.

I podkreśla, że negocjowanie stawek za przewozy, za które Eurolotowi będzie płacił LOT, przeszło „bardzo gładko i nie zajęło to więcej niż półtorej godziny".

Natomiast na własny rachunek Eurolot zamierza latać do kilku portów w Chorwacji, a także do Zurychu, Wiednia, Amsterdamu. Zimą mają być wznowione loty do Salzburga i ewentualnie innych kierunków „narciarskich", co doskonale sprawdziło się zimą 2012/2013. Na razie Chorwacja sprzedaje się bardzo dobrze.

Eurolot w tym roku dokona całkowitej wymiany floty i do końca października, czyli do zakończenia sezonu letniego, przestanie latać samolotami typu ATR, które wymienił na Bombardiery Q400. Samoloty, które zostały bądź też w najbliższym czasie zostaną wycofane z eksploatacji, mają zostać sprzedane albo oddane firmom leasingowym. Sprzedaż  jednak, wobec niewielkiego popytu na takie maszyny, nie jest dzisiaj w Europie łatwa, zwłaszcza że dosłownie w ostatniej chwili kontrahent wycofał się z transakcji.

Jest to jeden z powodów, dla których Eurolot odnotował w ubiegłym roku stratę finansową, która w tej chwili szacowana jest na ok. 37 mln zł. Dla linii koszty utrzymania i napraw ATR w latach 2011/12 wyniosły 148 mln zł.

Mariusz Dąbrowski mówi otwarcie, że również w tym roku nie uda się wyjść ze straty netto. – Lata 2012/2013 to czas „czyszczenia" Eurolotu. Sądzę, że w roku 2014 uda nam się już wyjść ze strat – mówi prezes Eurolotu. – Miało być inaczej, ale przedłużający się proces pozbywania się starej floty obciążył nasz bilans. Ten rok był planowany jako powrót do rozwoju, niestety problem z ATR-ami to uniemożliwił – dodaje Dąbrowski.

Kolejni przewoźnicy w Europie odchodzą od tego modelu albo wydzielają niskokosztowego przewoźnika. Cechy linii tradycyjnej i niskokosztowej chce połączyć LOT.

Z kolei Lufthansa powołuje od lata linię Germanwings, gdzie można wybrać opcję, czy chcemy tylko lecieć, czy także zjeść, napić się, otrzymać punkty Miles & More, przewieźć bagaż oprócz podręcznego. Od tego zależy cena biletu.

Pozostało 94% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek