Jest bat na nieuczciwe biura podróży

Nie trzeba wielkich zmian w prawie, aby wyeliminować z rynku nieuczciwe biura podróży. Wystarczy egzekwować obowiązek składania przez nie sprawozdań finansowych – zauważa ekspert

Publikacja: 16.08.2012 09:42

Jest bat na nieuczciwe biura podróży

Foto: Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz

Polska żyje obecnie wydarzeniami związanymi z firmą o wdzięcznej nazwie Amber Gold, która najprawdopodobniej okazała się klasykiem gatunku zwanego "piramida finansowa". Gromy sypią się na Komisję Nadzoru Finansowego (KNF), UOKiK, prokuraturę, sądy i inne organy państwa. Organy te rzeczywiście przespały sprawę, ale raczej nie ze złej woli, lecz z braku przygotowania zawodowego i zdolności do pewnej życiowej refleksji.

O ile piramidami finansowymi zajmie się zwołany naprędce przez szefa rządu Komitet Stabilności Finansowej, o tyle działające na podobnych zasadach biura podróży mają chwilowo spokój.

Tajemnicze piramidy turystyczne

Przynajmniej jedna trzecia krajowych touroperatorów ma ujemne fundusze własne. W takich firmach jedni klienci wyjeżdżają, bo ich wycieczki opłacają następni, a z kolei wyjazdy tych drugich - kolejni. Są to więc klasyczne przykłady finansowych piramid. Taka karuzela może się jakiś czas kręcić, szczególnie gdy rynek turystycznych wyjazdów szybko wzrasta, ale może się łatwo załamać przy poważniejszym zachwianiu koniunktury lub też w wyniku indywidualnych błędów danego touroperatora.

Zdezorientowane media, za namową działaczy turystycznych, wprowadzają w błąd konsumentów, powtarzając tezę, że gwarancją udanych wakacji jest... wpis danego biura do Centralnej Ewidencji Organizatorów i Pośredników Turystycznych oraz posiadanie gwarancji ubezpieczeniowej. To tak jakby twierdzić, że gwarancją uczciwości człowieka jest jego akt urodzenia przechowywany przez księdza na plebanii. (Patrz też tekst: „Panów prezesów koszałki opałki")

O tym, że o stabilności biura podróży decydują jego finanse, działacze turystyczni przyznają raczej niechętnie. Powód? Większość biur ukrywa stan swoich finansów nie składając sprawozdań finansowych w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS). Nikt z działaczy nie jest więc specjalnie zainteresowany kwestią kontrolowania finansów touroperatorów, choć ostatnio, pod wrażeniem seryjnej ich niewypłacalności,  przebąkiwać zaczęto, że ma to, być może, jakiś tam sens.

Konsekwencją tradycyjnie arcyliberalnego podejścia do wydawania zezwoleń na działalność biur podróży jest sytuacja, że turystyką czarterową, a więc bardzo ryzykowną, może zajmować się firma z ledwie kilkudziesięciotysięcznym kapitałem oraz z gwarancją w wysokości 40 tysięcy euro. Może, ponieważ „minister finansów do ostatniej chwili prowadził konsultacje z reprezentantami branży turystycznej i ubezpieczeniowej w sprawie rozwiązań zawartych w nowych rozporządzeniach", a ostateczny rezultat był taki, że zupełnie nieświadomi meandrów turystycznego biznesu urzędnicy państwowi, dali się ograć jak dzieci grupce obrotnych turystycznych działaczy. (Patrz też tekst: „Krótka pamięć PIT").

Jak opłakane są konsekwencje ustalonych niewiele przed ponad półtora roku przepisów pokazała praktyka ostatnich upadłości biur podróży. Nie tylko, że niedoszli turyści nie mogą w większości wypadków liczyć na zwrot wpłaconych pieniędzy, ale i marszałkowie zmuszeni są prosić budżet państwa o zasiłek, nie starcza im bowiem pieniędzy nawet na sprowadzenie pechowych turystów z zagranicy.

Premier kontra działacze

W obronę poszkodowanych amatorów turystycznych wojaży wziął niedawno nieopatrznie sam pan premier. 27 lipca powiedział: „Powiem brutalnie: ja się dużo bardziej przejmuję losem turystów niż biur turystycznych. Biura turystyczne same w sobie to nie jest branża, od losu której zależy polska gospodarka, czy losy polskiego podatnika. Natomiast kłopoty tej branży dotykają tysięcy zupełnie niewinnych ludzi i dlatego nasze prace będą nakierowane na to, aby chronić możliwie skutecznie interesy turystów" (czytaj też: "Tusk: Bardziej niż o biura, martwię się o ludzi"). Szybko dostał od działaczy reprymendę – chociaż przecież chciał dobrze.

Niemal równocześnie listy otwarte do premiera wystosowały dwie ogólnopolskie  organizacje turystyczne. Bardziej znany jest list prezesa PIT pana Niewiadomskiego, który poza tradycyjnym zruganiem przeciwnika, przedstawił cała listę zgrabnie naciąganych argumentów obalających całkowicie tezy premiera. (czytaj:"PIT oburzony na Tuska")

Drugi mniej znany (na szczęście) list wystosował prezes Izby Turystyki RP Aleksander Giertler. Wydźwięk pisma był ten sam, przy czym pan prezes zaprosił premiera na obrady środowiskowej konferencji 8 sierpnia. Premier nie przybył, a autor odnosi wrażenie, że dobrze zrobił. (czytaj też: "Panie premierze, zapraszamy na debatę")

To nie bubel, to gniot

Premier mówiąc „nasze prace" miał zapewne na myśli urzędników Ministerstwa Sportu i Turystyki. I tu, niestety, srodze się pomylił. Spłodzili oni bowiem dość antykonsumencki projekt Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, mającego według nich chronić interesy konsumentów (porównaj: "Turystyczny fundusz gwarancyjny - pierwsza odsłona"). Autor prosił podczas rzeczonej konferencji o ustalenie konkretnego twórcy tego dokumentu, ale po długim wyczekiwaniu usłyszał jedynie wygłoszoną z uśmiechem odpowiedź, że powstał on w ministerstwie. Niemal równie precyzyjna byłaby informacja, że przygotowali go Chińczycy.

Dokument ten jest tak marny, że nawet turystyczni działacze nazywali go bublem (czytaj: "Touroperatorzy: Fundusz turystyczny do kosza"), wykazując jednak tym samym, daleko posuniętą kurtuazję. Według słownika języka polskiego, słowo bubel oznacza bowiem towar wybrakowany, czyli jednak posiadający jakąś, choć obniżoną, wartość. W tym wypadku dużo bardziej odpowiednie jest słowo gniot, oznaczające według tegoż słownika dzieło zupełnie bez żadnych wartości.

Doświadczenie życiowe podpowiada autorowi, że pan premier wraz z panią minister sportu i turystyki nie zdziałają zbyt wiele w przeciąganiu liny z turystycznymi działaczami. Skala  wpływu tej pary na rzeczywistość branży nie jest zapewne wiele większa, aniżeli na działaczy i rzeczywistość PZPN-u. Nie wydaje się żeby działając w osamotnieniu lub przynajmniej bez odpowiedniego wsparcia, mogli oni osiągnąć wiele wbrew interesom i odwiecznym układom turystycznego środowiska.

Wystarczy egzekwować prawo

W uzdrowieniu branży turystyki wyjazdowej najważniejsza jest profilaktyka. Gdy odetniemy dopływ do branży firm, które z dużym prawdopodobieństwem generować będą tylko kłopoty, sytuacja konsumentów automatycznie się poprawi. Praktyka upadłości z lat 2009 - 2012 pokazuje, że problemy stwarza głównie grupa podmiotów, która ukrywa swoją sytuację finansową (randka w ciemno) i/lub ma  ujemne fundusze własne (piramida).

Praktyczne wdrożenie zasady „zero randek w ciemno i zero piramid" praktycznie rozwiązuje sytuację, a jej wprowadzenie nie wymaga nawet żadnych zmian w prawie.

Ludzie, którzy przy okazji rozwiązywania różnych problemów, takich zmian się domagają, najczęściej działają w złej wierze, a celem ich „podpowiedzi" jest zwykle tylko uwikłanie przemian w niekończące się zmiany legislacyjne.

Podmioty prowadzące działalność gospodarczą są obowiązane ujawniać swoją sytuację finansową w drodze składania sprawozdań finansowych w KRS. Za niedopełnienie tego obowiązku grożą określone konsekwencje.

Artykuły 24 - 32 Ustawy o KRS dają sądowi rejestrowemu prawo do wyznaczenia delikwentowi siedmiodniowego terminu na złożenie brakującego sprawozdania. Po niedopełnieniu tego terminu sąd może ukarać go grzywną do 1000 złotych i ewentualnie jeszcze dwa razy po 1000 złotych, jeżeli delikwent nadal się ociąga. Gdy i to jest nieskuteczne, następna grzywna może już być nieograniczona, a gdy nawet i to nie pomoże, sąd wyznacza spółce kuratora. Kolejnym krokiem może być orzeczenie sądu rejestrowego o rozwiązaniu spółki i ustanowieniu likwidatora.

Oto jakie mogą być konsekwencje niedopełnienia, śmiesznego z pozoru, obowiązku jakim jest składanie sprawozdań. Warto przy tym zaznaczyć, że na tle prawa innych państw Unii Europejskiej, przepisy te i tak mogą uchodzić za łagodne.

Sęk w tym, że regulacje te nie są stosowane. Za to widać wyraźnie, że ich egzekucja w wypadku zupełnie nieskładającej sprawozdań spółki Amber Gold, pozwoliłaby na uniknięcie masy problemów, z którymi mamy do czynienia.

Z piramidami finansowymi sprawa jest jeszcze prostsza. Zgodnie z przepisami ustawy Prawo upadłościowe i naprawcze art. 11 pkt. 2, gdy zobowiązania firmy przekroczą wartość jej majątku, czyli gdy ma ona ujemne fundusze własne, to jest to przesłanka do ogłoszenia jej upadłości i to nawet, jeżeli firma na bieżąco wykonuje swoje zobowiązania. Ponieważ działa de facto nielegalnie, powinno się odebrać jej pozwolenie na działalność jako organizatora turystyki.

Z tego wynika, że do uzdrowienia sytuacji wystarczy tylko egzekwować prawo. Gdyby jeszcze stworzyć sensowną ustawę o funduszu oraz skorygować nieszczęsne rozporządzenie ministra finansów z 16 grudnia 2010 roku, to sytuację w turystyce mielibyśmy uporządkowaną i przynajmniej w tej dziedzinie mielibyśmy stan jaki powinien obowiązywać w państwie prawa.

Andrzej Betlej

Autor jest niezależnym ekspertem turystycznym. W latach 90. pracował w banku Millenium jako członek zarządu i wiceprezes. Kolejne 10 lat związany był z firmami lotniczymi i turystycznymi.

Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek