Islamiści płoszą turystów

Ruch turystyczny w Egipcie spadł o jedną trzecią. Tymczasem głowę podnoszą Beduini, którzy mogą atakować turystów, a islamiści myślą o wprowadzeniu obyczajowych ograniczeń

Publikacja: 25.01.2012 08:18

Beduini, którzy stanowią jedną z atrakcji turystycznych Synaju, mogą być również bardzo niebezpieczn

Beduini, którzy stanowią jedną z atrakcji turystycznych Synaju, mogą być również bardzo niebezpieczni

Foto: AFP

Egipcjanie obchodzą właśnie rocznicę początku rewolucji, która zakończyła 30-letnie rządy dyktatora Hosniego Mubaraka. Wielu mieszkańców kraju wciąż mocno odczuwa jednak jej koszty. – Wolałbym, żeby sprawy wróciły do stanu, jak za Mubaraka – mówi 61-letni Ahmed, który skarży się na brak pracy.

Na spadek dochodów skarżą się też Tarek Mohammad, który musiał sprzedać 10 z 15 koni i o połowę zmniejszyć pensje pracownikom oraz jeżdżący taksówką Hamam Mohammed, który z rozrzewnieniem przegląda stare zdjęcia z turystami z Finlandii, Niemiec i Francji. – Cierpię ja i wielu innych Egipcjan – opowiada dziennikowi „USA Today". W kurortach, przy piramidach i w Luksorze pracuje kilkanaście procent mieszkańców Egiptu.

Z rządowych danych wynika, że w 2011 roku liczba turystów spadła o ponad 33 procent. W 2010 roku było ich 14,7 mln, a w zeszłym już tylko 9,8 mln. – To bardzo poważny spadek – ocenia minister turystyki Munir Abdel-Nur w rozmowie z dziennikiem „Al-Ahram". Zyski spadły zaś z 12,5 mld do 8,8 mld dolarów. Jak zauważa Reuters, niemal codziennie wybuchają z tego powodu nowe protesty oraz strajki.

Wojskowe władze w Kairze boją się nowych zamieszek. Zwiększyły środki bezpieczeństwa na lotniskach i ustawiły punkty kontrolne na drogach łączących lotniska z kurortami. Ale wielu turystów i tak obawia się o bezpieczeństwo. Według DPA już na początku tygodnia siedem linii lotniczych – m.in. Air France i Austrian Airlines – anulowało loty do Kairu, bo nie było na nie chętnych.

Niezadowoleni Beduini

Obawy zachodnich turystów nie są  bezpodstawne. Uzbrojona w kałasznikowy grupa Beduinów opanowała właśnie kompleks turystyczny Aqua Sun położony około 30 kilometrów na południe od Taby. Na szczęście – ze względu na porę roku – nie ma w nim zagranicznych turystów. Według izraelskiego dziennika „Haarec", który poinformował o incydencie, do niewoli Beduinów dostali się jednak egipscy pracownicy kurortu. Za ich zwolnienie i opuszczenie Aqua Sun napastnicy zażądali 4 milionów funtów egipskich (2,2 mln zł). Zapowiedzieli, że jeżeli nie dostaną pieniędzy, zniszczą cały kurort.

Egipskie służby bezpieczeństwa nie interweniowały, bo Aqua Sun znajduje się w zdemilitaryzowanej strefie przy granicy z Izraelem. Poza tym od upadku Hosniego Mubaraka Kair ma coraz większe problemy z utrzymaniem kontroli na półwyspiem Synaj. Zawsze niechętni rządowi Beduini, gdy zabrakło dyktatora, wypowiedzieli Kairowi posłuszeństwo. Sytuacja, w której pustynni nomadowie mieliby podczas zbliżającego się sezonu wakacyjnego atakować zagranicznych turystów, to scenariusz, którego egipskie władze obawiają się najbardziej. Zapowiadają, że zrobią wszystko, aby zapewnić gościom bezpieczeństwo. Beduini nie są jednak jedyną siłą, która może doprowadzić do załamania się egipskiego przemysłu turystycznego.

Zgniła kultura faraonów

Część radykałów z Bractwa Muzułmańskiego, ugrupowania, które w wyniku rewolucji stało się czołową siłą polityczną w Egipcie, domaga się, aby zagraniczni turyści „dostosowali się do egipskich obyczajów". Chodzi o wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu, noszenia dwuczęściowych kostiumów przez kobiety i mieszkania mężczyzny i kobiety w jednym pokoju bez zaświadczenia, że są małżeństwem.

Jeszcze dalej idą przedstawiciele salafickiej grupy Dawa. Chcą oni zabronić oglądania piramid, Sfinksa, mumii i innych starożytnych zabytków, które zawierają „nieislamskie wyobrażenia". – Kultura faraonów była kulturą zgniłą. Jej zabytki powinny zostać zasłonięte, bo z religijnego punktu widzenia są zakazane – powiedział gazecie „Asharq Al Awsat" rzecznik Dawy.

Takie wypowiedzi wywołują popłoch w Ministerstwie Turystyki oraz wśród hotelarzy, którzy od czasu wybuchu rewolucji starają się pokazać turystom, że są niezwykle gościnni i nic się nie zmieniło. Przekonują, że zniszczenie przemysłu turystycznego będzie poważnym ciosem dla całego Egiptu. Turystyka jest bowiem jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki kraju, który w styczniu musiał zwrócić się o pożyczkę do Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 3,2 mld dolarów.

Polakom niestraszno

Turyści z Polski nie są aż tak ostrożni, jak turyści brytyjscy, niemieccy czy francuscy. – Obserwowaliśmy mechanizm wahadła. Gdy media zaczęły donosić o zamieszkach w tym kraju, spadła liczba wyjeżdżających – mówi prezes Polskiej Izby Turystyki Jan Korsak. -  Spodziewaliśmy się, że spadek będzie ogromny. Marna pogoda w Polsce sprawiła jednak, że latem Egipt i inne kraje arabskie wróciły do łask polskich turystów.

Korsak zwraca uwagę, że egipskie władze nasiliły ochronę kurortów i nie dopuściły, aby którykolwiek z zachodnich turystów ucierpiał w zamieszkach. – W opinii naszych rodaków Egipt to kraj bezpieczny i tani – wyjaśnia.

Egipcjanie obchodzą właśnie rocznicę początku rewolucji, która zakończyła 30-letnie rządy dyktatora Hosniego Mubaraka. Wielu mieszkańców kraju wciąż mocno odczuwa jednak jej koszty. – Wolałbym, żeby sprawy wróciły do stanu, jak za Mubaraka – mówi 61-letni Ahmed, który skarży się na brak pracy.

Na spadek dochodów skarżą się też Tarek Mohammad, który musiał sprzedać 10 z 15 koni i o połowę zmniejszyć pensje pracownikom oraz jeżdżący taksówką Hamam Mohammed, który z rozrzewnieniem przegląda stare zdjęcia z turystami z Finlandii, Niemiec i Francji. – Cierpię ja i wielu innych Egipcjan – opowiada dziennikowi „USA Today". W kurortach, przy piramidach i w Luksorze pracuje kilkanaście procent mieszkańców Egiptu.

Pozostało 84% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Akcje Specjalne
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Lotniska
Tadeusz Syryjczyk: Rozbudowa lotniska w Radomiu to wyrzucanie pieniędzy