W Tunezji znamy się na turystyce

Bezpieczeństwa turystów pilnują w Tunezji już nie tylko ochroniarze i policjanci, ale także agenci w cywilu i szkolone psy. Jest tu tak samo bezpiecznie jak w Warszawie, Paryżu czy Manchesterze – opowiada tunezyjski pilot i przewodnik Abdul Khedimi

Publikacja: 04.06.2017 13:10

Foto: Filip Frydrykiewicz

Na zaproszenie biura podróży Sun & Fun i Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki (ONTT) od 19 do 25 maja w Tunezji przebywała grupa dziewięciorga polskich dziennikarzy z prasy, radia i internetu. Zorganizowano dla nich podróż studyjną. W ciągu siedmiu dni przejechali 1200 kilometrów, odwiedzając najbardziej znane miejsca i atrakcje turystyczne kraju. Towarzyszyli im przedstawiciel ONTT Lashar Aloui, dyrektor marketingu biura Sun & Fun Wiesława Przybylska i tunezyjski przewodnik Abdul Khedimi.

Abdul jest licencjonowanym pilotem i przewodnikiem po Tunezji. Znakomicie mówi po polsku. Chociaż bowiem urodził się w Tunisie, połowę życia spędził w Polsce. Przyjechał na Śląsk w 1986 roku na studia. Najpierw skończył w Gliwicach Politechnikę Śląską, a później arabistykę w Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako wykładowca w Politechnice Śląskiej. Ożenił się z Polką, mają dwoje dzieci – córkę i syna. Osiem lat temu przenieśli się do Tunisu. Abdul pracuje na zlecenia polskich biur podróży i Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki.

Filip Frydrykiewicz: Na łamach Turystyki.rp.pl często publikujemy zapewnienia przedstawicieli tunezyjskich władz, że od czasu słynnych zamachów w 2015 roku, kraj ten zrobił wiele, aby uchronić się przed kolejnymi tragediami. Zabezpieczenia na granicy z Libią, drony, kamery, bramki bezpieczeństwa w hotelach i na lotniskach, nowe procedury, szkolenia pracowników, mających styczność z turystami... Czy jako człowiek, który na co działa na styku turysta – lotnisko – hotel możesz potwierdzić, że podniosła się jakość bezpieczeństwa?

Abdul Khedimi: Pozwolę sobie odpowiedzieć pytaniem na pytanie. Jeździmy od tygodnia po Tunezji, byliśmy w Tunisie i na południu kraju. Jakie miałeś odczucia?

To dobre pytanie, sam sobie je przez ten czas zadawałem. Nie mam dużych doświadczeń. Byłem w Tunezji dwa lata temu, między zamachem w muzeum Bardo a zamachem na plaży i w hotelu w Susie. Jadąc tym razem wyobrażałem sobie, że zobaczę więcej policji na ulicach, na przykład jak w Londynie czy we Francji, z długą bronią, groźnie wyglądających. Ale nie zauważyłem różnicy. Owszem, stoją dwuosobowe patrole na niektórych rondach, przy szosach za miastem czy przy bramkach na autostrady, ale nie ma ich więcej niż pamiętam z poprzedniej wizyty.

Tunezja to nie jest kraj policyjny. Ludzie mają się czuć swobodnie. Ale, uwierz mi, mnóstwo ludzi dba o bezpieczeństwo. Jeśli nie zauważyłeś umundurowanych policjantów na ulicach to nie znaczy, że ich tam nie ma. Nie jestem specjalistą od tych służb, a nawet gdybym coś wiedział na ten temat, to nie są to informacje, które należy podawać do publicznej wiadomości. Wiem jednak, że policjanci po cywilnemu są, zarówno w miastach, jak i w hotelach. Udają gości, niczym się nie wyróżniają, chociaż są uzbrojeni. Żeby nie wzbudzać podejrzeń, zmieniają się, są przerzucani z hotelu do hotelu.

Tunezyjscy policjanci są teraz szkoleni przez policjantów brytyjskich. Dlaczego akurat przez brytyjskich? A które służby mają tak bogate doświadczenia w zwalczaniu terroryzmu jak brytyjskie, które przez lata musiały radzić sobie z ekstremistami z IRA?

Wiem też, że nasze służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo zakupiły dużo nowoczesnego sprzętu. Bardzo wzrosły wydatki na bezpieczeństwo i obronność - widzę, że nasi policjanci jeżdżą teraz Hammerami a tam gdzie wygodniej, quadami, że mają broń, środki łączności i inne rzeczy, których wcześniej nie mieli.

Za chwilę Abdul przerywa rozmowę i wita się serdecznie z przechodzącym przez recepcję hotelu, w którym rozmawiamy, szpakowatym mężczyzną w kraciastej koszuli. Przedstawia mi go jako szefa lokalnej policji. Oficer potwierdza, że w hotelu i mieście krąży wielu wywiadowców po cywilnemu. – Ilu? Pięciu, dziesięciu? – pytam. - Dużo więcej – odpowiada zastrzegając, że nie może więcej zdradzić. Następnego dnia, kiedy nasza grupa pojawia się w centrum Susy, gdzie robimy zakupy na targu, dostajemy eskortę w postaci czarno umundurowanego policjanta, a chwilę później także dwóch funkcjonariuszy na quadzie (patrz zdjęcia).

Widzę natomiast większą staranność w sprawdzaniu, kto wchodzi i co ma w podręcznych torbach przy wejściach do hoteli. Wjazdy na teren hotelu są zwykle zamknięte żelazną bramą. Czasem strażnik sprawdza lustrem na drżąku, czy nic podejrzanego nie kryje się pod podwoziem samochodu. Na plażach hotelowych, od strony wody dyżuruje po dwóch mężczyzn w wyróżniających ich strojach lub wręcz w t-shirtach z napisem „security" (ang. ochrona - red.), z krótkofalówkami przy paskach.

Są też wdrożone różne procedury. Jeśli wyjdziemy na plażę, spotkamy tam ludzi z tresowanymi psami. Przy każdym hotelu ktoś jest. Są kamery, które obserwują teren przed i za hotelem. Oczywiście nie chodzi o to, by podglądać turystów, ale by obserwować, czy nie dzieje się coś podejrzanego.

Jeśli sobie życzysz, mogę poprosić menedżera hotelu, żeby pokazał nam pomieszczenie, w którym 24 godziny operatorzy widzą obraz z kamer, w tym kamer z czujnikami ruchu. Jeśli gość hotelowy oddala się plażą poza teren hotelu, warto to wiedzieć dla jego bezpieczeństwa.

Rzeczywiście, chwilę później Abdul wita się w hallu hotelu z jakimś menedżerem. To Hedi Marnissi, dyrektor ds. obsługi gości w hotelu TUI Magic Sensimar Scheherezade. Marnissi zgadza się spełnić moją prośbę i prowadzi nas do pomieszczenia technicznego, w którym dyżurny pracownik ochrony czuwa przy monitorze z podglądem ze wszystkich kamer. Nie wolno mi fotografować, ale menedżer obszernie wyjaśnia, jakie są zasady chronienia hotelu (czytaj niżej).

Czy ty sam, jako mieszkaniec Tunezji, odczuwasz, że jest bezpieczniej?

Tak, przez ostatnie dwa lata bezpieczeństwo poprawiło się w widocznym stopniu. Dowód - od dwóch lat nie było żadnego zamachu czy ataku. Ani na cywilów ani na żołnierzy czy policjantów.

Warto wiedzieć, że Tunezja nie działa w kwestii bezpieczeństwa w odosobnieniu. Należy do koalicji 65 krajów, w tym Stanów Zjednoczonych Ameryki, zwalczających terroryzm.

Czy turyści, z którymi masz styczność pytają o kwestie bezpieczeństwa?

Nie. Ci, którzy przyjechali do Tunezji są świadomi swojego wyboru.

Tunezja jest tak samo bezpieczna jak Warszawa, Paryż, Bruksela czy jak... Manchester, w którym wczoraj doszło do zamachu.

Kto teraz najczęściej wypoczywa w Tunezji?

Przyjeżdża dużo Rosjan. Widać dużo więcej turystów z Azji, głównie grup z Chin. Odnotowujemy 30-procentowy napływ turystów z Francji. A na pielgrzymkę na Dżerbę przyjechało niedawno około 3,5 tysiąca Żydów z Izraela i z całego świata, o 300 procent więcej niż przed rokiem.

Raptem tylko trzy kraje ostrzegają swoich obywateli przed przyjazdem do Tunezji: Holandia, Wielka Brytania i bliska memu sercu Polska. Przy czym trwają rozmowy z władzami Wielkiej Brytanii o zniesieniu restrykcji.

Jakie są prognozy na ten rok, jeśli chodzi o liczbę turystów?

W zeszłym roku odwiedziło Tunezję 5,5 miliona gości, na ten rok planuje się 6,5 do 7 milionów. Widać powrót turystów z tradycyjnych rynków dla Tunezji: Francji, Belgii, Niemiec.

Co najbardziej interesuje turystów odwiedzających Tunezję?

Upodobania są różne. Wielu chce tylko plaży i słońca. W tej grupie jest duża część Polaków. Może to kwestia tego, że nie potrafimy ich zachęcić do zwiedzania, ale na pewno ważnym czynnikiem jest to, że Polacy często przyjeżdżają z małymi dziećmi i nie chcą w upale ciągnąć ich autokarami. Inni przyjeżdżają kolejny raz, zwiedzali więc już wcześniej.

Niemcy i Brytyjczycy też stawiają na stacjonarny wypoczynek, ale często decydują się na wykupienie wycieczek, np. jednodniowej do Tunisu, czy dwudniowej na Saharę. Z kolei Chińczyków w ogóle nie interesują hotele pięciogwiazdkowe i all inclusive. Oni przyjeżdżają tylko zwiedzać, robią sobie wycieczki objazdowe, z noclegami codziennie w innych miejscach.

Nasz grupa podróżowała według tego trzeciego scenariusza. Moją uwagę zwróciło, że często, kiedy zwiedzaliśmy jakieś miejsce czy obiekt, wspominałeś, że podobnych jest w Tunezji więcej, ale do nich turyści nie zaglądają. Dotyczy to szczególnie zabytków z czasów starożytnych. Zachwycił nas na przykład świetnie zachowany akwedukt, przy którym się zatrzymaliśmy, bo go mijaliśmy, ale nie było go w programie naszego objazdu.

Najważniejsze atrakcje, które oglądają turyści odwiedzający Tunezję pierwszy raz to Kartagina, stare miasto w Tunisie, Sahara, miasteczko Sidi Bou Said i koloseum w Al-Dżamm. To, co sam bym im zaproponował, kiedy już zobaczą tych pięć miejsc, to starożytne miasto Thugga, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, i niewiele ustępujące mu Sufetul z zachowanymi świątyniami, łukiem tryumfalnym, agorą i wieloma innymi budowlami czy położone w głębi kraju Maksar. W każdym z nich można spędzić cały dzień, poznając poszczególne budynki, a poprzez nie życie codzienne starożytnych Rzymian.

To dla miłośników historii. Miłośników kulinariów i trunków zawiózłbym do producentów win, pokazał im gaje daktylowe i oliwne, i zabrałbym ich do restauracji z naszymi potrawami ze świeżych i grillowanych warzyw oraz ryb, owoców morza i mięs – od delikatnej baraniny do wielbłądziny.

Mało kto wie, że Tunezja była wiele razy wykorzystywana jako plener filmów. Ciekawie jest więc zwiedzać miejsca, które zagrały w filmach historycznych, przygodowych i science fiction z „Wojnami gwiezdnymi", „Gladiatorem" i – tu polski akcent – „W pustyni i w puszczy" na czele.

Nawet więc jeśli wraca się do Tunezji trzy i cztery razy, to za każdym razem można oglądać nowe fascynujące miejsca.

Polscy turyści, którzy dawniej tak licznie przyjeżdżali do Tunezji, teraz powściągliwie odnoszą się do tego kierunku. Znasz mentalność Polaków i realia polskiego rynku turystycznego, co podpowiedziałbyś agentom turystycznym, żeby łatwiej im było sprzedawać wakacje w Tunezji? Jak mogą zachęcać klientów do odwiedzania Tunezji?

Trzeba wyeksponować atuty tego kierunku. Wystarczy, że agent powie prawdę, nie musi koloryzować. Po pierwsze – wspaniałe, długie piaszczyste plaże i murowana pogoda.

Po drugie – bliskość. Po niecałych trzech godzinach lotu z Polski ląduje się nad Morzem Śródziemnym, już w Afryce. Kolejną zaletą jest dobra infrastruktura – hotele cztero- i pięciogwiazdkowe...

... Tunezja ma w Polsce opinię kierunku taniego, ale dla niewymagających gości...

...Nie myślę tutaj o hotelach, do których można polecieć na tydzień już za 1200 - 1500 złotych. Radzę wydać trochę więcej, ale i tak, biorąc pod uwagę jakość takich obiektów, będzie to taniej niż w wielu innych wakacyjnych krajach, do których jeżdżą Polacy. Jakość do ceny będzie korzystna. Takie hotele są w ofercie polskich biur podróży, wystarczy otworzyć katalogi. Zapewniam, że Tunezyjczycy znają się na turystyce i umieją ją robić.

Polacy lubią sobie pojeść. Niewątpliwie zaletą Tunezji jest smaczne jedzenie, którego można wszędzie próbować bez obawy o sensacje żołądkowe wywołane „zemstą faraona". Ryby, owoce morza, warzywa, owoce i wszelkie mięsa. Żeby poznać te smaki wystarczy wyjść z hotelu i zapuścić się w uliczki miast. Nie trzeba przy tym zaraz iść do drogiej restauracji, wystarczy poszukać baru, w którym jedzą zwykli mieszkańcy. Tak jak w Warszawie nie musimy iść do Marriotta, żeby zjeść dobre pierogi.

Na koniec powiem, co łączy Polaków i Tunezyjczyków – nie są to tylko barwy flag, czerwony i biały, ale gościnność. Tunezyjczycy są otwarci, uśmiechnięci i lubią przyjmować gości. Większość z tych, którzy mają do czynienia z turystami mówi jako tako po angielsku, a nawet znają pojedyncze słowa po polsku, można się więc dogadać. To też ważny atut.

Mówi Hedi Marnissi, dyrektor ds. obsługi gości w hotelu TUI Magic Sensimar Scheherezade w Susie

Bezpieczeństwo gości w Tunezji w ogóle, a szczególnie w naszym hotelu to dla nas sprawa najwyższej wagi. Po tym co wydarzyło się dwa lata temu w Susie zwiększyliśmy i wzmocniliśmy naszą ochronę. Jak? Przede wszystkim zainstalowaliśmy kamery – są wszędzie, od wejścia do hotelu aż po plażę (hotel stoi między główną ulicą nadmorską Susy a morzem – red.), można je znaleźć też na każdym korytarzu. Mamy więcej niż 25 profesjonalnych kamer. Zatrudniamy specjalnych pracowników, którzy przez całą dobę obserwują na monitorze obraz z nich.

Poza tym wzmocniliśmy zespół ochroniarzy. Mamy więcej niż 30 agentów, myślę że tak dużo nie znajdzie się w żadnym innym hotelu. W dzień i w nocy patrolują hotel i jego okolice. Są doskonale wyszkoleni na okoliczność różnych niebezpiecznych wydarzeń, do jakich może dojść w hotelu – jak postępować w wypadku ataku terrorystycznego, a czego robić się nie powinno. W najbliższy czwartek będziemy mieli duże ćwiczenia w hotelu z wszystkimi agentami i tunezyjskim wojskiem.

Kupiliśmy też trzy specjalnie szkolone psy (nie każdy hotel ma takie), zapłaciliśmy za nie bardzo dużo, są naprawdę doskonale przygotowane na każdą okoliczność.

Poza kamerami, ochroniarzami, psami i wszystkimi środkami bezpieczeństwa, działa też policja. Oni również 24 godziny na dobę patrolują w cywilnych ubraniach okolice hotelu i plażę.

Zapewniając bezpieczeństwo, kierujemy się wytycznymi policji, wojska, rządu i Ministerstwa Turystyki. Poza tym koncern TUI przysyła nam agentów ochrony, którzy sprawdzają czy z punktu widzenia gości wszystko jest okey, czy jest bezpiecznie. Mamy plany ewakuacji w każdym pokoju i na korytarzach, goście są więc naprawdę dobrze poinformowani i wiedzą, co powinni robić w wypadku jakiegoś zagrożenia. Bezpieczeństwo jest zapewnione w 100 procentach.

Na zaproszenie biura podróży Sun & Fun i Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki (ONTT) od 19 do 25 maja w Tunezji przebywała grupa dziewięciorga polskich dziennikarzy z prasy, radia i internetu. Zorganizowano dla nich podróż studyjną. W ciągu siedmiu dni przejechali 1200 kilometrów, odwiedzając najbardziej znane miejsca i atrakcje turystyczne kraju. Towarzyszyli im przedstawiciel ONTT Lashar Aloui, dyrektor marketingu biura Sun & Fun Wiesława Przybylska i tunezyjski przewodnik Abdul Khedimi.

Abdul jest licencjonowanym pilotem i przewodnikiem po Tunezji. Znakomicie mówi po polsku. Chociaż bowiem urodził się w Tunisie, połowę życia spędził w Polsce. Przyjechał na Śląsk w 1986 roku na studia. Najpierw skończył w Gliwicach Politechnikę Śląską, a później arabistykę w Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako wykładowca w Politechnice Śląskiej. Ożenił się z Polką, mają dwoje dzieci – córkę i syna. Osiem lat temu przenieśli się do Tunisu. Abdul pracuje na zlecenia polskich biur podróży i Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek