Betlej: Itaka ma ciągle szansę w hotelarstwie

Fot. Aleksander Kramarz

Rainbow inwestuje w hotele w Grecji. Pomaga mu w tym państwowy fundusz. Itaka z kolei mogłaby z pożytkiem kupić duże hotele w innych krajach – wskazuje ekspert.

W ostatnich tygodniach spadają ceny w biurach podróży, tak w ujęciu tydzień do tygodnia, jak i w ujęciu rok do roku. O ile na początku stycznia średnia cena była wyższa od zeszłorocznej o 191 złotych (a wcześniej nawet ponad 200 złotych), o tyle w połowie lutego już tylko o 84 złote. To nietypowe o tej porze roku – zauważa prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata Andrzej Betlej w otwarciu swojej cotygodniowej analizy wydarzeń na rynku turystyki wyjazdowej.

Prawdopodobnie po trochu składa się na to kilka czynników – wskazuje ekspert. Rynek wycieczek znajduje się w tym sezonie pod presją dość ofensywnej polityki cenowej największego organizatora, którym jest TUI Poland. Wzrosła ona nawet nieco w porównaniu z zeszłym rokiem, szczególnie widać to w wypadku cen na wycieczki do Albanii.

Z drugiej strony Wizz Air i Ryanair dodają do swojej siatki kierunki turystyczne, zwłaszcza z lotnisk na południu kraju. Szczególnie ta ostatnia linia po pewnym okresie mniejszej aktywności przystąpiła jakby do odrabiania zaległości i to mimo mniejszej obecnie dostępności samolotów na rynku, która ma związek z przedłużającym się uziemieniem boeingów 737 Max. Radzi sobie z tym nadzwyczaj dobrze, redukując przy okazji typowe połączenia europejskie, w tym do Wielkiej Brytanii – wyjaśnia autor.

CZYTAJ: Ryanair zawiezie wrocławian na Korfu

W tej sytuacji nabierają jeszcze większego znaczenia jak ukształtuje się koniunktura gospodarcza i nastroje konsumentów. Bo od tego zależy, czy na rynku pojawią się nowi klienci i każdy touroperator znajdzie nabywców na swoje wycieczki, czy tylko najwięksi, których stać na największe obniżki. Oczywiście przy założeniu chęci utrzymania względnej równowagi na rynku w zakresie liczby oferowanych imprez turystycznych.

Tym zjawiskom – zapowiada autor – Traveldata zamierza przyglądać się w najbliższym czasie, żeby we właściwym świetle, nie obciążonym politycznymi sympatiami, jak to robią niektóre media, przedstawiać obraz gospodarki z pożytkiem dla branży turystycznej.

Płace rosną szybciej niż się niektórym wydaje

I od razu podaje przykład. Dane GUS o przeciętnym wynagrodzeniu w styczniu, które wyniosło 5282,80 złotych, przez większość mediów zostały przyjęte z rozczarowaniem. „Podawano bowiem, że oznaczają one najniższy wzrost płac realnych od prawie trzech lat (od kwietnia 2017) w wysokości zaledwie 2,6 procent, co jest jednak informacją przesadnie negatywną”.

„Rzecz jednak w tym, że wzrost ten podawany jest przez większość mediów w kategoriach brutto i nie uwzględnia, ani obniżki stawki podatku PIT, ani też wzrostu kosztów uzyskania przychodu, które obowiązują już od dość dawna, bo od 1 października ubiegłego roku. Dynamika wzrostu wynagrodzeń netto (…), była w styczniu znacznie większa, wyniosła bowiem 4,28 procent. Jest ona też najniższa, ale od zaledwie 3 miesięcy, a nie od trzech lat, co ma zupełnie inny wymiar emocjonalny” – komentuje prezes Traveldaty.

Różnica w przeciętnym wynagrodzeniu wynosi 66 zł na rękę, co daje w skali kraju prawie 800 mln złotych dla ogółu zatrudnionych na umowę o pracę lub zlecenie, a to z kolei oznacza dodatkowe dochody gospodarstw domowych w wysokości ponad 40 procent pierwotnego programu Rodzina 500+ lub około połowy 500+ 2.0 – wyjaśnia dalej.

W wypadku pracownika w wieku do 26 lat, który ma średnie wynagrodzenie, różnica wyniosła w styczniu 401 złotych na rękę. Ponieważ jednak zarobki w tej grupie są z reguły niższe, dlatego dodatkową gotówkę dla takich osób należałoby szacować na nieco poniżej 300 złotych miesięcznie. To istotna wiadomość dla organizatorów turystyki.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Betlej: Turystyce przydałby się pomysł rządu i Betlej: Walka o polskiego turystę będzie się zaostrzać

TUI sprzedaje najmniejszego armatora

Hotele i rejsy statkami wycieczkowymi odgrywają w koncernie TUI coraz większą rolę, pochodzi z nich już około 70 procent jego zysków. Jednocześnie maleje znaczenie tradycyjnego organizowania wyjazdów – przypomina Betlej w kolejnym wątku tekstu, by przejść do informacji, że 7 lutego TUI Group ogłosił, że sprzedał swoją najmniejszą spółkę armatorską Hapag-Lloyd Cruises innej spółce grupy, czyli TUI Cruises, która jest spółką joint venture z wiodącym światowym operatorem statków wycieczkowych Royal Caribbean Cruises (RCL), czyli w rezultacie sprzedał połowę spółki poza Grupę, a połowę w niej pozostawił.

Z transakcji tej wynikają – zdaniem autora – co najmniej dwa wnioski. Po pierwsze spółkę Hapag-Lloyd Cruises wyceniono na 1,2 mld euro. Co może świadczyć, że według koncernu i RCL wartość segmentu hotelarskiego i rejsowego jest większa niż szacunki robione przez autora w tekście z 3 lutego tego roku pt. „Notowania TUI Group znakiem ostrzegawczym dla polskich organizatorów”. A po drugie, że transakcja uzasadnia korzyści dla sprzedanej spółki, czyli pośrednio RCL i TUI Group, jako jej 50-procentowych właścicieli. Armator, którego najsłabszą stroną było wypełnienie statków klientami zaledwie w 70-80 procentach, z powodu zbyt małej bazy klientów w Niemczech, zyskałby dostęp do globalnej bazy klientów RCL, a ten z kolei do małych specjalistycznych wycieczkowców, tzw. ekspedycyjnych, których dotychczas nie posiadał.

Znaczna wartość dodana tej transakcji polegałaby na tym, że wypełnienie mogłoby zbliżyć się do 100 procent (obecnie to w wycieczkowcach norma), a koncern TUI zamiast całej średnio rentownej spółki miałby połowę wysoko rentownej i co najmniej 600 mln euro gotówki (w ujęciu skonsolidowanym).

„Nie trzeba wielkiej przenikliwości biznesowej, aby oszacować, że jest to bardzo korzystna transakcja”, której wartością dodaną powinien być wzrost liczby klientów o ponad 20 procent. I to klientów przynoszących armatorowi bardzo wysokie zyski, gdyż oparte na kosztach krańcowych.

Ten przykład potwierdza korzyści ze swoistej biznesowej symbiozy między podmiotami, które w jej wyniku mogą osiągnąć zupełnie nieosiągalne dla innych wypełnienie, a co za tym idzie wyjątkowo wysokie zyski i wartość przedsiębiorstwa – wyjaśnia dalej Betlej.

Przykładami takiego partnerstwa są również dwie spółki TUI Group ze znaną hotelową grupą RIU i z armatorskiej spółki z globalnym operatorem wycieczkowców RCL. Mogą one stanowić pewnego rodzaju przykład dla polskich touroperatorów, a zwłaszcza dla rozwijającego już segment hotelowy Rainbowa.

Państwowy fundusz wspiera Rainbowa

Teraz Betlej przechodzi od tematu raportu Rainbowa, w którym spółka poinformowała, że podwyższy kapitał swojej spółki hotelarskiej White Olive. Stało się to w związku z umową z Funduszem Ekspansji Zagranicznej FIZ AN, zarządzanym przez PFR TFI, w sprawie inwestowania w rozwój White Olive. To ciąg dalszy współpracy podjętej z Funduszem jeszcze w lutym zeszłego roku („Rainbow pozyskał inwestora do budowy hoteli w Grecji”). Środki pozyskane w ramach umowy przeznaczone będą na zakup dwóch hoteli, dzięki czemu spółka zwiększy stan posiadania z trzech do pięciu obiektów.

Fundusz obejmie nowe akcje White Olive za 9 mln euro, ale Rainbow zachowa pakiet większościowy – co najmniej 50,1 procent akcji. Ustalono również, że kwotę inwestycji będzie można zwiększyć do 12,5 mln euro.

Jak zwraca uwagę Betlej, głównym atutem touroperatora jest możliwość zapełnienia hoteli zarządzanych przez spółkę, a „zdolność ta jest dodatkowo zabezpieczona przez bardzo mocno rozwiniętą sieć sprzedaży, zwłaszcza dużą liczbę salonów własnych”.

Jest to sytuacja przypominająca nieco relacje TUI Group i spółek hotelarskich spod marki RIU. Fundusz tymczasem wnosi głównie finansowanie i prawdopodobnie wsparcie merytoryczne w niektórych kwestiach. „W tej sytuacji wydaje się, że zdecydowanie większa część pracy i wnoszonego wiana spoczywa na touroperatorze, który dodatkowo stoi przed licznymi zadaniami logistycznymi, jak pozyskanie lub budowa nowych obiektów, zarządzanie nimi i promowaniem marki.

Efektywność RIU raczej nieosiągalna

„Bardzo wstępnie można powiedzieć, że Rainbow i White Olive będą nieco przypominały tandemy TUI Group ze spółkami RIU, ale są pewne różnice na niekorzyść tych pierwszych, które na razie z góry przesądzają, że nie uda się istotnie zbliżyć do hiper rentowności tych ostatnich” – wyjaśnia dalej autor.

Po pierwsze hotele Rainbowa stoją w rejonie o relatywnie krótkim sezonie (choć można go nieco wydłużyć) i w miejscach nie aż tak atrakcyjnych. Pewnym problemem może się też okazać koncentracja geograficzna (trzy hotele stoją na wyspie Zakintos), choć z czasem jej znaczenie powinno spadać. O wartości hoteli w dużej mierze decyduje ich położenie przy plaży – ceny takich obiektów w przyszłości będą prawdopodobnie rosły najbardziej.

Po drugie ze sprawozdań spółek RIU wynika, że ponoszą one bardzo małe koszty finansowania (są już w dominującej części spłacone) i mają pieniądze, które pozwalają im wypłacać sowite dywidendy – podobnie, jak robi to TUI Cruises – analizuje prezes Traveldaty.

Po trzecie RIU ma ugruntowaną markę, co pozwala wyznaczać nieco wyższe cen pobytu (niż hotele bez takiej marki). W rezultacie jedno łóżko w RIU generuje około 3400 euro zysku netto rocznie, co przekłada się na wyśmienitą rentowność (zysk netto do przychodów) w wysokości 25-30 procent. „Z powodu innej sezonowości, przy założeniu podobnej amortyzacji, innych kosztów finansowania (około 500 euro netto rocznie), braku premii za markę (ok. 3,5 euro netto na dobę, około 550 na sezon) i innych elementów można (…) oszacować, że świeży na razie segment hotelowy Rainbowa powinien generować zysk netto w przedziale 800-1000 euro za łóżko, czyli w obecnym stanie (3 hotele) około 1 – 1,1 mln euro. (…)

Gdyby popuścić nieco wodze fantazji i przyjąć proporcje z Grupy TUI, to oznaczałoby, że Rainbow mógłby już obecnie wypełnić na bardzo wysokim poziomie ponad 2200 łóżek. Aby jednak dojść do znaczącej wartości segmentu hotelowego, czyli rzędu 50 mln euro i zysku netto rzędu 3,5 mln euro, należałoby znacząco podnieść zysk na łóżko, czyli (…) do poziomu około 1500-1600 euro netto. Podniosło by to wycenę wskaźnikową o 50-70 procent, a w rzeczywistości nawet o 70-90 procent, gdyż spółki rentowniejsze są z reguły wyceniane nieliniowo nieco wyżej” – objaśnia Betlej.

Kończąc ten wątek autor dodaje, że takie parametry można by zdecydowanie łatwiej osiągnąć, gdyby touroperator zawiązał spółkę nie tyle z biernym inwestorem finansowym, jakim jest fundusz, ile dobrej klasy inwestorem branżowym. To pozwoliłoby podnieść ceny „w drodze prestiżu zakorzenionej na rynku marki” i obniżyć koszty wynikające z relacji biznesowych partnera. To jednak wymagałoby podzielenia się spółką z inwestorem.

Są jeszcze hotelowe okazje dla Itaki

Jak sugeruje w ostatniej części materiału Betlej, również Itaka mogłaby wejść w biznes hotelarski. Kilka lat temu – przypomina – jej prezes Mariusz Jańczuk rozważał taki scenariusz, „ale wycofała się z powodu niezbyt atrakcyjnych cen”. Z kolei późniejsze wypowiedzi Jańczuka wskazywały, że nieduże hotele nie są dla tego organizatora atrakcyjne. Koszty logistyki mogłyby przewyższać bowiem korzyści.

Jednak Itaka nadal mogłaby zainwestować w hotele – uważa Betlej. Jej atutem jest ogromna liczba klientów – 1,1 miliona w Polsce, Czechach i na Litwie, czyli tam gdzie prowadzi działalność. „Relatywnie mniejsza sieć [sprzedaży] i nieznacznie mniej korzystna jej struktura (mniejszy udział biur własnych) nie powinny mieć w tej kwestii istotnego znaczenia”.

Zdaniem Betleja w Europie są sieci hoteli, które działają wypełnione jedynie w 70-75 procentach. „Powoduje to, że mimo znacznych rozmiarów i uznanych marek, nie imponują zbytnio, ani zyskami, ani wartością, choć trzeba przyznać, że w tych obszarach notują ostatnio pewien postęp”. Kto wie, czy wśród nich nie byłoby sieci zainteresowanych współpracą na zasadach joint venture z partnerem, który mógłby dać im dużą szansę na wypełnienie i rentowność zarezerwowane obecnie dla spółek jv w koncernie TUI”.

Już proste przeliczenia – pisze Betlej – wskazują, że możliwości Itaki byłyby w tym względzie sporo większe niż Rainbowa, tym bardziej, że działalność mogłaby być prowadzona również, a może przede wszystkim, w regionach o dłuższym lub całorocznym sezonie turystycznym – podpowiada autor.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Chińczycy przejmują Hotels&Preference

Sieć 140 hoteli, głównie 4- i 5-gwiazdkowych przejmuje Groupe du Louvre, macierzysta spółka Louvre ...

TGV zmienia nazwę na InOui

Francuska kolej SNCF ogłosiła, że od lipca rozpocznie stopniową zmianę nazwy historycznej marki superszybkich ...

Biblijny Izrael wykuty w kamieniu i sfilmowany w 4 D

W nowo otwartym w Abu Ghausz koło Jerozolimy ośrodku Saxum można zgłębiać biblijne dzieje ...

15 pociągów wakacyjnych Polregio

Polregio uruchamia dodatkowe połączenia na ponad 15 trasach do miejscowości turystycznych. Będzie można z ...

Rząd zamyka hotele, parki, rowery miejskie

Rząd Mateusza Morawieckiego zaostrzył obowiązujące w Polsce ograniczenia, wprowadzone w związku z epidemią koronawirusa. ...

Teneryfa chce być miejscem dla młodych i wymagających

„Tfe Cool, niekończące się emocje” to nowe hasło promocyjne Teneryfy, które ma zachęcać do ...