Bio i eco – zielona turystyka w Niemczech

Elżbieta Sawicka

Farmy wiatrowe, wino z jabłek, bio produkty mleczne, pierwotna rzeka w polodowcowym krajobrazie, łódź napędzana energią słoneczną, stare stodoły przerabiane na pensjonaty, ekologiczne piwo. Czy coś je łączy?

Otóż wszystkie mogą być brane po uwagę, gdy mowa o zjawisku zrównoważonego rozwoju turystyki. W konkretnym miejscu Europy: w Brandenburgii i Meklemburgii-Pomorzu Przednim, dawnych NRD-owskich landach sąsiadujących z Polską.

Federalne Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaprosiło tego lata ekspertów w dziedzinie turystyki i kilkoro dziennikarzy do udziału w podróży studyjnej poświęconej ochronie środowiska i zielonej turystyce w Niemczech. Do Niemiec przyjechali przedstawiciele: Kazachstanu, Rosji, Chile, Japonii, Wietnamu, Ghany, Namibii, Kenii, Grecji, Rumunii, Serbii i Polski.

Berlin, porcja teorii

Zaczęło się od teorii. Językiem spotkań, wykładów i dyskusji był angielski, a najczęściej używanym słowem: sustainble – zrównoważony. Zrównoważony rozwój, zrównoważona turystyka, kryteria oceny zrównoważonego rozwoju. Podczas wstępnego wykładu Hendrik Wintjen, konsultant w sprawach sustainble tourism podkreślał, że zrównoważona turystyka musi się opierać na trzech filarach: ekonomii, ekologii i potrzebach społecznych. „O balans między nimi trudno i w wielu krajach turystyka rośnie, ale bieda wciąż istnieje”. Należy dążyć – kontynuował – aby na turystyce zarabiały nie tylko hotele i restauracje, ale także miejscowa ludność. Należy namawiać turystów, aby wybierali hotele, które chronią środowisko. To kosztuje więcej, ale jest z korzyścią dla planety.

– Ludzie z reguły są leniwi i skupieni na własnych korzyściach. Zmiana mentalności z „muszę to zrobić” na „chcę to zrobić” nie jest łatwa. Ale konieczna – mówił Wintjen.

W 2002 roku rząd przyjął Narodową Strategię Zrównoważenia „Perspektywy dla Niemiec”. W tym obszernym dokumencie problemy efektywnego wykorzystania energii, ochrony środowiska, zdrowej produkcji i konsumpcji zajęły poczesne miejsce.

Jak może wyglądać w praktyce dążenie do zrównoważonej turystyki, mieliśmy się przekonać ruszając na północny wschód.

Jezioro z pamiątką po Armii Czerwonej

Droga z Berlina do powiatu Uckermark – wąska asfaltowa dwupasmówka – wiedzie przez brandenburskie wioski, pola, łąki i lasy. Najpierw jest dość płasko, wkrótce jednak pojawiają się łagodne wzgórza, a im bliżej miejscowości Lychen, tym częściej połyskuje woda: rzeki i jeziora. Krajobraz jest piękny i kojący. Wzdłuż drogi rosną jabłonie. Turystów przyciąga tu głównie park krajobrazowy Jeziora Uckermark, gdzie można uprawiać sporty wodne.

– W parku krajobrazowym o powierzchni prawie 900 kilometrów kwadratowych mamy 230 jezior – opowiada przewodnik Thomas Volpers. – Samo Lychen, miasteczko flisaków, przypomina wyspę otoczoną siedmioma jeziorami.

Cisza, spokój, właściwie odludzie. Uckermark jest słabo zaludniony, zaledwie 40 osób na kilometr kwadratowy. Za to występuje tu wielka mnogość ptactwa: żurawie, bociany, cyranki, bąki, dzikie kaczki i gęsi. Przedmiotem szczególnej dumy tutejszych ekologów są rybołowy, a także orły bieliki i czarne bociany. Są też oczywiście bobry i wydry, zdarzają się raki i żółwie słodkowodne. A w lasach pojawiły się ostatnio wilki.

O rybach opowiada miejscowy flisak podczas przejażdżki tratwą po jeziorze Oberpfuhl. Zamiłowany wędkarz, prezentuje swoje najwspanialsze zdobycze na fotografiach. Są to głównie szczupaki, ale także karpie: – Pamiątka po Armii Czerwonej. Radzieccy oficerowie, którzy tu przez lata stacjonowali, kazali zarybić jezioro karpiami. Rosjan od dawna już nie ma, ale karpie przetrwały. Są długowieczne i osiągają monstrualne rozmiary. Kiedy zimą chwyci mróz i jezioro zamarza, duszą się, a z usunięciem takich martwych gigantów wyrzuconych na brzeg mamy wiosną duży problem.

Flisactwem miejscowi trudnili się od wieków, o czym przypomina w Lychen Muzeum Flisaków i coroczne Święto Flisaków. Wakacyjne rodzinne pływanie na tratwach też modne jest nie od dziś. Gwarantuje naprawdę bliskie obcowanie z nieskażoną naturą.

Apfelwein domowej produkcji

Na podziwianiu polodowcowych krajobrazów się nie kończy. Jedziemy dalej, mijając niezliczone farmy wiatrowe. Zmierzamy do miejsc, które dostarczą przykładów na ów, wielokrotnie przywoływany podczas wykładu w Berlinie, zrównoważony rozwój.

Turystów mają zachęcić do odwiedzania północnej Brandenburgii dobrej jakości produkty regionalne czy nocleg w zaadaptowanych dawnych budynkach gospodarczych, takich jak w posiadłości Gusthof Kraatz niedaleko Prenzlau. Piętnaście lat temu małżonkowie Edda Müller i Florian Profitlich z Berlina postanowili przywrócić do życia zaniedbany majątek ziemski. Do renowacji budynków z lat 20. i 30. ubiegłego wieku używali tylko materiałów organicznych, takich jak drewno, glina, słoma i konopie. Wykorzystali także oryginalne stare cegły, drzwi, okna, klamki i okiennice.

Przy pomocy starej prasy berlińczycy produkują wino z jabłek (Apfelwein aus der Uckermak, cena za butelkę od 6 do 10 euro) i soki owocowe. Serwują je razem z wegetariańskimi daniami w swojej tawernie czynnej od kwietnia do października.

Nowe życie Domu Żeńców

Kolejny przystanek: wieś Bandelow. Pieter Wolters, właściciel rodzinnej firmy Uckerkaas produkuje tu cenione sery, a także twarogi, masło, mleko, śmietanę i lody. Oczywiście z mleka dostarczanego przez okolicznych rolników. Sąsiedzi Woltersa, ku zadowoleniu turystów, sprzedają miody z własnej pasieki, domowe konfitury i nalewki.

Z kolei nieco senna na pierwszy rzut oka wieś Nechlin cieszy się międzynarodową sławą jako „energy village”. Mieszkańcy pozyskują prąd dzięki panelom słonecznym umieszczonym w starym budynku Schnitterhaus, czyli Domu Żeńców przeznaczonym niegdyś dla robotników sezonowych w czasie żniw. Wieś jest maleńka, ale punkt ładowania samochodów elektrycznych ma.

Miejscowe lokale, kawiarnia „Zum Speicher” i restauracja „Alte Brennerei” mieszczą się w dawnym spichrzu i w XIX-wiecznym browarze. W karcie oczywiście dania z lokalnych produktów, a kuchnia działa w myśl zasady: „Świeże, lekkie, regionalne i zróżnicowane”.

Zamek nad Łabą

Brandenburgię żegnamy w krainie Prignitz, w miejscowości Lenzen (polska nazwa to Łączyn). Już z daleka widać kopułę wieży i białe ściany zamku, w którym mieści się dziś BioHotel Burg Lenzen, reklamujący się jako eco friendly. Z wieży rozciąga się rozległy widok na pola, łąki z pasącym się bydłem i oczywiście na rzekę. Jesteśmy w rezerwacie biosfery UNESCO „Krajobraz rzeczny Łaby”.

Kilka lat temu powstało w Lenzen Centrum ekologii terenów zalewowych oraz upowszechniania wiedzy o ochronie środowiska naturalnego. Pracownicy Centrum przygotowali dla nas prezentację na temat rezerwatu biosfery i specjalnego projektu dotyczącego zachowania terenów zalewowych (w Niemczech istnieje dziś tylko ok. 10-20 procent dawnych terenów zalewowych). Sprawa jest poważna – gra idzie o przetrwanie wielu zagrożonych gatunków zwierząt i roślin.

Samej Łaby, jednej z największych rzek Europy Środkowej (1091 km długości), nie udało nam się z bliska zobaczyć. Nie było też czasu na przejażdżkę łodzią, obserwowanie ptaków (68 gatunków, z czarnym bocianem na czele), żab ani ryb. Trochę szkoda.

W dół Piany

W kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie odwiedzamy dwa hanzeatyckie miasta wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO: uniwersytecki Greifswald nad rzeką Ryck i Wismar, port nad Bałtykiem. Oba ze swoimi potężnymi średniowiecznym kościołami dostarczają znakomitych przykładów gotyku ceglanego. W kartach dań w tutejszych restauracjach królują śledzie, dzięki którym miasta Hanzy bogaciły się już w średniowieczu.

Powrót do natury następuje w Anklam, w dolinie rzeki Peene. Rzeka ta nosi również polską nazwę Piana – niegdyś jej brzegi zamieszkiwali słowiańscy Wieleci. Piana bywa też nazywana Amazonką Północy. Stanowi unikat w skali europejskiej. Jest ponoć ostatnią niezbudowaną rzeką Europy Północnej, płynie od jeziora Kummerower do Morza Bałtyckiego. W jej dolinie powstał zajmujący 200 kilometrów kwadratowych park krajobrazowy Flusslandschaft Peenetal z nienaruszoną dziewiczą przyrodą.

Sieć turystyczna „Abenteuer Flusslandschaft”, wyróżniona za ekologiczne działania europejską nagrodą turystyczną EDEN, organizuje tu wycieczki z przewodnikiem. Zarówno na lądzie – spacery po mokradłach i wycieczki rowerowe, jak i na wodzie – kajakiem lub łodzią napędzaną energią słoneczną.

Właśnie taką łodzią w zupełnej ciszy płynęliśmy ponad godzinę w dół Piany, mijając po drodze stare hanzeatyckie miasto Anklam. Przewodnik snuł swoją opowieść o rzadkich gatunkach ptaków, ale nie obiecywał, że je spotkamy. I rzeczywiście, do orła bielika, żurawia czy zimorodka nie mieliśmy szczęścia. Zobaczyliśmy za to przefruwające z jednego brzegu rzeki na drugi czaple i stada kormoranów. Wystarczyło w zupełności. Takie widoki nie zdarzają się co dzień.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Władze Wenecji: Hoteli jest za dużo

W Wenecji jest za dużo miejsc noclegowych w hotelach i pensjonatach – orzekły tamtejsze ...

Rybicka i Śliwka awansowali w Zdrojowej

Dotychczasowa dyrektor sprzedaży Magdalena Rybicka została członkiem zarządu Zdrojowej Hotels, a Piotr Śliwka objął ...

Zielona Góra niemal podwaja liczbę pasażerów

Do lipca przez Port Lotniczy Zielona Góra – Babimost przewinęło się 14 tysięcy podróżnych, ...

Młody Polak jest z chatbotem za pan brat

Internetowi sprzedawcy usług turystycznych coraz częściej sięgają po chat boty, elektroniczne roboty, które zastępują ...

Karnet na narty jak bilet lotniczy

Dynamiczne zmiany cen karnetów narciarskich to sposób firmy Tatry Mountain Resorts na zarządzanie ruchem ...

Ożywienie w biurach podróży przed wielką majówką

O 33,7 procent klientów więcej niż w zeszłym roku zarezerwowało w minionym tygodniu wyjazdy ...