Dreamliner - lepiej późno niż wcale

W czwartek, krótko po 10, wyląduje na Okęciu pierwszy boeing B787 dreamliner naszego narodowego przewoźnika. Po siedmioletnim oczekiwaniu i z ponad dwuipółletnim opóźnieniem

Publikacja: 10.11.2012 08:17

Dreamliner - lepiej późno niż wcale

Foto: materiały prasowe

Do marca przyszłego roku do Warszawy dolecą kolejne cztery. Linia zamówiła łącznie osiem takich maszyn z opcją na kolejnych osiem. LOT jest pierwszym europejskim przewoźnikiem, który kupił ten najnowocześniejszy odrzutowiec na świecie.

Na niemieckich lotniczych forach internetowych już  fani lotnictwa zmawiają się. Kupują bilety na europejskie trasy LOT, które do połowy stycznia ma obsługiwać B787. Szczególnym popytem cieszą się przeloty w klasie biznes, co wydatnie poprawi finanse LOT-u, bo dzisiaj wszystkie europejskie linie mają kłopoty ze sprzedażą droższych biletów.

Opóźnienia, okna i problemy w kontakcie

– Dla wszystkich linii lotniczych wprowadzenie dreamlinera ma ważny aspekt marketingowy i LOT doskonale daje sobie z tym radę. Wszędzie widać reklamy i informacje – chwali strategię przewoźnika Dominik Boniecki, kierownik produktów CRM dla branż transportu i turystyki Comarchu.

Jego zdaniem ważne jest i to, że LOT nie rzucił od razu maszyny na długie trasy, ale przyjął taktykę oswajania z nowym produktem. – Wszyscy muszą się nauczyć dreamlinera: załogi, komórki planowania lotów, mechanicy – podkreśla. Tak samo robiły pozostałe trzy linie, które odebrały dreamlinery: japońska ANA, indyjski Air India oraz amerykański United.

Pierwsza dreamlinera odebrała 26 września 2011 r. japońska ANA. Samolot pierwszy lot z pasażerami odbył na trasie Tokio – Hongkong. Łącznie japoński przewoźnik zamówił aż 50 takich maszyn. Na razie dostał 14.

Kiedy Japończycy odbierali pierwsze maszyny, jeszcze sądzono, że polski B787 przyleci do Warszawy na wiosnę 2012 r. Boeing kolejny raz przesunął jednak termin – o ponad pół roku, na jesień. Prezes ANA mówił wtedy „Rzeczpospolitej": – Wy macie lepszą sytuację, bo wasz samolot będzie sprawdzony. W naszym ciągle coś wyłazi.

Przyznał, że największym problemem były okna, znacznie większe niż we wszystkich innych samolotach, które, choć nie mają zasłonek, to nie zaciemniają się do końca. – Pasażerowie skarżą się, że nawet w nocy wewnątrz samolotu nigdy nie jest zupełnie ciemno, tak jak to było w innych maszynach – mówił Schinichiro Ito. – Monitujemy producenta codziennie, ale się nie odzywają – narzekał.

Boeing wtedy miał rzeczywiście gorący okres. Na płytach miał zaparkowane maszyny warte 16,2 mld dolarów (wyliczenie na podstawie ceny katalogowej 207 mln dol. za samolot). Tak naprawdę pierwsza seria stu dreamlinerów będzie kosztowała producenta ponad 300 mln dol. za sztukę, bo początkowe koszty produkcji były wyjątkowo wysokie.

Dodatkowo jeszcze doszły kary umowne za opóźnienia. LOT także otrzymał rekompensatę za opóźnienie dostawy. Nie wiadomo, jaka to kwota, bo strony zasłaniają się tajemnicę handlową.

Tajemnicy nie utrzymała Air India, która zamówiła 27 maszyn. Za opóźnienia w dostawie pierwszych siedmiu z nich przewoźnik zażądał odszkodowania w wysokości miliarda dolarów. – Czyli chcą je dostać praktycznie za darmo – żartowano w Boeingu. Prawda jednak była taka, że latem tego roku Air India nie miała pieniędzy na odebranie samolotów, pojawiły się kłopoty z gwarancjami kredytowymi, więc linii zależało na przełożeniu dostaw. To z kolei dla Boeinga poważny kłopot, ponieważ w końcowej fazie produkcji, kiedy samolot jest pomalowany, ma zamontowane fotele, zmiana właściciela jest już bardzo utrudniona.

Pech zresztą prześladował Hindusów jeszcze później, bo kiedy już uregulowano sprawy finansowe, pojawiły się kłopoty z jednym z silników GE i inauguracyjny lot był kilkakrotnie przekładany. Teraz dreamlinery już latają po Indiach bez większych problemów.

Pracownicy specjalnie przygotowani

We wszystkich liniach, które kupiły te maszyny, stworzono specjalne komórki do ich obsługi. Także w LOT powstała tzw. Elite Fleet, do której weszli najlepsi pracownicy pokładowi. Początkowo zajmą się oni obsługą pasażerów w klasie biznes na lotach długodystansowych, potem w nowej klasie premium, także dostępnej w B787. Przy tym LOT poinformował już uczestników programu lojalnościowego Miles & More, że na przeloty dreamlinerami potrzeba będzie więcej mil niż wówczas, gdy na danej trasie leci inna maszyna.

W tabelach rezerwacyjnych widać również, że ceny biletów na B787 są minimalnie wyższe, niż gdy na tej samej trasie leci Boeing 767.

Najlepsza jednak obsługa nie pomoże, jeśli przewoźnik zdecydował się na wykorzystanie popularności maszyny do maksymalnego jej załadowania. Właśnie na ciasnotę skarżą się pasażerowie amerykańskiego United Continental. Zachwyceni samolotem, który linia otrzymała tydzień temu, chwalili w ubiegłym tygodniu jakość powietrza (m.in. za to, że jest lepiej nawilżone niż w innych samolotach) i miejsce na bagaż podręczny, ale umieszczenie dziewięciu foteli w jednym rzędzie zgodnie uznali za sknerstwo.

Pomógł Marek Belka

Niewiele brakowało, a LOT nie miałby dreamlinera. Wiosną 2005 roku, kiedy polski przewoźnik zamawiał tę maszynę, do ówczesnego premiera Marka Belki napisali list prezydent Francji Jacques Chirac, kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder i premier Wielkiej Brytanii Tony Blair. W liście naciskali, żeby LOT nie wybierał boeinga, ale konkurencyjną wówczas maszynę Airbusa – A350, która wtedy była jeszcze projektem na deskach kreślarskich. Dreamliner natomiast był programem już mocno zaawansowanym.

Ówczesny prezes spółki Marek Grabarek dostał, mimo tych nacisków, od premiera Belki wolną rękę. – Wybierzcie taki samolot, jaki będzie najlepszy dla LOT-u – miał wtedy powiedzieć Belka. Grabarek wybrał dreamlinera, bo LOT czuł się związany z Boeingiem, B787 zaś, zbudowany w dużej mierze z kompozytów, wyglądał na maszynę, która zrobi w lotnictwie rewolucję.

Od czasu wyboru boeinga nasz przewoźnik ma już szóstego prezesa. Dziś jest nim Marcin Piróg, który na tym stanowisku przetrwał najdłużej, bo ponad dwa lata. Dreamliner, choć spóźniony, przyleci ostatecznie w czwartek. A Airbus A350 jest nadal w fazie projektów...

Do marca przyszłego roku do Warszawy dolecą kolejne cztery. Linia zamówiła łącznie osiem takich maszyn z opcją na kolejnych osiem. LOT jest pierwszym europejskim przewoźnikiem, który kupił ten najnowocześniejszy odrzutowiec na świecie.

Na niemieckich lotniczych forach internetowych już  fani lotnictwa zmawiają się. Kupują bilety na europejskie trasy LOT, które do połowy stycznia ma obsługiwać B787. Szczególnym popytem cieszą się przeloty w klasie biznes, co wydatnie poprawi finanse LOT-u, bo dzisiaj wszystkie europejskie linie mają kłopoty ze sprzedażą droższych biletów.

Pozostało 91% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek