Na co najczęściej się skarżą? Katalog zarzutów pod adresem biur podróży co roku jest podobny. Są to głównie zmiany terminu wylotów powodujące skrócenie wypoczynku, a także niedostateczna oferta i wyposażenie hoteli. Zdaniem rzeczników groźna jest wzrastająca liczba spraw dotyczących ubezpieczeń na czas wypoczynku, np. na wypadek rezygnacji z podróży.

– Klienci decydują się na takie ubezpieczenie bez zapoznania się z ogólnymi warunkami umowy. Czasami wina leży po stronie biura, które nie przedstawia klientowi tych postanowień. W efekcie klient dopiero po fakcie dowiaduje się, że np. nieotrzymanie urlopu czy pobyt bliskiej osoby w szpitalu nie pozwoli mu dostać odszkodowania z polisy – mówi Marek Janczyk, miejski rzecznik konsumentów w Poznaniu.

Krystyna Krawczyk z Biura Rzecznika Ubezpieczonych potwierdza, że sprawy tego rodzaju bywają wyjątkowo uciążliwe dla konsumentów.

Turyści mają też problemy z pokryciem przez zakład ubezpieczeń kosztów leczenia za granicą. Przyczyną kłopotów jest niewielka ochrona ubezpieczeniowa gwarantowana zawartą przez biuro umową. Może to oznaczać konieczność pokrycia wydatków na leczenie w zagranicznych placówkach medycznych, sięgających nawet kilkudziesięciu tysięcy dolarów.

Zdarzają się też nietypowe reklamacje. W Białymstoku do biura rzecznika zgłosił się turysta, która wykupił w biurze podróży trampingowy wyjazd do Chin. Skarżył się, że touroperator zarezerwował mu przejazdy nie w nocy, jak zakładał program, lecz w ciągu dnia. Twierdził, że pozbawiło go to szans zwiedzenia wielu miast w Rosji i Chinach.

Liczba spraw, z którymi klienci zwracają się do rzeczników, utrzymuje się na stałym poziomie. W każdym większym mieście jest ich od kilkunastu do kilkudziesięciu. Największa fala dopiero przed rzecznikami - konsument na złożenie reklamacji ma 30 dni. Tyle samo na odpowiedź ma biuro podróży. Dlatego większość osób zwracających się do rzeczników o pomoc w sprawie letniego wypoczynku przychodzi na przełomie września i października, po wyczerpaniu procedury reklamacyjnej.