Czas na pakiet ratunkowy dla polskiej turystyki

Piotr Laskowski, prezes Krakowskiej Izby Turystyki,. To ta organizacja pierwsza zareagowała na pierwsze symptomy kryzysu w turystce. Fot. archiwum prywatne.

Powołajmy okrągły stół, rozmawiajmy o pomocy dla branży turystycznej, która przeżywa największy kryzys w historii, bo zagrożone są nasze firmy i miejsca pracy – postuluje branża turystyczna.

Nie epidemia, ale panika jaką wywołało pojawienie się koronawirusa w Polsce i na świecie powoduje, że ludzie rezygnują z wyjazdów. Nieważne dokąd i kiedy mieli jechać. To powoduje, że może nawet setki biznesów i tysiące miejsc pracy w turystyce jest zagrożonych.

Kryzys jest bardzo rozległy, dotyka wszystkich grup zawodowych, które na co dzień działają jak naczynia połączone – od przewodników i pilotów turystycznych, firm transportowych, obiektów noclegowych, po touroperatorów, zarówno organizujących wyjazdy za granicę, jak i tych krajowych. Każdy segment turystyki jest dotknięty kryzysem – krajowa, przyjazdowa i wyjazdowa.

Nic więc dziwnego, że w środowisku narasta determinacja, by bronić miejsc pracy i domagać się od władz pomocy, która pozwoli przetrwać złe czasy. Ruch niezadowolonych ogniskuje się wokół dwóch inicjatyw, które przyjęły formę listu do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o zajęcie się problemem.

Pierwsza zareagowała Krakowska Izba Turystyki, niedługo potem w sieci pojawił się list Aliny Dybaś-Grabowskiej, touroperatora i agenta turystycznego. Pod jej petycją podpisało się już prawie 1300 osób. Dzisiaj swój list do premiera ogłosił Polski Związek Organizatorów Turystyki. Kolejny taki dokument szykuje Polska Izba Turystyki.

CZYTAJ: KIT domaga się zmian w ustawie o imprezach turystycznych

ZOBACZ TEŻ: Petycja: Rządzie, pomóż finansowo branży turystycznej

Czy sytuacja dojrzała, by wzywać władze do zajęcia się problemem? Jaką formę mogłaby ta pomoc przybrać? Rozmawiać razem czy osobno? Zapytaliśmy o to przedstawicieli branży turystycznej.

Piotr Henicz, wiceprezes Itaki

Polaków opanowała jakaś psychoza. Ludzie boją się wyjeżdżać – jedni rezygnują z kupowania wyjazdów, inni chcą odwoływać już zrobione rezerwacje. Te nastroje są w mojej ocenie w dużej mierze wynikiem „epidemii medialnej” i wielu nieprzemyślanych, nieodpowiedzialnych i populistycznych wypowiedzi. Na początek to im trzeba postawić tamę, bo to jest dla każdego touroperatora ogromny problem.

Podam przykład – państwowa instytucja zaleca niejeżdżenie do Chin, ale jednocześnie państwowa linia lotnicza nie chce nam zwrócić pieniędzy za bilety. Jak się powiedziało a, to trzeba powiedzieć też b i zaproponować rozwiązanie, a nie narażać przedsiębiorców na straty. Jeśli ktoś ma pomysł, żeby zakazać wyjazdów, to proszę bardzo – będę najszczęśliwszą osobą, jeśli zawiesimy działalność na przykład na dwa miesiące, wyślemy pracowników na urlopy i zwrócimy klientom pieniądze za wykupione wycieczki, a rząd nam pokryje straty z tego tytułu.

Naturalnie chcemy rozmawiać o naszych problemach z władzami, które mogą pomóc nam w przetrwaniu trudnego okresu. Podkreślę, chociaż przeżywaliśmy różne kryzysy, żaden nie był tak rozległy.

Jak można pomóc branży? W pierwszym rzędzie zastanowiłbym się nad uruchomieniem pieniędzy z Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Skoro touroperatorzy składają się na niego od ponad dwóch lat, to teraz mógłby ich wspomóc. Jest tam 150 milionów złotych, z tego sama Itaka wpłaciła ponad 41 milionów złotych. To byłoby najprostsze i najszybsze do zrealizowania.

Poza tym takie rozwiązania, jak zawieszenie składek ZUS czy podatków, uważam za rozsądną pomoc.

Moim zdaniem trudno byłoby jednak całej branży wypracować wspólne stanowisko. Za dużo jest różnych grup zawodowych i za dużo różnych potrzeb. Raczej widziałbym rozmowy prowadzone z poszczególnymi grupami, a dopiero później objęcie ich ewentualnie wspólnymi wnioskami.

Piotr Laskowski, prezes Krakowskiej Izby Turystyki, współwłaściciel UTC Tour Operator

Mam wrażenie, że nasz list do premiera wywołał efekt kuli śniegowej. To pokazuje, jak nabrzmiały jest problem. Podam tylko, że w mojej firmie, obsługującej m. in. wycieczki szkolne z Holandii i Francji, klienci odwołali na najbliższe dwa miesiące ponad połowę przyjazdów.. A marzec i kwiecień to dla nas szczyt sezonu. Oceniamy że jeśli sytuacja będzie się utrzymywać przez kilka miesięcy, będziemy musieli, podobnie jak inni przedsiębiorcy, dokonać redukcji zatrudnienia w firmie. Chyba państwu powinno zależeć, żeby do tego nie doszło, lepiej przecież teraz nas wspomóc, żeby uratować nasze biznesy i miejsca pracy, niż potem zmagać się z bankructwami i bezrobociem.

Bardzo liczymy na rozmowę z władzami, trzeba zwołać okrągły stół kryzysowy. Branża jest mocno rozproszona i przez to jej głos jest słabo słyszalny. Każdy z nas, przedsiębiorców, gasi teraz pożar w swojej firmie, zastanawia się jak przeżyć. Nie pojedziemy do Warszawy, nie będziemy palić opon czy choćby manifestować pod Kancelarią Premiera. Nasz list do premiera jest właśnie naszą manifestacją.

Dobrze by też było, żeby wypowiedziały się na ten temat organizacje ogólnopolskie, my jesteśmy organizacją lokalną, chociaż liczba naszych członków – 186 wobec około 400 członków Polskiej Izby Turystyki – wcale nie jest taka mała.

Liczmy na rozmowy i na zrozumienie, wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy jest przecież jednym z nas, liczmy na jego wsparcie.

Chyba najbardziej pomogłyby nieoprocentowane pożyczki, część firm może mieć bowiem problemy z płynnością. Zawieszenie obciążeń fiskalnych, jak składki na ZUS czy zaliczki na poczet VAT, też by pomogło. Po prostu czas na kryzysowy pakiet dla turystyki.

Alina Dybaś-Grabowska, dyrektor Premio Travel, właściciel agencji turystycznej My Way Holiday

Każda wzmianka w mediach lub prasie powoduje kolejny atak paniki wśród naszych obecnych i potencjalnych klientów. A kiedy biuro podróży nie ma klientów, nie ma ich też przewoźnik, agent turystyczny, hotelarz, przewodnik, pilot turystyczny. Nic dziwnego, że środowisko jest podminowane. Świadczy o tym odzew z jakim spotkała się moja propozycja wysłania do premiera listu z naszymi postulatami.

Są w naszym środowisku organizacje, które wypracowują długoterminową strategię i chwała im za to, ale 1300 osób, które podpisały petycję, potrzebuje pomocy już. To niebagatelna liczba przedsiębiorców, która ma prawo bronić interesów swoich i swoich klientów, jeżeli obawia się, że bez tej pomocy może ponieść realne konsekwencje. Przez ostanie dwa lata zbieramy środki na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny – dlaczego nie wykorzystać ich pomocowo.

Nie widzę powodów, dla których touroperatorzy, czy też przewoźnicy, mają ponosić konsekwencje nielogicznych decyzji. Uważamy, że zarówno szeroko pojęta branża, jak i każdy klient ma prawo do rzetelnej i prawdziwej informacji.

Nie należy się też dziwić naszym klientom, którzy otrzymują zarówno z mediów jak i z instytucji państwowych potężny ładunek dezinformacji. Branży i klientom mniej szkodzi koronawirus, niż niekompetentne wypowiedzi urzędników i medialna paranoja. W mojej petycji najważniejsza jest prośba o jasne interpretacje ustawy o imprezach turystycznych i narzucenie instytucjom państwowym ich przestrzegania. W poniedziałek zamierzam wysłać ją ze wszystkimi podpisami w naszym imieniu panu premierowi.

Wiele osób poparło też projekt powołania stowarzyszenia Turystyczna Organizacja Otwarta, którego członkowie mieliby sobie nawzajem nieść pomoc. Pomysł jest świeży i zrodził się na kanwie naszej dyskusji przy okazji omawiania petycji. Jeśli więc miałby się odbywać jakieś rozmowy z przedstawicielami rządu, nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło tam również naszego reprezentanta. Uważam, że trzeba jak najszybciej usiąść i szukać rozwiązań ratujących nasze biznesy małe i duże. Jestem też otwarta na współpracę z innymi organizacjami branżowymi.

Rafał Jańczuk, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Autokarowych, prezes Raf Transu

Niemal z dnia na dzień straciliśmy 98 procent zamówień. Masowo klienci odwołują wycieczki i przejazdy. Leżymy na łopatkach. Niektóre firmy muszą na gwałt oddawać leasingodawcom wozy, bo nie mogą płacić rat leasingu i kredytów. W drugiej kolejności będą musieli zwalniać kierowców. Stracą po prostu biznes.

Polscy przewoźnicy opanowali europejski rynek, jeśli chodzi o wożenie turystów z Azji. To się skończyło wraz z pojawieniem się koronawirusa. Później inni kontrahenci rezygnowali. Kolejnym ciosem była dla nas decyzja ministerstwa edukacji Izraela o wstrzymaniu w tym roku odwiedzin młodziezy izraelskiej w Polce. Mieli zamówionych 140 autokarów.

Moja firma Raf Trans, przewoziła różne grupy klientów. Wydawało się, że taka dywersyfikacja nas chroni przed dekoniunkturą. Tymczasem w jednym czasie z naszych usług rezygnują wszystkie grupy: turyści polscy i zagraniczni, studenci, pielgrzymi, seniorzy, sportowcy… Z 250 autokarów w ruchu zostało 10. Nasze wozy stoją na parkingach w całej Europie. 300 kierowców nie ma co robić.

Nigdy nie prosiliśmy o wsparcie, ale teraz jesteśmy zmuszeni. Nie oczekujemy, że ktoś za nas zapłaci raty, można je zawiesić na trzy miesiące, ale chociażby, żeby pomógł nam utrzymać pracowników. Pomogłoby w tym na przykład zawieszenie składek na ZUS.

Mogą Ci się również spodobać

Air Canada: U nas nie ma „pań” i „panów”

Narodowe linie lotnicze Kanady nie będą już witać „pań i panów” na pokładzie. Odnoszenie ...

LOT tworzy nową organizację lotniczą w Europie

LOT, Turkish Airlines, Ukraine Airlines i 16 członków stowarzyszenia International Air Carrier Association (IACA) ...

Linia lotnicza Nextjet ogłosiła bankructwo

Szwedzka agencja transportowa (Transportstyrelsen) odwołała licencję Nextjet w sierpniu ubiegłego roku ze względu na ...

Mouzenidis rusza ze sprzedażą oferty na lato 2021

– Rozumiemy, że część naszych klientów będzie miało obawy, żeby podróżować w tym roku. ...

Czeskie biuro podróży Blue Style świętuje 20 lat istnienia

500 gości ze świata, występy artystów, wystawne dania i trochę wspomnień – czeskie biuro ...

Szpikowski: Wiemy jak zwiększyć przepustowość Lotniska Chopina

Zamiast 38 startów i lądowań na godzinę, 50 takich operacji. Lotnisko Chopina opracowało program ...