To kolejne główne lotnisko, m.in. po Barcelonie, Warszawie, Dublinie i Brukseli, skąd Ryanair chce latać, konkurując bezpośrednio z liniami tradycyjnymi.

Carsten Spohr, prezes Lufthansy, nie jest zaskoczony, że Ryanair postanowił latać nie tylko z oddalonego o 100 km Hahn (nazywając ten port "Frankfurtem"), ale i z samego Frankfurtu, bo tutaj jest najwięcej biznesu. - Chcemy jednak takich samych warunków, jakie dostał Ryanair - powiedział podczas konferencji we Frankfurcie. Warto przy tym pamiętać, że Lufthansa jest udziałowcem frankfurckiego lotniska. Należy do niej 8,44 procent jego akcji.

Ryanair chce postawić w swojej frankfurckiej bazie dwa samoloty, które polecą do portów hiszpańskich - Alicante, Malagi i Palmy de Mallorca - i do Faro w Portugalii. Cel na przyszły rok to 400 tysięcy pasażerów z frankfurckiego lotniska odebranych głównie niskokosztowej linii z Grupy Lufthansy, czyli Eurowingsowi, ale i samej Lufthansie.

Frankfurt będzie dziewiątą bazą Ryanaira w Niemczech. Prezes frankfurckiego lotniska Stefan Schulte jest zadowolony, ale liczy się z tym, że Irlandczycy postawią mu wiele trudnych warunków, bo to bardzo wymagający klient. Między innymi zasadą jest, że czas pobytu linii na lotnisku nie przekracza 30 minut, co czasami jest wyzwaniem w mniejszych portach, takich jak np. Warszawa. We Frankfurcie, jeśli samolot jest zaparkowany daleko, sam dojazd autobusem może potrwać nawet 10 minut.

Kiedy tylko Ryanair wspomniał o chęci latania z Frankfurtu, pojawiły się pogłoski, że dostał od zarządu Fraportu 40 procent zniżki w opłatach. - Nie wyobrażam sobie sytuacji, że władze lotniska stosują różne stawki dla różnych przewoźników. Przecież nasze Eurowings nie cieszą się żadnymi przywilejami. Gdyby jednak tak się stało, to z pewnością niemieckie linie, takie jak Condor czy Air Berlin, także chciałyby płacić mniej.

Na razie linie niskokosztowe mają 4-procentowy udział w ruchu z lotniska we Frankfurcie i 10 procent udziałów w ruchu niemieckim.