Katar ma to samo co Dubaj, a nawet więcej

Europejscy przewoźnicy boją się naszej konkurencji, bo mają gorszy produkt i wyższe ceny. Ale na niebie miejsce jest dla wszystkich - mówi prezes Qatar Airways Akbar Al Baker

Publikacja: 09.12.2012 13:31

Katar ma to samo co Dubaj, a nawet więcej

Foto: Bloomberg

Danuta Walewska. "Rzeczpospolita": Jak pan sądzi, dlaczego Dubaj jest o wiele popularniejszy od Kataru?

Akbar Al Baker, prezes Qatar Airways

: Mamy wszystko to, co Dubaj, a nawet więcej — instytucje naukowe, kulturę, centra handlowe i nadmorskie resorty. Niestety, mamy fatalny marketing. Mam nadzieję, że to co teraz mówię obudzi odpowiedzialnych za to ludzi, żyjących jakby na innej planecie, którzy  nie potrafią tego sprzedać.

Panuje przekonanie, że Katar to kraj, w którym, ze względu na panującą religię, nie można nawet napić się piwa. Skąd się to wzięło? Dla turystów to ważna informacja.

W kulturze europejskiej mieści się wypicie piwa na plaży, czy wina do kolacji. I nie ma mowy, aby tego zabrakło europejskim turystom w Katarze. Nasz kraj nie jest „suchy", wprost przeciwnie bardzo, ale to bardzo „mokry" .Wiem co mówię, bo to moja firma zajmuje się dystrybucją alkoholu.

Zachodnie linie lotnicze skarżą się na przewoźników bliskowschodnich — Qatar Airways, Emirates i Etihad, że nieuczciwie konkurują z nimi na europejskim rynku. Zapowiadają nawet, że zablokują waszą ekspansję w Europie. Czy jesteście na to przygotowani?

Oni już blokują nasz rozwój. Linie europejskie obawiają się naszej konkurencji, bo chcą nadal kasować wysokie ceny za bardzo marny produkt. A nigdy nie osiągną takiego stosunku ceny do jakości usługi, jakie oferujemy my. My naprawdę nie kradniemy pasażerów europejskim przewoźnikom. Jeśli dobrze przyjrzeć się Air France-KLM i Lufthansie, które są najgłośniejsze w tej nagonce, to widać, że tracą pieniądze na połączeniach, na których z nami nie konkurują. Tracą przede wszystkim w Europie i na krótkich połączeniach poza nią. Naszą specjalnością są długie trasy, a na podobnych połączeniach Lufthansa i Air France-KLM zarabiają. Gdzie tutaj więc jest jakakolwiek kradzież pasażerów? Obydwie te linie doskonale wiedzą, że nasz produkt jest lepszy, że jesteśmy i będziemy agresywni oraz to, że z nami pasażerowie polecą komfortowo. I powiem jedno: Emirates i Qatar Airways nie znikną, możemy być tylko silniejsi. Dla Lufthansy i Air France-KLM to sygnał, że muszą być  bardziej efektywne.

Jest jeszcze jedna linia, która stara się skopiować pomysł Qatar Airways i Emirates na rozwój — Turskish Airlines. Turkish potrafi stawić wam czoła, a linie europejskie nie.

Temel Kotil, prezes Turkish Airlines, mój dobry przyjaciel zaakceptował fakt, że pojawili się nowi gracze na rynku. I ma rację, bo ten rynek jest ogromny i wystarczy go dla wszystkich. Problem polega na tym, jak tworzymy linię lotniczą.

Kiedy idzie się ulicą, widzimy mnóstwo sklepów i wiele z nich sprzedaje to samo, jednak niektórym powodzi się doskonale, innym kiepsko. Bo jest tak, że jeden z nich wie, jak ten towar podać, ma dobrych sprzedawców. Tymczasem inny sklepikarz siedzi za ladą i czeka, aż ktoś do niego przyjdzie. Temel jest niezwykle inteligentnym menedżerem, doskonale ustawił biznes, nie wierzy także w blokowanie innych, czy tworzenie aliansów, które hamują innych. Przecież z powodzeniem moglibyśmy dowozić pasażerów Lufthansie, a Lufthansa nam, bo mimo kryzysu cały czas jest popyt. Ludzie zawsze będą  podróżować, a transport lotniczy będzie istniał. Turystyka jest uzależniona od linii lotniczych. I nikomu   nie pomoże, że będziemy się zwalczać.

Czy to był powód, dla którego Lutfhansa zdecydowała się na współpracę z Turkish Airlines?

Ależ oczywiście. A jeśli dojdzie do wymiany akcji między tymi liniami, Lufthansa będzie  próbowała powstrzymać rozwój Turkisha.

Z siatki, jaką planuje Qatar Airways widać, że przyszedł czas na rozwój na rynku amerykańskim. Nie obawiacie się, że i tak linie będą walczyć o swoje?

Kula ziemska jest okrągła i jest na niej dla lotnictwa mnóstwo możliwości, których jeszcze nikt nie zagospodarował.  Jestem zdeterminowany, by to zrobić. Nie lataliśmy jeszcze do Chicago, ale to się zmieni w przyszłym roku. I nie sądzę, żeby Amerykanie zachowywali się tak nierozsądnie, jak Europejczycy. Widać wyraźnie, że po kłopotach i bankructwach   wychodzą na prostą, poprawia się serwis, mają coraz nowsze i wygodniejsze samoloty. I zamierzam robić wszystko, by ich wspierać.

Qatar Airways zdecydował się na wstąpienie sojuszu Oneworld. Dlaczego nie do Star Alliance, który jest większy?

Moim zdaniem Star Alliance przespał swoje największe szanse. Oneworld jest dzisiaj znacznie bardziej agresywny, elastyczny. Nie stara się kontrolować ekspansji swoich przewoźników. Bardziej przyjazna też była postawa linii w nim zrzeszonych, dostaliśmy zaproszenie i decydowaliśmy się z niego skorzystać.

Jak pan to robi, że Qatar Airway rozwija się tak szybko?

Teoretycznie każdy może kupić, lub wziąć w leasing samolot, a jakość obsługi postawić na wysokim poziomie. Dreamlinery, które mają być rewolucją w transporcie lotniczym ma już też kilku przewoźników.

Nie zdradzę mojego sekretu, bo pojawią się naśladowcy. Z tą dostępnością samolotów ostatnio nie jest tak łatwo, bo linie mają coraz mniej pieniędzy. Zresztą nie ma dnia, żeby nie zadzwoniła do mnie firma leasingowa, bądź producent samolotów, namawiając, żebym wziął jeszcze kilka maszyn.

Świat dzisiaj przechodzi wielki kryzys. I jestem dumny, że mogłem kupić tyle maszyn i za nie zapłacić. Tak, oczywiście nie my jedyni mamy Dreamlinera. Ale warto się naszym    przelecieć, żeby porównać, jak jest wyposażony, jaki jest system rozrywki i obsługa na pokładzie. Żadna linia nie zainwestowała w Dreamlinera tyle, co my. Zazwyczaj jest tak, że prezesi przewoźników chcą, żeby samoloty projektowali im inżynierowie i producenci. W naszym Dreamlinerze wszystko jest według naszego projektu — drzwi, oświetlenie, toalety, każdy najdrobniejszy detal jest taki, jak sami chcieliśmy. Nasz Dreamliner  to rzeczywiście maszyna marzeń.

W Qatar Airways połowa udziałów należy do państwa. Na ile jest pan niezależny w decydowaniu, dokąd linia lata i jakie maszyny kupuje?

Jesteśmy całkowicie niezależni. W naszej linii nie ma polityki, nikt nie mówi mi, jak prowadzić firmę. Wszystkie decyzje dotyczące naszej działalności podejmowane są w firmie.

Z jakim kapitałem założył pan 15 lat temu Qatar Airways?

Szczerze mówiąc pieniędzy nie mieliśmy prawie wcale. Ale linię lotniczą można założyć bez pieniędzy. Nie powiem jednak jak.

Ostatnio Qatar Airways wymieniany był jako potencjalny kupiec czeskich linii CSA.

Jeśli prowadzimy negocjacje, są one poufne. I nie ujawniamy żadnych informacji do czasu, kiedy uznamy to za stosowne. Jeśli Czesi powiedzieli, że chcemy zainwestować, to znaczy, że nas tam nie ma. Pojawienie się naszej marki zawsze podbija cenę, pewnie tak miało być i tym razem.

A czy zastanawiał się pan nad kupnem LOT-u, który też jest na sprzedaż?

W tym wypadku powiem: Nigdy nie mówię nigdy.

Danuta Walewska. "Rzeczpospolita": Jak pan sądzi, dlaczego Dubaj jest o wiele popularniejszy od Kataru?

Akbar Al Baker, prezes Qatar Airways

Pozostało 98% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy