Według naszych informacji Millennium Travel zaczynało jako biuro organizujące wyjazdy do apartamentów z dojazdem własnym. Dopiero od niedawna zdecydowało się wykupić bloki miejsc w samolotach czarterowanych przez innych, dużych touroperatorów, między innymi Grecosa Holiday i TUI Poland.
Mijający sezon turystyczny pozornie był niezwykle udany dla organizatorów wyjazdów. Wzrost liczby klientów biur podróży, w zależności od źródła informacji, wyniósł od 20 do 40 procent w porównaniu z poprzednim rokiem. Ale to pozorny sukces, touroperatorzy sprzedawali bowiem dużą część swoich ofert poniżej kosztów. Instytut Badania Rynku Turystycznego Traveldata szacował w połowie lipca straty branży z tego tytułu nawet na 90 milionów złotych (czytaj: „Betlej: Z biur podróży wyparowało 90 milionów złotych”, https://www.rp.pl/Biura-podrozy/307169994-Betlej-Z-biur-podrozy-wyparowalo-90-milionow-zlotych.html).
W segmencie masowej turystyki średnia marża biura podróży nie przekracza 2 procent, a to oznacza, że każdy słabszy sezon może spowodować jego niewypłacalność. Właśnie teraz, kiedy sezon dobiega końca i następują ostatnie rozliczenia z kontrahentami - liniami lotniczymi i hotelarzami za granicą – może okazać się, że w kasach wielu firm zabraknie pieniędzy.
Jak do tego doszło? Biura podróży zbyt optymistycznie zaplanowały turystyczny sezon letni. Szczególnie mogły je zmylić znakomite wyniki tak zwanej przedsprzedaży, która zaczęła się już we wrześniu zeszłego roku. Duży popyt – w niektórych biurach większy nawet o 60 procent, licząc rok do roku – zachęcał do dokładania nowych ofert i rezerwowania miejsc w samolotach czarterowych. Później, gdy sprzedaż gwałtownie zahamowała, nie można się już było z tego wycofać. Szczególnie ekspansywną politykę przejawiało biuro TUI Poland, które już rok wcześniej, stosując podobną strategię, tak urosło, że przeskoczyło w liczbie obsłużonych klientów i przychodach najbliższego rywala – biuro Rainbow - i znalazło się na drugim miejscu za liderem rynku, Itace, pod względem wielkości obrotów.
Agresywne zachowanie TUI Poland doprowadziło do konfliktu z pozostałymi na rynku graczami. Ich zdenerwowanie osiągnęło apogeum pod koniec sierpnia. Zrzeszeni w Polskim Związku Organizatorów Turystyki najwięksi touroperatorzy w Polsce (TUI nie jest członkiem tej organizacji) wystosowali list do największej organizacji branżowej w Niemczech, w którym zarzucili TUI Poland i niemieckiej spółce TUI Deutschland, z którą polska spółka najbliżej współpracuje, stosowanie nieuczciwej konkurencji przez celowe i długotrwałe sprzedawanie wycieczek polskim klientom po cenach dumpingowych. Według ich wyliczeń TUI Poland sprzedawał te same hotele, co inne firmy na rynku, średnio o 100 euro taniej. W sumie więc zapłaci za tę ekspansję z kasy koncernu nawet 60 milionów euro.
Ani niemiecka organizacja, adresat tego listu, DRV, ani koncern TUI, któremu przesłano list do wiadomości, nie odpowiedzieli oficjalnie PZOT na zarzuty. Jedynie ich rzecznicy odpowiedzieli na pytanie dziennikarza branżowego. Pierwszy odparł, że jego organizacja (DRV) nie zamierza się problemem zajmować, a drugi (TUI Group), że nie robią nic nielegalnego. Również polska spółka nie zajęła stanowiska i odmawia komentowania pretensji konkurentów.