La Sambuy to miasteczko położone we francuskich Alpach, niedaleko regionu Trzy Doliny. Było dotąd małym ośrodkiem sportów zimowych z trzema wyciągami narciarskimi. Najwyższy punkt z którego można było zjechać, znajduje się na wysokości 1850 metrów nad poziomem morza. Ponieważ był stosunkowo niedrogi, chętnie wypoczywały tam rodziny z dziećmi o ograniczonym budżecie. Za siedmiodniowy karnet narciarski płaciło się 97 euro. Dla porównania - w dużych ośrodkach alpejskich w Austrii czy we Włoszech karnet kosztuje ponad 300 euro.
Czytaj więcej
Zmiany klimatu niosą katastrofę. Ośrodki alpejskie będą mogły działać w obecny sposób jeszcze tyl...
W przeszłości La Sambuy przyjmował gości od 1 grudnia do 30 marca - opisuje sytuację portal SchengenVisaInfo. Od niedawna sytuacja wygląda jednak inaczej, bo, jak tłumaczy burmistrz Jacques Dalex, na warunki odpowiednie do zjeżdżania na nartach miłośnicy tego sportu mogli w tym roku liczyć tylko przez pięć tygodni – częściowo w styczniu, a częściowo w lutym. To przełożyło się na roczną stratę w wysokości około 500 tysięcy euro. Samo utrzymanie wyciągów narciarskich kosztowało 80 tysięcy euro. We wrześniu na stronie internetowej ośrodka pojawiła się informacja, że zostanie on ostatecznie zamknięty. Władze podziękowały wszystkim gościom za minione wspaniałe lata.
Ośrodek nadal reklamuje się jako miejsce, w którym można aktywnie wypoczywać. Oferuje trasy dla narciarzy biegowych, wędrówki na rakietach śnieżnych, uprawiać można także nordic walking, a latem przemierzać górskie szlaki.
La Sambuy to nie jedyny francuski ośrodek narciarski borykających się ze skutkami zmian klimatycznych. W zeszłym roku Saint-Firmin zdecydował się na zamknięcie wyciągu, bo niegdyś długi sezon zimowy skrócił się z kilku miesięcy do zaledwie paru tygodni. Mountain Wilderness, francuska grupa ekologiczna, poinformowała z kolei, że od 2001 roku zdemontowała 22 wyciągi narciarskie w całym kraju. Szacunki mówią, że w 59 różnych częściach Francji znajduje się 106 urządzeń, z których nikt już nie korzysta.