TUI Poland rozesłał w poniedziałek esemesami i pocztą elektroniczną w tej sprawie komunikat do klientów, którzy wcześniej nie zgodzili się na zamianę wpłaconej zaliczki na voucher lub nie chcieli przesunąć wyjazdu na inny termin.

„Od ponad dwóch tygodni z radością latamy z Państwem do wielu popularnych destynacji wakacyjnych. Kolejnym krokiem powrotu do normalności jest rozpoczęcie zwrotu środków za anulowane zgodnie z art. 15k ustawy COVID-19 imprezy turystyczne oparte o przelot czarterowy i z dojazdem własnym” – czytamy w komunikacie touroperatora.

„Zdajemy sobie sprawę, że Klienci czekają z niecierpliwością na zwroty. Ze względu na dużą ilość rezerwacji proces będzie realizowany stopniowo, dlatego też prosimy Klientów o wyrozumiałość”.

Jak informuje TUI Poland, klienci którzy zawarli umowę bezpośrednio z biurem (za pośrednictwem Telefonicznego Centrum Rezerwacji TUI i przez stronę www.tui.pl), mają po prostu czekać na sygnał, że pieniądze zostały już przelane.

CZYTAJ TEŻ: TUI Poland odwołuje lato klientom z Litwy i Czech

Klienci, którzy rezerwowali wyjazdy w biurach prowadzonych przez franczyzobiorców TUI i ich agentów, powinni zgłosić się do nich po zwrot należności.
„Równocześnie chcielibyśmy podziękować Państwu za wyrozumiałość i cierpliwość w ostatnich miesiącach. Robimy wszystko, aby być bezpiecznym, zaufanym i niezawodnym partnerem dla naszych Klientów” – zapewnia biuro w komunikacie.

Nie wiadomo, kiedy nastąpią pierwsze przelewy. – Dostałem od TUI informację, że w najbliższych dwóch tygodniach dostanę pieniądze klientów z powrotem na swoje konto – mówi nam jeden z agentów TUI Poland. – Nie wiem jednak czy wszystkie od razu? Napisali tylko, że w ciągu trzech dni mam je oddać klientom. A potem potwierdzić to w formularzu przysłanym przez TUI.

– Niestety, za dodatkową pracę nie dostanę wynagrodzenia, tak jak nie dostałem za sprzedane, ale niezrealizowane wyjazdy – dodaje.

Przepis o 180 dniach był kardynalnym osiągnięciem branży turystycznej, która zabiegała o nie w Ministerstwie Rozwoju. 180 dni odroczenia rozwiązania umowy pozwalało, jak się wydawało w marcu, przetrwać najtrudniejsze tygodnie biurom, podróży. Nie miały one bowiem gotówki, którą wpłacili im wcześniej na poczet wyjazdów wakacyjnych klienci. Te pieniądze najczęściej przekazały bowiem hotelom w różnych krajach, rezerwując u nich miejsca, a hotele nie były skłonne zwracać raz zainkasowanych środków.

ZOBACZ: Niewiadomski: Powstrzymaliśmy lawinę bankructw biur podróży

Powoli mija termin 180 dni i nadchodzi moment rozliczeń. Pierwsze zwroty będą musiały następować pod koniec września (za imprezy anulowane w marcu). Na wniosek branży turystycznej Ministerstwo Rozwoju przygotowało projekt ustawy powołującej fundusz, z którego touroperatorzy będą mogli pożyczyć na ten cel pieniądze. Ustawa powinna być uchwalona przez Sejm w najbliższych dniach.

WIĘCEJ O FUNDUSZU: Agenci, piloci, przewodnicy, transport – będą zwolnieni z ZUS, Emilewicz: 22 lipca ustawa z rozwiązaniami dla branży turystycznej 

Na razie jednak touroperatorzy nie mają ruchu. Akcja TUI pokazuje, że na ich tle ta, należąca do międzynarodowego koncernu, spółka jest w lepszej sytuacji niż konkurenci. Prezes TUI Poland Marcin Dymnicki nie odpowiedział na nasze pytania o źródło finansowania zwrotów. Można się jednak domyślać, że wspomogła go spółka matka. Koncern TUI dostał bowiem jeszcze w maju zastrzyk w postaci kredytu gwarantowanego przez rząd niemiecki na sumę 1,8 miliarda euro.

CZYTAJ TAKŻE: TUI tnie koszty i zwalnia pracowników

TUI to jedno z największych biur podróży w Polsce. Po odmrożeniu lotów czarterowych uruchomiło rejsy do Bułgarii (Burgas, Warna), Grecji (Kreta, Rodos, Kos, Zakintos) i Hiszpanii (Majorka, Teneryfa, Lanzarote). W zeszłym tygodniu odwołało jednak do 10 sierpnia realizowanie wycieczek do Turcji, Egiptu i Tunezji.