Już niedługo rok 2020 odejdzie do historii. W turystyce miał być kolejnym rokiem wzrostu, sukcesu, zysku. Tymczasem nazwanie go okropnym lub strasznym będzie eufemizmem. Branża zapamięta go jako rok zapaści. Firmy i pojedynczy przedsiębiorcy jeszcze długo będą leczyć rany, jakie zadał im kryzys wywołany koronawirusem.

Ale jak to zwykle bywa, trudności są też często szansą na zmiany, na zdobywanie nowych umiejętności, na spojrzenie z boku na biznes i własne życie. Pytamy menedżerów branży turystycznej, jaki to był rok dla nich zawodowo i prywatnie. Co uznają za sukces, a co za porażkę?

Dzisiaj rok 2020 podsumowuje Alina Dybaś- Grabowska, inicjatorka powołania i prezes Turystycznej Organizacji Otwartej, dyrektor Premio Travel, właścicielka sieci agencyjnej My Way Holiday i współwłaścicielka portalu żeglarskiego Sails4Rent.pl.

CZYTAJ TEŻ: TOO: Zapytaj rząd, dlaczego cię wykluczył z pomocy

""

Alina Dybaś-Grabowska. Fot. archiwum prywatne

turystyka.rp.pl

Powołanie Turystycznej Organizacji Otwartej, której celem ma być integrowanie środowiska i działanie na jego rzecz po ustaniu pandemii to był początek, trwającej do dzisiaj ciężkiej pracy. Przyznaję, że nie zdawałam sobie początkowo sprawy, jak trudna to będzie praca i jak odpowiedzialna – mówi Dybaś-Grabowska.

Do organizacji w krótkim czasie zapisało się ponad tysiąc przewodników, pilotów, drobnych touroperatorów, właścicieli firm transportowych.

Jedną z pierwszych inicjatyw TOO było wysłanie do Kancelarii Premiera i Ministerstwa Rozwoju w imieniu grupy przedsiębiorców wniosku o odszkodowanie od skarbu państwa za utracone w wyniku wprowadzenia przez rząd lockdownu dochody. – Właśnie skończyliśmy zbierać dane do pozwu zbiorowego. Mimo wielu negatywnych komentarzy w samym naszym środowisku, patrzę na to przedsięwzięcie z optymizmem i wierzę, że wygramy – mówi.

TOO zbierała postulaty przedstawicieli branży turystycznej dotkniętych kryzysem wywołanym pandemia, pisała listy i petycje do władz, a nawet poprawki do ustawy. Organizowała konferencje prasowe, przyłączała się do protestów i akcji poszczególnych sektorów turystyki (transport autokarowy), a kiedy wreszcie została uznana przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii za formalnego partnera, zaczęła uczestniczyć także w rozmowach z jego urzędnikami o postulatach branży turystycznej.

Zbudowanie od zera organizacji, która w krótkim czasie stała się ważnym podmiotem reprezentującym interesy przedsiębiorców turystycznych uważa za największy sukces – nie tylko tego roku, ale ostatnich lat. Zaznacza, że nie byłby on tak spektakularny, gdyby nie zaangażowanie wielu ludzi, którzy „często pracują po nocach na rzecz całej branży”.

Za zwieńczenie pewnego etapu pracy na rzecz branży turystycznej uznaje też powołanie Polskiej Rady Turystyki, w której udało się zgromadzić ponad dwadzieścia mniejszych organizacji reprezentujących różne środowiska związane z turystyką. TOO jest jednym z motorów Rady.

WIĘCEJ: Rada Turystyki: Gdzie jest program pomocy dla turystyki?

Po stronie negatywów Dybaś-Grabowska zapisuje wstrzymanie uruchomienia własnej sieci agencyjnej. – To mnie szczególnie zabolało, bo miałam już przygotowany cały plan – wspomina.

O Premio Travel mówi, że firma jest bardzo stabilna, a to, że biuro nie mogło wysyłać na wycieczki klientów, wynikało z ogólnej sytuacji na świecie i jest skutkiem pandemii, nie porażką przedsiębiorcy.

Mijający rok okazał się owocny w sferze prywatnej. Toczące się gwałtownie wydarzenia popchnęły Dybaś-Grabowską do podjęcia ponownie nauki. – Prowadzenie organizacji wymaga dużej wiedzy. Z wykształcenia jestem ekonomistką ze specjalizacją zarządzania w turystyce i zarządzania zasobami ludzkimi, ale dodatkowo zaczęłam studiować prawo, by rzetelniej wykonywać swoje nowe obowiązki. Uzyskałam też uprawnienia wewnętrznego audytora systemu zarządzania jakością ISO 9001 i uzyskałam wpis na listę biegłych sądowych w dziedzinie turystyki i rekreacji – zdradza.

Działania, które podjęła jako prezes TOO i lobbystka (to jej określenie) nie zawsze spotykały się z uznaniem. – Na forach branżowych wylała się na mnie fala hejtu, ale po pierwsze nauczyłam się tym nie przejmować, a po drugie wyciągać z tego wnioski, bo czytając między wierszami można odkryć też cenne wskazówki. Krytyki się nie boję, ale nie lubię krytykanctwa uprawianego dla zasady. Zawsze oczekuję pozytywnych wniosków, a najlepiej zaangażowania się w pracę na rzecz naszego środowiska – mówi.

WARTO: Branża turystyczna: Nie ma odpowiedzi rządu na nokaut turystyki

– Przykre było natomiast to, że wraz z sukcesem ubyło przyjaciół, choć z drugiej strony – tylko tych fałszywych. Z drugiej strony dzięki stowarzyszeniu przybyło w moim otoczeniu dużo wartościowych osób, które wspierają mnie zarówno merytorycznie, jak i czysto ludzko. Pojawili się też chętni do zbudowania swojej popularności na sukcesie TOO – dodaje.

– Dużym wyzwaniem w warunkach izolacji wymuszonej przez pandemię była praca z domu z małym dzieckiem. Czasem, żeby w spokoju zebrać myśli, wychodziłam wieczorami do samochodu – wspomina.

Na przyszły rok patrzy z nadzieją, choć na razie nie ma przesłanek, by twierdzić, że będzie udany. – Myślę, że część z nas odejdzie z zawodu. Z drugiej strony widzę, że klienci chcą wyjeżdżać, bo wszyscy są zmęczeni izolacją. Moim marzeniem na przyszły rok jest więc, żeby wróciło względnie normalne życie, które znamy sprzed koronawirusa. Brakuje mi bardzo takich codziennych zwykłych czynności, jak spotkania służbowe lub praca w kawiarni z laptopem – wzdycha.

CZYTAJ INNE WYPOWIEDZI Z CYKLU:

TO BYŁ ROK… Bieszyński: Dostałem wycisk, ale niczego nie żałuję

TO BYŁ ROK… Gut-Mostowy: Bon pomaga polskiej turystyce